Alerty RCB będą wysyłane częściej. Szef MSWiA: Tak już teraz będzie
Nocne alerty RCB zaskoczyły mieszkańców wschodniej Polski. Szef MSWiA Marcin Kierwiński wyjaśnił, dlaczego wiadomości o zagrożeniu będą wysyłane częściej i przyznał, że taki system ostrzegania pozostanie z Polakami na dłużej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak działają alerty RCB w związku z zagrożeniem za wschodnią granicą.
- Dlaczego MSWiA wysyła prewencyjne alerty mieszkańcom województw przygranicznych.
- Jakie wyzwania stoją przed systemem syren alarmowych w Polsce.
- Co planuje MSWiA w kwestii modernizacji systemu alarmowego.
Alarm na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. MSWiA wyjaśnia: Tak już teraz będzie
W nocy ze środy na czwartek Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało o prewencyjnym poderwaniu myśliwców. To reakcja na aktywność rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu, wykonującego uderzenia na terenie Ukrainy.
W związku z działaniami DORSZ i rosyjskimi atakami za naszą wschodnią granicą do mieszkańców województwa lubelskiego i podkarpackiego rozesłane zostały alerty RCB. „UWAGA! UWAGA! UWAGA! NA OBSZARZE ZACHODNIEJ UKRAINY TRWA ZMASOWANY ATAK POWIETRZNY" - brzmiała treść ostrzeżenia.
O sprawę Radio ZET zapytało szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. Ten odpowiedział wprost: - Tak już teraz będzie. - Zapowiadaliśmy, że kiedy podrywane będą polskie samoloty, nawet prewencyjnie, to odpowiednia informacja będzie wysyłana do mieszkańców, żeby każdy miał świadomość, że za naszą granicą dzieje się coś niebezpiecznego - powiedział.
Kierwiński: To właściwe rozwiązanie
DORSZ podrywa myśliwce stosunkowo często, zwłaszcza w obliczu zagrożenia, jakie niesie ze sobą wojna na Ukrainie. Rodzi się więc pytanie, czy częste alerty RCB nie sprawią, że ludzie w pewnym sensie do nich przywykną i nie zareagują odpowiednio w obliczu realnego niebezpieczeństwa.
- Musimy to jakoś wyważyć, bo tutaj nie ma warstwy pośredniej. Informujemy o potencjalnym zagrożeniu, działamy prewencyjnie, albo czekamy do ostatniej chwili, licząc się wtedy z pewnym opóźnieniem. W perspektywie ostatnich tygodni wydaje się więc, że ten SMS wysyłany prewencyjnie jest właściwym rozwiązaniem - ocenił Kierwiński.
Syreny alarmowe. Kierwiński: Zastaliśmy ten system w zgliszczach
Innym filarem alarmowania obywateli o potencjalnym zagrożeniu są syreny. To zarazem kolejny system, który był w ostatnich tygodniach mocno krytykowany. RadioZET.pl informowało o tym, że w wielu gminach na Lubelszczyźnie nie ma ani jednej syreny alarmowej.
- Żeby było jasne, od przeszło 9 miesięcy pracujemy na przebudową naszego systemu alarmowego i planujemy to dokończyć w tym roku. Dzisiaj słyszę mędrków z PiS, którzy mówią, jak to wszystko jest proste, a po 8 latach ich rządów zastaliśmy ten system w zgliszczach - stwierdził szef MSWiA.
- Cały czas kupujemy syreny, ale nigdy nie będzie takiej sytuacji, bo nie ma tak w żadnym kraju, że słyszalność tego dźwięku będzie stuprocentowa. Dążymy do tego, żeby objął on ponad 90 proc. Polski - dodał.
Wyjaśnił też, że w wielu miejscach są ponad 20-letnie syreny alarmowe, które nie są obsługiwane cyfrowo, a to wydłuża czas do ogłoszenia alarmu. - Właśnie taki system zastaliśmy po 8 latach beztroski PiS-u. Zmieniamy to, ale wymaga to czasu - powiedział.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET