`

Alerty RCB będą wysyłane częściej. Szef MSWiA: Tak już teraz będzie

2 min. czytania
20.08.2026 11:14
Obserwuj nas na Google

Nocne alerty RCB zaskoczyły mieszkańców wschodniej Polski. Szef MSWiA Marcin Kierwiński wyjaśnił, dlaczego wiadomości o zagrożeniu będą wysyłane częściej i przyznał, że taki system ostrzegania pozostanie z Polakami na dłużej.

Szef MSWiA
fot. Filip Naumienko/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak działają alerty RCB w związku z zagrożeniem za wschodnią granicą.
  • Dlaczego MSWiA wysyła prewencyjne alerty mieszkańcom województw przygranicznych.
  • Jakie wyzwania stoją przed systemem syren alarmowych w Polsce.
  • Co planuje MSWiA w kwestii modernizacji systemu alarmowego.

Alarm na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. MSWiA wyjaśnia: Tak już teraz będzie

W nocy ze środy na czwartek  Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało o prewencyjnym poderwaniu myśliwców. To reakcja na aktywność rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu, wykonującego uderzenia na terenie Ukrainy. 

W związku z działaniami DORSZ i rosyjskimi atakami za naszą wschodnią granicą do mieszkańców województwa lubelskiego i podkarpackiego rozesłane zostały alerty RCB. „UWAGA! UWAGA! UWAGA! NA OBSZARZE ZACHODNIEJ UKRAINY TRWA ZMASOWANY ATAK POWIETRZNY" - brzmiała treść ostrzeżenia. 

O sprawę Radio ZET zapytało szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. Ten odpowiedział wprost: - Tak już teraz będzie. - Zapowiadaliśmy, że kiedy podrywane będą polskie samoloty, nawet prewencyjnie, to odpowiednia informacja będzie wysyłana do mieszkańców, żeby każdy miał świadomość, że za naszą granicą dzieje się coś niebezpiecznego - powiedział. 

Kierwiński: To właściwe rozwiązanie

DORSZ podrywa myśliwce stosunkowo często, zwłaszcza w obliczu zagrożenia, jakie niesie ze sobą wojna na Ukrainie. Rodzi się więc pytanie, czy częste alerty RCB nie sprawią, że ludzie w pewnym sensie do nich przywykną i nie zareagują odpowiednio w obliczu realnego niebezpieczeństwa. 

Redakcja poleca

- Musimy to jakoś wyważyć, bo tutaj nie ma warstwy pośredniej. Informujemy o potencjalnym zagrożeniu, działamy prewencyjnie, albo czekamy do ostatniej chwili, licząc się wtedy z pewnym opóźnieniem. W perspektywie ostatnich tygodni wydaje się więc, że ten SMS wysyłany prewencyjnie jest właściwym rozwiązaniem - ocenił Kierwiński. 

Syreny alarmowe. Kierwiński: Zastaliśmy ten system w zgliszczach

Innym filarem alarmowania obywateli o potencjalnym zagrożeniu są syreny. To zarazem kolejny system, który był w ostatnich tygodniach mocno krytykowany.  RadioZET.pl informowało o tym, że w wielu gminach na Lubelszczyźnie nie ma ani jednej syreny alarmowej. 

- Żeby było jasne, od przeszło 9 miesięcy pracujemy na przebudową naszego systemu alarmowego i planujemy to dokończyć w tym roku. Dzisiaj słyszę mędrków z PiS, którzy mówią, jak to wszystko jest proste, a po 8 latach ich rządów zastaliśmy ten system w zgliszczach - stwierdził szef MSWiA. 

- Cały czas kupujemy syreny, ale nigdy nie będzie takiej sytuacji, bo nie ma tak w żadnym kraju, że słyszalność tego dźwięku będzie stuprocentowa. Dążymy do tego, żeby objął on ponad 90 proc. Polski - dodał. 

Wyjaśnił też, że w wielu miejscach są ponad 20-letnie syreny alarmowe, które nie są obsługiwane cyfrowo, a to wydłuża czas do ogłoszenia alarmu. - Właśnie taki system zastaliśmy po 8 latach beztroski PiS-u. Zmieniamy to, ale wymaga to czasu - powiedział.

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET