Myśliwi strzelali w kierunku dzieci? "Śrut zaczął walić w ogrodzenie"
Policja bada sprawę strzałów, które padły w okolicy zamieszkałej przez rodzinę z dziećmi posesji w powiecie bielskim. Śledztwo prowadzone jest w kierunku narażenia ludzi na utratę życia. Incydent skomentował już prezes miejscowego koła łowieckiego.
Do zdarzenia, o którym pisze lokalny portal bielsko.info, doszło w sobotę 12 września w Dankowicach (pow. bielski, woj. śląskie). Pan Kamil pracował w przydomowym ogródku, obok bawiły się jego dzieci w wieku 3 i 5 lat. Za domem znajduje się staw, przy który, często odbywają się polowania.
Śląskie. Myśliwi oddawali strzały w kierunku? Sprawa zgłoszona policji
Mieszkaniec Dankowic zapewniał, że dotychczas nie było z tym problemu. Aż do weekendu, gdy usłyszeli strzały. Z każdą chwilą stawały się one coraz głośniejsze i zaczęły padać coraz bliżej posesji. W pewnym momencie - jak pisze serwis - śrut zaczął walić w ogrodzenie.
Wyszła na spacer z psem. Ktoś go zastrzelił i odjechał. "Biegłam w jego kierunku, ewidentnie uciekał"- Dzieci wpadły w panikę, zaczęły krzyczeć, płakać (...) Żona od razu zabrała je do domu, a ja zacząłem krzyczeć na myśliwych, którzy strzelali w naszym kierunku. Zaczęli uciekać. Udałem się więc za nimi w miejsce, gdzie się grupowali nad stawem. Na szczęście strzały umilkły - relacjonuje pan Kamil w rozmowie z bielsko.info. Na miejsce dotarła policja, ale według relacji mieszkańca posesji, mundurowi sporządzili jedynie notatkę. Dlatego też dwa dni później osobiście zgłosił się na komisariat.
Rodzice z niemowlakiem znaleźli się w środku polowania. Myśliwi nie przestali strzelać- Jak się okazało, policja nawet nie wiedziała, do jakiego koła łowieckiego należeli myśliwi. Do tej pory nie wiem skąd byli. Ale nie odpuszczę tej sprawy. Nie pozwolę, by moje dzieci nie mogły się bezpiecznie bawić na mojej własnej ziemi. Zwłaszcza, że po tym zdarzeniu rozmawiałem z sąsiadem, który powiedział mi, że tydzień wcześniej, gdy siedział przed domem, słyszał jak śrut odbija się od dachu - stwierdził rozmówca portalu.
Prezes koła: nie wiem, co tak rozsierdziła mieszkającego tam pana
Jak dowiedział się portal, polowanie na kaczki i gęsi organizowało miejscowe Koło Łowieckie „Żbik”. Jego prezes Tadeusz Lubański skomentował zresztą całe zajście w rozmowie z dziennikarzami. Jego zdaniem, reakcja pana Kamila była przesadzona.
- Byłem na miejscu (...) Nie ma mowy, by strzały komukolwiek zagrażały. Bardzo restrykcyjnie podchodzimy do przepisów. Rozstawiamy myśliwych według wytycznych z geoportalu, w tym przypadku znajdowaliśmy się około 200 metrów od zabudowań. Poza tym strzały były oddawane pod ostrym kątem w górę. Doprawdy nie wiem, co tak rozsierdziło mieszkającego tam pana - przyznał.
Myśliwy oddał przypadkowy strzał. Pocisk przeszył dom, w którym była rodzina z dzieckiem. Grozi mu więzienie- Prowadzone jest dochodzenie pod kątem artykułu 160 Kodeksu karnego: narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężko uszczerbku na zdrowiu. Sprawę prowadzi Komisariat Policji w Kobiernicach. Czyn ten jest zagrożony karą więzienia do lat 3 - poinformowała natomiast - także w rozmowie z bielsko.info - asp. Ilona Michalczyk z Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej.
RadioZET.pl/bielsko.info
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET