Definitywny koniec nauki zdalnej? "Nieobecności dzieci w szkole będą uznawane za przeziębienie"
W poniedziałek, 21 lutego, po prawie miesiącu nauki zdalnej, uczniowie wrócą do szkół. I wygląda na to, że na lekcjach stacjonarnych już zostaną. - Nieobecności dzieci będą traktowane jako zwykłe przeziębienie, ale czy to oznacza koniec pandemii? Mamy nadzieję, że to nie spowoduje wzrostu zakażeń i kolejnej fali – mówią dyrektorzy.
W V LO im. Poniatowskiego w Warszawie chociaż jeszcze nie ma uczniów, w salach i na korytarzach słychać już ruch. - Sprzątamy, dezynfekujemy i czekamy. Uczniowie też już wyczekują powrotu – mówi Maciej Rusiecki, dyrektor V LO. Licealiści ostatni raz byli tu prawie miesiąc temu, 26 stycznia. Dzień później rozpoczęła się nauka zdalna dla klas 5-8 szkół podstawowych i uczniów szkół średnich.
Początkowo miała potrwać do końca ostatniej tury ferii zimowych, czyli do 27 lutego. W ubiegłym tygodniu minister edukacji Przemysław Czarnek ogłosił przyspieszenie powrót do nauki stacjonarnej o tydzień. - Nauka zdalna nie będzie trwała do końca ferii. Uczniowie wrócą do szkoły 21 lutego – poinformował szef Ministerstwa Edukacji i Nauki na konferencji prasowej.
Powrót do szkół, ale nie po feriach zimowych
- Uczniowie są bardzo ambitni, wiedzą, po co przychodzą do szkoły i zdają sobie sprawę z tego, że bezpośredni kontakt z nauczycielem to najlepsza forma edukacji – tłumaczy Maciej Rusiecki, dlatego jego zdaniem to dobrze, że lekcje online zostały skrócone. - Liczy się też przebywanie w grupie rówieśniczej, to napędza do nauki – dodaje. Odetchnęli zwłaszcza maturzyści i ósmoklasiści, na których w maju i w czerwcu czekają matura i egzaminy na koniec podstawówki. Przy wciąż zmienianym trybie zajęć trudno się do takich testów dobrze przygotować.
- Nie ma już chyba sensu tego przedłużać, dobrze, że uczniowie wrócą wcześniej, mamy opracowane standardy sanitarne, pilnujemy bezpieczeństwa – mówi podobnie Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie. Jej zdaniem termin jest też trafiony ze względu na koniec ferii, które w woj. mazowieckim skończyły się 13 lutego. - Ten tydzień jeszcze na zdalnym po przerwie zimowej pomoże. Ewentualne zakażenia, które dzieci mogły złapać na wyjazdach, wyjdą teraz, więc dzieci nie przyniosą niczego do szkoły - wyjaśnia.
Właśnie z tego powodu zupełnie odmienne zdanie mają niektórzy dyrektorzy z woj. łódzkiego. Tu ferie dopiero się zaczęły, skończą się 27 lutego i od razu po nich uczniowie zasiądą w szkolnych ławkach. - Lekcje zdalne powinny być jeszcze przez tydzień, dwa po feriach, czyli jeszcze w marcu – stwierdza Magdalena Prokaryn-Dynarska, dyrektorka SP nr 1 w Łodzi. Obawia się właśnie tego, o czym mówiła dyrektorka z Legionowa: nie ma zakazu przemieszczania się, dzieci wrócą z ferii, z wyjazdów i po tygodniu zacznie się kolejna fala zakażeń w szkołach.
- Spójrzmy zresztą na to, co działo się po przedłużonej przerwie świąteczno-noworocznej – przypomina Prokaryn-Dynarska. Uczniowie wrócili do szkół 10 stycznia i w drugiej połowie miesiąca trzeba było zawieszać stacjonarną pracę kolejnych podstawówek, liceów i techników aż do ogólnopolskiej nauki zdalnej.
Definitywny koniec nauki zdalnej?
Przemysław Czarnek poinformował jednak nie tylko o skróceniu edukacji online. Stwierdził też, że to definitywny koniec zdalnego nauczania. I wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście był to ostatni semestr z lekcjami niestacjonarnymi. A wiąże się to ze zniesieniem przez Ministerstwo Zdrowia kwarantanny z kontaktu. To znaczy, że nie ma już obowiązku kwarantanny po kontakcie z osobą zakażoną, a to przede wszystkim wpływało na pracę szkół.
- Jeśli nie będziemy zgłaszali osób, które miały kontakt z zakażonym, to nie będzie zawieszania oddziałów. Zresztą nawet nie będziemy mieli informacji, że dana osoba jest zakażona. Nieobecności dzieci będą traktowane jako zwykłe przeziębienie, tak jak to było do tej pory - stwierdza Dorota Kuchta.
Tak jak inni dyrektorzy nie ukrywa, że to duże ułatwienie, bo to na nich spadał obowiązek ustalenia wszystkich kontaktów i zgłoszenia dzieci do sanepidu. - Sanepid dzwonił do mnie np. o godz. 21 wieczorem, w weekendy. Na początku każdego ucznia musieliśmy wprowadzać osobno do systemu, potem informować rodziców, dzieci. Odetchnęłam o tyle, że jeden obowiązek nam odpadł, ale czy to oznacza koniec pandemii? Trudno powiedzieć. Mamy nadzieję, że to nie spowoduje wzrostu zakażeń i kolejnej fali – mówi.
Maciej Rusiecki widzi więc jedną radę: trzeba edukować rodziców. - Jeśli dziecko źle się czuje, ma objawy infekcji, nie wysyłajmy go do szkoły. Klasówka z matematyk nie jest najważniejsza. Już wcześniej zwracaliśmy na to uwagę, a pandemia te nasze działania edukacyjne zintensyfikowała – mówi i dodaje: - Nie jest tak, że wirus zginął, ale musimy się nauczyć z nim żyć, działać profilaktycznie i wierzyć, że nauka pracuje na nasze dobro, czyli wierzyć szczepieniom.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET