Awantura o wielką strzelnicę w małej gminie. W tle śmierć na polowaniu i ONR
Na Lubelszczyźnie, w gminie, gdzie niedawno z broni myśliwskiej zginął człowiek, ma powstać otwarta strzelnica. - Do najbliższych domów będzie mniej niż 500 metrów. Obawiamy się o bezpieczeństwo nasze i naszych dzieci - mówią mieszkańcy. Na spotkaniach pomysł zachwala były działacz ONR. Inwestor przekonuje, że to szansa na rozwój gminy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego mieszkańcy mają obawy dotyczące budowy otwartej strzelnicy.
- Jakie argumenty podnoszą w petycji przeciwko inwestycji.
- Co jeszcze mają w planie inwestorzy.
- Jakie argumenty przedstawiają zwolennicy budowy strzelnicy.
- O inwestycji dowiedzieliśmy się przypadkiem. Przez długi czas wójt przekonywał, że nic nie wie o strzelnicy, że nie wpłynęły do niego żadne dokumenty. W tym czasie na terenie byłej kopalni piachu pracował ciężki sprzęt. W końcu wójt przyznał, że chodzi o strzelnicę, zorganizował spotkanie. Tam pewien człowiek tłumaczył, jak ważna jest budowa takich obiektów. Sprawdziłem go po spotkaniu. Okazało się, że to członek Obozu Radykalno-Narodowego, a inwestorem jest były policjant, który przedstawiał się jako doradca najważniejszych osób w państwie, w tym prezydenta Polski. To wszystko stwarzało wrażenie jakiegoś układu wójta, inwestora i właściciela żwirowni. A my po prostu się boimy - mówi RadioZET.pl Adam Zieliński, który w Węgielcach w woj. lubelskim rozpoczął budowę domu.
Hałas jak na poligonie i obawa o życie
Węgielce to mała wieś położona w gminie Michów, w północno-zachodniej części województwa lubelskiego. Mieszka w niej ok. 120 osób. W całej gminie żyje ok. sześć tysięcy ludzi. Są tu głównie pola i lasy, nie ma większego przemysłu. Jest za to obszar Natura 2000 Dolina Wieprza i plan utworzenia parku krajobrazowego.
Adam Zieliński na co dzień mieszka na Śląsku. Ale na Lubelszczyźnie ma rodzinę. W Węgielcach buduje dom. - Uznałem, że to cicha i spokojna wieś, że będzie to moja oaza. Kiedy dowiedziałem się o planach budowy strzelnicy, dostałem jak obuchem w głowę. A gdy zobaczyłem kto firmuje tę inwestycję, to się przeraziłem. Wrażenie robi też skala. Wiem, jak wyglądają strzelnice. To zazwyczaj trzy-cztery stanowiska. Tutaj jest miejsce na jakieś 10 i to do strzelania na kilkaset metrów z każdego rodzaju broni. Jak te 10 osób zacznie strzelać jednocześnie, to będzie jak na poligonie - mówi Zieliński. Hałas, niebezpieczeństwo i ludzie związani z ONR, który zachwalają pomysł, budzą jego niepokój. Wyliczył, że od środka strzelnicy do jego domu będzie 310 metrów.
Kilkoro innych mieszkańców gminy, z którymi rozmawiało RadioZET.pl, ma podobne zdanie.
- Najbardziej obawiamy się o swoje życie i zdrowie. W okolicy mieszka około 40 dzieciaków. Mamy trzymać je w domu? Zakazywać bawić się na zewnątrz? Robić dyżury i sprawdzać, kiedy strzelają? Jak jakaś kula nie daj Boże wyleci za strzelnicę, to nieszczęście gotowe - mówi jedna z mieszkanek wsi. Nie chce podawać nazwiska. Podobnie jak inne osoby, które poprosiły o interwencję.
Budowa strzelnicy we wsi Węgielce
Kolejny nasz rozmówca dodaje, że wójt oraz inwestor nie przejmują się zdaniem ludzi. Jej zdaniem robią wszystko, aby obiekt powstał. - Na początku było udawanie, że nic nie wiedzą. Teraz przekonują, że to szansa dla gminy, że będą tu przyjeżdżali ludzie z całego kraju. Nie chcemy całymi dniami słuchać huku strzelania i obawiać się o swoje życie. Ludzie chodzą tu po lesie, jeżdżą quadami, w sąsiedztwie są też pola uprawne. Niebezpieczeństwo jest więc realne. Nie tak dawno, niedaleko stąd zginął mieszkaniec naszej gminy. I też, niby wszystko było zgłoszone, niby myśliwi mieli uprawnienia, a zakończyło się tragedią. Kto nam zagwarantuje, że tu nie będzie inaczej? - zastanawia się nasz rozmówca.
Chodzi o śmierć 60-latka, który zginął w trakcie polowania w sierpniu tego roku. Obie miejscowości dzieli 10 kilometrów. Ludzie obawiają się, że wizyty fanów strzelania doprowadzą do kolejnej śmierci. Mieszkańcy pod koniec sierpnia wystosowali petycję do wójta gminy Romana Adamczyka. Rzuca się w niej napisane wielkimi literami zdanie: "Nie chcemy powtórki tragedii z Młynisk".
Niebezpieczne strzelnice? Mieszkańcy wyliczają przykłady
W rozmowach z nami przypominają też opisywaną przed rokiem przez rzeszowską "Wyborczą" sprawę spod Mielca. Mieszkańcy zauważyli kule w dachu i ścianach domu. Wszystko wskazywało, że kule leciały od strony strzelnicy policjanta, syna byłego wójta z PiS. Postępowanie w tej sprawie prowadzi prokuratura.
Zdarzają się też poważne postrzelenia. Jak to z grudnia ubiegłego roku. 53-letnia kobieta została ranna w głowę, gdy spacerowała po lesie niedaleko strzelnicy koło Nidzicy w województwie warmińsko mazurskim. Ćwiczyli policjanci, a kobietę trafił pocisk, który rykoszetował. Także w grudniu media informowały o konflikcie między mieszkańcami ze Skrzynek pod Poznaniem a właścicielem strzelnicy. Zbłąkane kule trafiały w pobliskie budynki. Mieszkańcy na pociski wylatujące poza strzelnicę skarżyli się też w miejscowości Racula w Lubuskiem. Obiekt także prowadzi były policjant.
Dlatego w petycji z sierpnia wyrazili stanowczy sprzeciw wobec budowy strzelnicy. "Boimy się o bezpieczeństwo, zdrowie i komfort życia – nasze, zwierząt domowych i dziko żyjących. Chcemy żyć w spokoju i bez nieustannego huku!" - napisali i przypomnieli wójtowi, że zobowiązał się do dbania o dobro wyborców oraz rozwijania gminy z poszanowaniem woli jej mieszkańców. Pod petycją podpisały się 183 osoby. Dziś twierdzą, że wójt nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań i idzie na rękę inwestorowi.
Były działacz ONR zachwala pomysł. "Interes narodowy"
Otwarta strzelnica w Węgielcach powstaje w wyrobisku po byłej żwirowni. Od wakacji pracuje tu ciężki sprzęt. Wykarczowano już drzewa, wyrównywano ziemię i usypywano wielkie wały wokoło. Obiekt, w porównaniu do innych tego rodzaju strzelnic, jest bardzo duży. Ma kilkadziesiąt metrów szerokości i ponad 300 metrów długości. Cała działka, na której powstaje inwestycja, ma powierzchnię pięciu hektarów. Wokół są głównie pola, do najbliższych zabudowań jest około 500 metrów.
Mieszkańcy dopytywali wójta, kto stoi za inwestycją i czy rzeczywiście trwa tu budowa strzelnicy. - Wójt przez długi czas kluczył. Przekonywał, że nie ma wiedzy na ten temat, że nie wpłynęły do niego żadne dokumenty. Dopiero, gdy zaczęliśmy naciskać i wysłaliśmy petycję, zorganizował spotkanie. Podczas niego jeden z ekspertów opowiadał, jak ważna jest budowa strzelnic. Mówił, że posługiwanie się bronią to dziś kluczowa umiejętność. Tymczasem kobiety z tipsami nie potrafią nawet odpowiednio złapać broni, a dorośli faceci nie umieją zaostrzyć patyka. Zapamiętałem jego nazwisko. Gdy wróciłem do domu, zacząłem sprawdzać w internecie. I bingo! Te same argumenty podano nieco ponad rok temu, kiedy podobną strzelnicę pewne stowarzyszenie chciało zbudować w sąsiednim powiecie – mówi jeden z mieszkańców.
Ekspertem, który zapewniał, że strzelnica jest potrzebna, a jej budowa jest szansą dla gminy, był Wojciech Mielniczenko, były działacz ONR, fan strzelectwa, surwiwalu oraz właściciel strzelnicy w Lublinie. W przeszłości czynny uczestnik antyimigranckich marszy ONR.
Mielniczenko jest też członkiem stowarzyszenia Wczoraj i Jutro, które tworzą osoby związane z ruchem narodowym i które w gminie Baranów (powiat puławski) w ubiegłym roku próbowało urządzić podobną strzelnicę. Wydzierżawiło od gminy teren i pod osłoną nocy zaczęło karczowanie lasu i wywożenie drzewa. Mieszkańcy się zbuntowali. Dzięki ich postawie gmina nie zgodziła się na przedłużenie trzymiesięcznej dzierżawy. Pomysł upadł. Śledztwo w sprawie nielegalnej wycinki prowadziła nawet prokuratura. Ostatecznie zostało jednak umorzone.
W rozmowie z RadioZET.pl Mielniczenko tłumaczy, że tym razem stowarzyszenie nie ma z inwestycją nic wspólnego. A jego działalność w ONR to dawne czasy. - Dostałem zaproszenie na spotkanie od gminy i od inwestora. Chodziło o to, żebym opowiedział o procedurach, funkcjonowaniu strzelnicy, o tym dlaczego taki obiekt jest potrzebny i jakie ma spełniać zadania. Znam się na tym, bo działam w stowarzyszeniu, które prowadzi strzelnicę. Uważam, że potrzebujemy takich obiektów. Nie tylko dla cywilów, aleidla służb czy dla armii. Dziś jest ich niewiele, a czasy mamy takie, jakie mamy. Dlatego budowa strzelnic jest w interesie narodowym, czy jak kto woli publicznym. Państwo nie wywiązuje się z tych zadań, więc robią to osoby prywatne – mówi Wojciech Mielniczenko.
Przekonuje, że obiekt będzie bezpieczny, bo znajduje się w naturalnym zagłębieniu, a dodatkową ochroną będą wysokiewały. - Są dwie możliwości, że pocisk wyleci pozataką strzelnicę. Albo głupota strzelającego, albo celowe intencje. W obu przypadkach będzie to strzał niezgodny z regulaminem. Odpowiedzialność za takie zachowanie spadnie na strzelającego i prowadzącego strzelanie, który odpowiada za to, co się dzieje - dodaje.
Restaurator i były policjant planują biznes
Właścicielem terenu jest Andrzej Karczmarz, jeden z lokalnych przedsiębiorców. W Michowie ma dom weselny. Ale to nie on jest inwestorem. Przynajmniej nie bezpośrednim. - Kiedyś duże kluby dyskotekowe upadły, to samo będzie z weselami. Dlatego szukam innych pomysłów na biznes. Miałem różne propozycje dotyczące tego miejsca. Urządzenie kompostowni, hali, gdzie można przetwarzać panele fotowoltaiczne, albo toru crossowego. Żadna z nich nie wydała mi się interesująca. Aż pojawił się pomysł ze strzelnicą. To właściwie nie ma być strzelnica tylko całe centrum logistyczno-szkoleniowe, w którym będzie można nie tylko postrzelać, ale też zrobić ognisko, spotkanie integracyjne, eventy - wylicza Andrzej Karczmarz.
Dodaje, że teren wydzierżawił osobie prywatnej. Ta osoba to Andrzej Waliszewski, były policjant mający za sobą karierę w Komendzie Głównej Policji. - Ma 35 letnie doświadczenie w służbach, zabezpieczał wizyty papieża, zjazdy młodzieży, pracował przy EURO 2012. Wyraził chęć wzięcia na siebie odpowiedzialności za to zadanie i uważam, że jest odpowiedzialną osobą - mówi Karczmarz. Zapewnia też, że jego działka znajduje się na tyle daleko od zabudowań, że nie powinna przeszkadzać mieszkańcom.
Budowa strzelnicy we wsi Węgielce
Tak samo mówi Arkadiusz Waliszewski. Formalnie to firma Grantma, której jest prezesem, dzierżawi teren i ma zarządzać strzelnicą. Spółkę zarejestrowano we wrześniu ubiegłego roku, a jej siedziba znajduje się w wirtualnym biurze przy ul. Kowalskiej w centrum Lublina. Obaj panowieprowadzą także Fundację Otwarte Serce, której zadaniem jest pomoc osobom starszym czy samotnym. Karczmarz jest prezesem, a Waliszewski wiceprezesem. Jednak trudno znaleźć jakiekolwiek informacje o działalności fundacji. Jako siedzibę wskazano to samo wirtualne biuro.
- Jestem byłym policjantem i tak przedstawiałem się podczas spotkań. Mam duże doświadczenie w zabezpieczaniu różnego rodzaju imprez, ale mówienie o powoływaniu się na jakieś wpływy u władz państwowych nie miało miejsca. To bardzo poważny zarzut i kompletnie nieprawdziwy – zapewnia Arkadiusz Waliszewski.
Twierdzi, że na jego inwestycji skorzysta cała gmina. Chodzi o promocję regionu, rozwój turystyczny i gospodarczy. Sama strzelnica ma być jednym z elementów większego projektu, w którego skład wejdzie też dom weselny prowadzony przez Karczmarza. - Chcielibyśmy prowadzić szkolenia dla klas mundurowych z całego kraju, służb, ale też lokalnej społeczności. Myślimy także nad stworzeniem programu szkoleń dla myśliwych w kontekście tego tragicznego zdarzenia, które miało miejsce w gminie. Zapewniam, że mówimy o profesjonalnej strzelnicy z odpowiednimi zabezpieczeniami i instruktorami. Podczas spotkań staraliśmy się przedstawić wyczerpująco założenia naszego projektu i odpowiedzieć na wszelkie pytania. Rozumiem jednak, że nie wszystkich przekonamy - dodaje Waliszewski. Według zapowiedzi ma to być największa otwarta strzelnica na Lubelszczyźnie oraz jedna z większych w kraju.
Inwestor zapewnia, kontrole trwają
Na razie inwestor nie zdradza, kiedy obiekt zacznie działać. Natomiast zapewnia, że wszystkie procedury odbywają się zgodnie z przepisami. Strzelnica powstaje 300 metrów od najbliższych zabudowań, będzie miała odpowiednie zabezpieczenia, w tym kulochwyty, ma być też ogrodzona. Jednak polskie przepisy dotyczące strzelnic nie są precyzyjne. Sądy administracyjne w przeszłości wydawały różne wyroki, jeśli chodzi o to, czy strzelnice powinni powstawać w oparciu o pozwolenia budowlane.
Mieszkańców te tłumaczenia jednak nie przekonują. Zwracają uwagę na to, że strzelnica stoi w sprzeczności z planem zagospodarowania przestrzennego, który wyznacza w tym miejscu tereny rolne. A także z otoczeniem Natura 2000 i planami wyznaczenia parku krajobrazowego. Według nich odgłosy regularnych strzałów będą płoszyły zwierzęta. A do tego inwestor prowadzi prace bez odpowiednich pozwoleń budowlanych. Dlatego złożyli skargę do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Lubartowie.
Cezary Wierzchoń, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie, potwierdza, że pismo wpłynęło do instytucji. - Mogę tylko powiedzieć, że procedura jestw toku. Za wcześnie by wskazywać, jakie może być rozstrzygnięcie - mówi nam Wierzchoń.
Także PINB zajmuje się sprawą. Na razie przeprowadzono "wstępne czynności wyjaśniające (w tym kontrolę poglądową)". Jak informuje Michał Filipowicz, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Lubartowie, podczas prowadzonego postępowania będą ustalane: "zakres, charakter, cel i legalność prac ziemnych na tym terenie, na gruncie przepisów Prawa budowlanego." Dodaje, że "ostatecznej kwalifikacji robót i oceny ich zgodności z prawem będzie można dokonać po zebraniu całego materiału dowodowego w tej sprawie."
Wójt: Ja tu nie mam nic do gadania
Roman Adamczyk, wójt gminy Michów, przekonuje, że nie opowiada się po żadnej ze stron sporu. - Reprezentuję interes gminy i wolę mieszkańców. W tym wypadku rola wójta sprowadza się wyłącznie do akceptacji regulaminu strzelnicy. Jeśli jest zgodny ze wzorem z rozporządzenia, to nie mam za dużo do gadania. Petycję od mieszkańców otrzymałem, zanim dowiedziałem się, że taka strzelnica powstaje. Niestety, ale mamy takie przepisy, że budowa takiego obiektu nie wymaga praktycznie żadnych pozwoleń, decyzji wydawanych przez gminę, w związku z tym o niczym oficjalnie nie wiedziałem. Wniosek o zatwierdzenie regulaminu strzelnicy wpłynął dopiero 14 listopada. I tu też przepisy są nielogiczne, bo wymagają zatwierdzenia regulaminu, jak tam jeszcze nic nie ma - tłumaczy wójt Adamczyk.
Dodaje, że w związku z petycją mieszkańców i skierowaniem sprawy do RDOŚ gmina poprosiła instytucję o wyjaśnienie wątpliwości - czy strzelnica może powstać na terenie przewidzianym pod działalność rolniczą i czy potrzebne są zgody środowiskowe na taką działalność.
- Mogę pytać właściciela o różne rzeczy, prosić o jakieś wyjaśnienia, ale to czy odpowie, jest wyłącznie jego dobrą wolą. Mówienie, że mam jakiś układ z inwestorem, jest po prostu rzucaniem oszczerstw, bez żadnego pokrycia. Rozumiem, że ludzie się boją broni. Też pamiętam, że podczas polowania zginął mieszkaniec naszej gminy. Ale jego śmierć była efektem braku odpowiedzialności myśliwego, a nie samego użycia broni - mówi wójt.
Dlaczego na spotkanie zaprosił działacza ONR? - Pana Mielniczenko znam od 2015 roku, kiedy jeszcze działał w Towarzystwie Gimnastycznym Sokół. Pomogłem wtedy zorganizować ćwiczenia w terenie. Gdy przyszło do spotkania z mieszkańcami, pomyślałem, żeby go zaprosić, bo ma wiedzę w tym temacie i może się nią podzielić – tłumaczy wójt i zapewnia, że nie wiedział o działalności Mielniczenki w ONR.
Wójt Adamczyk na razie nie zatwierdził regulaminu strzelnicy. Mówi, że w związku z toczącymi się postępowaniami prawdopodobnie wydłuży termin wydania decyzji.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET