`

Zbłąkane kule trafiają w budynki. "Latają nad głowami", "wleciały do mieszkania"

2 min. czytania
17.12.2024 14:35
Obserwuj nas na Google

W miejscowości Skrzynki pod Poznaniem narasta konflikt między strzelnicą a lokalnymi mieszkańcami. Zbłąkane kule trafiają w budynki i powodują śmiertelne zagrożenie. - Strzały wychodzą poza strzelnicę, latają nad głowami. Nawet nie nad głowami, bo te strzały w zeszłym roku wleciały do mieszkania - powiedziała w rozmowie z dziennikarzem "Faktów" TVN Marzena Marcinkowska, mieszkanka wsi.

Skrzynki pod Poznaniem
fot. Shutterstock/Google Maps
  • Mieszkańcy niewielkiej wsi pod Poznaniem narzekają na lokalną strzelnicę
  • Ich zdaniem hałas jest nie do zniesienia, a czasami nad głowami latają kule
  • Właściciel ma wszystkie zezwolenia, a urzędnicy i policja rozkładają ręce

Strzelnica w Skrzynkach pod Poznaniem

Strzelnica w niewielkiej miejscowości Skrzynki pod Poznaniem powstała w 2022 roku i wtedy też rozpoczął się konflikt lokalnych mieszkańców z właścicielem obiektu. Ich zdaniem po wsi latają zbłąkane kule, a hałas nie pozwala im na normalne życie. - Kula uszkodziła szybę, wpadła do pomieszczenia warsztatu. Odbiła się od spojlera opuszczonej kabiny ciągnika siodłowego i spadła na ziemię. Została znaleziona przez pracownika - powiedział w rozmowie z dziennikarzem "Faktów" TVN Maciej Pinczak z firmy Bednarek Transport. Sprawa trafiła na policję, ale została szybko umorzona. - Nie zdobyliśmy żadnych materiałów dowodowych, które by wskazywały na to, że te szyby mogły być wybite przez rykoszety - podkreślił mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że w okresie zdarzenia ze strzelnicy nikt miał nie korzystać.

Burmistrz Stęszewa nie chciał zgodzić się na otwarcie strzelnicy i przez prawie rok unikał podpisania regulaminu. Dopiero groźba sprawy w sądzie przekonała włodarza do złożenia podpisu. - Długo żeśmy walczyli, żeby zostało to zrealizowane w taki sposób, w jaki oczekiwałaby gmina i mieszkańcy - zaznaczył w rozmowie z "Faktami" TVN Włodzimierz Pinczak, burmistrz Stęszewa. Właściciel strzelnicy Michał Sobczak podkreśla, że została ona wykonana zgodnie z projektem i z pełnymi pozwoleniami. Sobczak odniósł się także do zbłąkanych kul. - Było podejrzenie, że kule latają od nas, a podejrzenie jest z tego, co wiem, że są od myśliwych. Nie będę się na ten temat wypowiadał, bo postępowanie prowadzi prokuratura - podkreślił. Sołtyska Skrzynek Iwona Skibińska-Talukder zaznaczyła, że kontaktowała się z kołem myśliwskim i została zapewniona, że w dniu zdarzenia nie było polowania.

Redakcja poleca

Strzelnica kilkaset metrów od zabudowań

Oprócz zbłąkanych pocisków głównym problemem strzelnicy jest hałas. - Każdy strzał dolatuje do nas z takim nasileniem, że nie jesteśmy w stanie korzystać z ogrodów, tarasów. Nawet w domu słyszymy te strzały - powiedziała Danuta Skóracka, mieszkanka Skrzynek. Sprawa była zgłaszana do burmistrza i nadzoru budowlanego, ale wszystkie odpowiedzi były niekorzystne dla mieszkańców. Zgłoszenia trafiają też regularnie na policję. Zdaniem właściciela strzelnicy badanie hałasu nie wykazało jednak przekroczenia normy wynoszącej 50 decybeli. Innego zdania są mieszkańcy, którzy mają własne wyniki badań i wynika z nich, że norma przekroczona jest o blisko 18 decybeli. Andrzej Borowiak w rozmowie z "Faktami" TVN podkreślił, że policjanci zaangażowali się w kontrolę strzelnicy pod kątem osób, które z niej korzystają. Sprawa utknęła jedna w martwym miejscu, a mieszkańcy rozkładają ręce.

Źródło: Radio ZET/"Fakty" TVN

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET