Awantura pod pomnikiem smoleńskim. Macierewicz popchnął aktywistę. "Nikt tutaj nie wejdzie"
Do niecodziennych scen doszło pod pomnikiem smoleńskim w Warszawie. Antoni Macierewicz zagrodził drogę aktywistom, którzy próbowali złożyć wieniec obrażający prezydenta Lecha Kaczyńskiego. "Nikt nie może niszczyć honoru Rzeczpospolitej" - krzyczał wzburzony Macierewicz.
- 10 grudnia w Warszawie odbyła się kolejna miesięcznica katastrofy smoleńskiej
- Aktywiści protestowali przed pomnikiem smoleńskim
- Antoni Macierewicz popchnął jednego z aktywistów
Przepychanki pod pomnikiem smoleńskim. Wzburzony Antoni Macierewicz
Do zdarzenia doszło 10 grudnia, w miesięcznice katastrofy smoleńskiej. Po porannych uroczystościach na placu marszałka Józefa Piłsudskiego aktywiści pod przewodnictwem Zbigniewa Komosy próbowali złożyć pod pomnikiem smoleńskim kontrowersyjny wieniec z napisem "Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który, ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród Polski". Na ich drodze stanęli zwolennicy PiS z Antonim Macierewiczem na czele. Doszło do przepychanek, a pomiędzy dwie grupy musieli wejść funkcjonariusze policji.
Wyraźnie wzburzony był Antoni Macierewicz. Na nagraniach ze zdarzenia słychać jak krzyczy: "Mamy obowiązek narodowy bronić pomnik pana prezydenta (...) Nikt tutaj nie wejdzie, aby zniszczyć honor Rzeczpospolitej, nikt nie może jej niszczyć". Macierewicz zwrócił się również do jednego z policjantów rozdzielających obie grupy. - Niech pan wie, że Polacy będą to pamiętali. Zapewniam pana - mówił. Na nagraniu zamieszczonym przez portal goniec.pl widać również, jak Macierewicz odpycha spod pomnika Arkadiusza Szczurka, jednego z aktywistów protestujących na placu.
Kolejna miesięcznica smoleńska w Warszawie
Jarosław Kaczyński wraz z delegacją polityków partii we wtorek rano uczestniczyli w nabożeństwie w intencji ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 r., a następnie złożyli wieńce przed pomnikami prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku na placu Piłsudskiego. Szef PiS zaznaczył, że 10 kwietnia 2010 r. doszło do wielkiej zbrodni: "Zamachu na samolot, który wiózł delegację polską z prezydentem RP, moim bratem śp. Lechem Kaczyńskim i jego małżonką. Wiózł wielu przedstawicieli polskiej elity politycznej, wojskowej, duchowieństwo" - mówił prezes PiS.
Kaczyński zwrócił się również do grupy protestujących, których nazwał "awanturnikami". - Mamy tutaj do czynienia z permanentnym łamaniem prawa także przez obecne władze; poprzednie władze trzymały jednak tę grupę awanturników i agentów z daleka od nas - powiedział Kaczyński.
Źródło: Radio ZET/ PAP/ goniec.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET