`

Afera w TVP. Wydawcy alarmują. „Autocenzura wyłącza podstawową powinność"

4 min. czytania
22.04.2026 07:03
Obserwuj nas na Google

Jak przekazuje grupa wydawców TVP Wrocław, rzetelny materiał ze szczegółami oskarżenia prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka nie został wyemitowany. Dziennikarze sugerują, że to autocenzura, która „wyłącza powinność patrzenia politykom na ręce". Portal RadioZET.pl przesłał w tej sprawie pytania do Telewizji Polskiej. Mamy odpowiedź.

Media
fot. Bartlomiej Magierowski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zarzuty wobec prezydenta Wrocławia poruszał niewyemitowany materiał.
  • Dlaczego dziennikarze TVP Wrocław podejrzewają autocenzurę.
  • Co twierdzą władze TVP na temat zarzutów o autocenzurę.

W poniedziałek wrocławski dziennikarz Marcin Torz opublikował wiadomość-e-mail wysłaną przez grupę wydawców TVP Wrocław, z której wynika, że w redakcji może dochodzić do stosowania autocenzury. Jak podaje Torz, dziennikarze z prośbą o wyjaśnienie sytuacji zwrócili się do Elżbiety Sobali, prawej ręki Ewy Wolniewicz (redaktor naczelnej). W mediach społecznościowych rozpoczęła się burzliwa dyskusja na ten temat. O komentarz zwróciliśmy się również do władz TVP. Mamy odpowiedź.

Autocenzura w TVP Wrocław? Dziennikarze alarmują

W treści e-maila wysłanego przez wydawców TVP Wrocław pada pytanie o materiał o prezydencie Wrocławia Jacku Sutryku. Jak podkreślono, cała sytuacja związana z tym tematem wpływa na pracę redakcji. Przykładów jest jednak więcej. „Zastanawiamy się wspólnie, wydawcy i reporterzy, np. czy robić i pytać o aferę dotyczącą pedofilii i zoofilii, za co skazana została działaczka Platformy Obywatelskiej z Kłodzka? Czy nie? Czy pytać o to w rozmowie polityka Koalicji Obywatelskiej? Czy nie? Czy robić kontrowersyjną decyzję Śląska Wrocław dotyczącą sprzedaży i likwidacji sekcji piłki nożnej kobiet? Czy nie? Do tej pory słyszeliśmy, że możemy robić wszystko, tylko »z głową«. Tymczasem temat o prezydencie jest chyba najrzetelniej zrobionym w historii tej redakcji i nie jest emitowany" - alarmują dziennikarze. Następnie dodano: „Autocenzura wyłącza podstawową powinność, jaką mamy, czyli patrzenia politykom na ręce".

W przesłanej wiadomości podkreślili jasno, że chcą wiedzieć, dlaczego materiał ze szczegółami oskarżenia prezydenta Wrocławia nie jest emitowany. Jego autorem jest były dziennikarz TVN Robert Jałocha. Jak podaje „Gazeta Wyborcza", w połowie lutego uzyskał on zgodę na wgląd do aktu oskarżenia Sutryka, który wpłynął do sądu w Warszawie. Dokument liczący kilkaset stron czytał dwa dni. Później rozpoczął pracę nad materiałem. Rozmówcy „GW" twierdzą, że dziennikarz dostał od dyrektorki wrocławskiego ośrodka Ewy Wolniewicz warunek, pod którym jego materiał będzie mógł się ukazać. Prezydent Sutryk musiałby się zgodzić na wywiad przed kamerą.

Okazało się, że to niemożliwe. Po kilku dniach z jakiegoś powodu decyzja została zmieniona. Dziennikarzowi pozwolono na przygotowanie materiału. Napisał tekst, który miał być czytany przez lektora oraz ilustrowany materiałami filmowymi, grafikami. Gotowy tekst Jałocha przesłał do Wolniewicz. Początkowo otrzymał informację, że tekst został zaakceptowany i można przystąpić do montażu. 6-minutowy reportaż został przygotowany, ale nigdy go nie wyemitowano. Po czterech tygodniach ciszy wydawcy „Faktów", czyli programu informacyjnego TVP Wrocław, napisali wspomnianego wyżej e-maila.

TVP odpowiada: „Dyrekcja nie przeprosi dziennikarza"

Dlaczego reportaż ze szczegółami oskarżenia prezydenta Wrocławia nie został wyemitowany? Czy w redakcji TVP Wrocław stosowana jest autocenzura, a władz stolicy Dolnego Śląska nie można krytykować? Takie pytania skierowaliśmy do TVP, zwłaszcza że w wiadomości e-mail wydawców przesłanej do kierownictwa redakcji czytamy: „Reporterzy nie zgłaszają tematów, które choćby w najmniejszym stopniu zagrażałyby miastu, »bo Agata [Dzikowska – dyrektor Wydziału Komunikacji Społecznej UM Wrocławia – przyp. red.] zadzwoni, trzeba będzie się tłumaczyć«".

Redakcja poleca

„Kierownictwo TVP3 Wrocław nie zablokowało emisji materiału na temat prezydenta Wrocławia. Autor reportażu o Jacku Sutryku dwukrotnie został poproszony o wprowadzenie zmian w swoim materiale – zmian o charakterze czysto merytorycznym, co podkreślamy – ale tego nie zrobił. W związku z tym szefostwo TVP3 Wrocław podjęło decyzję, że materiału w tym kształcie nie wyemituje. Nie możemy pokazać widzowi czegoś, co wprowadza go w błąd, w tym przypadku poprzez stawianie znaku równości między zarzutami z aktu oskarżenia a wyrokiem sądowym. To dziennikarski elementarz" - czytamy w oświadczeniu przesłanym nam przez Dział Komunikacji Korporacyjnej Telewizji Polskiej.

„Podobne próby nacisku ze strony współpracowników TVP, próby wywierania wpływu na redaktorów naczelnych, którzy odpowiadają za merytoryczną jakość materiałów dziennikarskich, są dla Telewizji Polskiej nie do przyjęcia. Tak samo jak próby angażowania podmiotów zewnętrznych do spraw merytorycznych. Dyrekcja TVP3 Wrocław nie przeprosi dziennikarza i oświadcza, że wszystkie informacje nt. współpracy z dziennikarzem są prawdziwe i nie naruszają jego dóbr osobistych" – dodano, mimo że w przesłanych przez nas pytaniach ani razu nie pojawiła się kwestia wspomnianych przeprosin.

List napisało pięcioro z sześciorga wydawców. To za mało?

W dalszej części oświadczenia TVP dodano, że od stycznia 2024 roku kierownictwo TVP3 Wrocław nie zablokowało emisji żadnego materiału dziennikarskiego. Władze Wrocławia od stycznia 2024 roku w żaden sposób nie wpływały na dobór tematów do regionalnego programu informacyjnego, a wrocławska redakcja nie otrzymywała i nie otrzymuje żadnych instrukcji w tym zakresie. „Oddział TVP3 Wrocław wielokrotnie emitował materiały niewygodne dla władz samorządowych, w tym dla Urzędu Miasta Wrocław" - dodano w oświadczeniu. Zwrócono również uwagę, że „zespół”, na który powołują się media, to 5 z 33 osób, które podpisały się pod listem do szefowej redakcji programu TVP3 Wrocław „Fakty”.

Warto jednak podkreślić, że wydawca to osoba najważniejsza w telewizyjnym programie informacyjnym. Tymczasem list napisało pięcioro z sześciorga wydawców programu. Kolejne oświadczenie przesłał „Gazecie Wyborczej" dziennikarz Robert Jałocha. Jak twierdzi, informacje przekazywane przez biuro prasowe Telewizji Polskiej są nieprawdziwe. – Nikt nie prosił mnie o wprowadzenie jakichkolwiek poprawek do materiału. Na żadnym etapie nie próbowałem wymusić jego emisji i niczego nie forsowałem. Materiał był blokowany przez cztery tygodnie. Przygotowana została tylko jedna wersja, którą zmontowałem po zaakceptowaniu tekstu przez dyrektor ośrodka TVP we Wrocławiu – oświadczył. 

Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET