Kolizja kolumny Macierewicza. Prokuratura przygląda się kierowcy b. szefa MON. Nie powinien był kierować limuzyną?
Zaufany kierowca Antoniego Macierewicza mógł nie mieć uprawnień wystarczających do prowadzenia ministerialnej limuzyny. Tak przynajmniej podejrzewa prokuratura prowadząca śledztwo ws. wypadku sprzed 1,5 roku – wynika z doniesień Onet.pl.
25 stycznia 2017 r. w Lubiczu Dolnym k.Torunia miał miejsce wypadek z udziałem kolumny rządowej. Wchodzące w jej skład trzy limuzyny zjeżdżały na autostradę, ale jednak z nich przyspieszyła. Pozostałe dwa auta – to, w którym jechał Macierewicz, i to prowadzone przez funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej – próbowały dorównać, ale nie zdążyły na czerwonym świetle i uderzyły w pozostałe samochody (których łącznie w karambolu brało udział osiem).
Macierewicz broni swojego kierowcy
Ówczesny szef MON wyszedł z kolizji bez szwanku. Szybko zmienił pojazd i kontynuował podróż do Warszawy, gdzie później uczestniczył w gali tygodnika „WSieci”. Ucierpiały za to trzy inne osoby, u jednej stwierdzono pęknięcie kręgosłupa.
Śledztwo ws. wypadku kolumny wiozącej MacierewiczaMacierewicz zdecydowanie twierdził, że odpowiedzialności za spowodowanie wypadku nie ponosi jego kierowca Kazimierz Bartosik. W październiku zaś zarzut spowodowania wypadku usłyszał Grzegorz G., starszy kapral ŻW, kierujący ostatnim autem w kolumnie.
„Wedle prokuratury pan Kazimierz zatrzymał się na czas, a Grzegorz G. nie. W ten sposób auto żandarma miało uderzyć z tyłu w limuzynę ministra, a ta w efekcie zderzyła się z pojazdami stojącymi przed nią. Żołnierz nie przyznaje się do winy. [...] twierdzi, że było odwrotnie — to pan Kazimierz miał nie wyhamować, a on jedynie na niego najechał” – czytamy w artykule na Onet.pl.
Onet ujawnia
Powołując się na swoje źródła, portal ujawnia informacje, które mogą być niewygodne dla Kazimierza Bartosika. Według nich kierowca nie tylko nie przeszedł szkolenia w prowadzeniu pojazdów w kolumnie z towarzyszeniem Żandarmerii, ale także – jak podejrzewa prokuratura – nie posiadał uprawnień do prowadzenia rządowej limuzyny. Ten wątek nie podlega jednak pod śledztwo ws. wydarzeń spod Torunia – włączono go do odrębnego postępowania w dziale wojskowym Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ursynów.
„Na początku 2016 r. weszły w życie zmiany w przepisach, dotyczące wymagań wobec kierowców pojazdów uprzywilejowanych. Według naszych informacji, pan Kazimierz ich w momencie wypadku nie spełniał, zaś oskarżony żołnierz — tak. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że kierowca Macierewicza nie miał aktualnych badań zdrowotnych i psychologicznych. Pan Kazimierz — który pracuje w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego — twierdzi, że od swych szefów uzyskał zapewnienie, że przedstawicieli tej służby owe przepisy nie dotyczą” – pisze Onet.
Problem w tym, że Bartosik to jedna z bardziej zaufanych osób w otoczeniu Antoniego Macierewicza. Zarówno w czasach, gdy piastował urząd ministra spraw wewnętrznych, jak i za czasów, gdy szefował Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, pan Kazimierz był jego kierowcą (jako pracownik SKW, w ramach którego awansował do rangi oficera). Według informatorów Onetu jest osobą bardzo wpływową.
RadioZET.pl/Onet.pl/MP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET