Dramatyczny apel uchodźców na granicy z Białorusią. "Umieramy, pomóżcie nam"
Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej jest dramatyczna. W Usnarzu Górnym na Podlasiu wciąż koczuje kilkudziesięciu uchodźców. Jak potwierdza Radiu ZET Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie, są tam zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Osoby te źle się czują i potrzebują pomocy. "Umieramy, pomóżcie nam" - apelują.
- 6 zdjęć Zobacz galerię
Na granicy z Białorusią bez zmian. W pobliżu wsi Usnarz Górny na Podlasiu nadal koczuje grupa kilkudziesięciu uchodźców. - W nocy było tutaj dosyć spokojnie, ale nad ranem przyjechało dużo samochodów policyjnych - mówi w rozmowie z Radiem ZET Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie.
Chorzy uchodźcy na granicy z Białorusią. Nie dopuszczają do nich lekarzy
- Grupa potwierdziła, że nadal są tam 32 osoby. Informacje Straży Granicznej, jakoby były tam 24 osoby, nie potwierdziły się - dodaje przedstawicielka fundacji.
Czwarnóg zaznacza, że z osobami przetrzymywanymi na granicy komunikacja odbywa się przez tłumaczkę fundacji za pomocą krzykaczki. - Ona zadaje im pytania, a oni za pomocą gestów odpowiadają "tak" lub "nie", więc są to zawsze pytania zamknięte - podkreśla.
Z rozmowy wynikło, że uchodźcy źle się czują i potrzebują pomocy. O tym, jak bardzo są bezsilni i zdesperowani, świadczy komunikat, który pozostawili na kawałku drewna. "Umieramy, pomóżcie nam" - apelują.
Mimo złego stanu zdrowia migrantów Straż Graniczna nie dopuszcza do nich pomocy medycznej. - Lekarka była codziennie i prosiła o dopuszczenie do osób i nie dostała takiego pozwolenia. Wczoraj także przyjechała karetka z ratownikami i ratowniczkami, także nie zostali wpuszczeni - relacjonuje przedstawicielka Fundacji Ocalenie.
Radio ZET/oprac. MB