`

Braki kadrowe, zbiorniki widmo, chaos informacyjny. NIK o Wodach Polskich po powodzi

3 min. czytania
01.09.2026 15:54
Obserwuj nas na Google

Najwyższa Izba Kontroli zarzuca Wodom Polskim szereg zaniedbań po powodzi z września 2024 roku. NIK opublikowała swoje raporty pokontrolne i ujawnia kulisy walki z powodzią. Te najważniejsze nieprawidłowości dotyczące Stronia Śląskiego i Nysy nadal bada prokuratura. 

Kontrole NIK
fot. Zbyszek Kaczmarek/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak NIK ocenia działanie Wód Polskich w trakcie powodzi 2024.
  • Jak kontrolerzy ocenili działania na poszczególnych zbiornikach.
  • Jak duże były braki kadrowe.
  • Jakie są najpoważniejsze zarzuty ze strony NIK.

Samotny operator na zbiorniku w Stroniu Śląskim

Jednym z najbardziej krytycznych ustaleń kontroli jest sposób funkcjonowania suchego zbiornika przeciwpowodziowego w Stroniu Śląskim przed katastrofą zapory 15 września 2024 r. Zgodnie z instrukcją eksploatacji podczas akcji przeciwpowodziowej na obiekcie powinny pracować co najmniej dwie osoby. Tymczasem dyżury pełnił jeden operator. 

Jak wynika z relacji operatora przytoczonej przez NIK, rano 15 września został praktycznie sam na obiekcie. „Operator pełniący dyżur od godziny 7:00 15 września 2024 r. zeznał: Jeszcze około godziny 8:00 15 września 2024 r. byli żołnierze i układali worki od ul. Kościuszki. Poprosiłem dowódcę, żeby oddelegował jednego żołnierza do pomocy mi w ułożeniu worków między wałem ziemnym a pomostem, na odcinku kamiennym (w pobliżu słupa, na którym zamontowana jest kamera) gdzie woda przeciskała się przez zaporę. Ułożyłem tam kilka worków, zabezpieczając przesięk. Po chwili żołnierze skończyli pracę i zostałem praktycznie sam" - czytamy w raporcie. 

„Byli tylko gapie. Starałam się doglądać zapory z worków z piaskiem. Coś poprawić. Ostatni raz przechodziłem przez budowlę zrzutowa około godz. 10. Wtedy jeszcze woda nie przepływała po koronie zapory.  Być może były niewielkie przesięki w zaporze z worków. Ze strażą miejską  ze Stronia miałem kontakt, gdy ul. Kościuszki była już zalana. Straż Miejska kierowała ruchem, zabraniała przejazdu i przejścia ul. Kościuszki. Chciałem przejść do budowli, bo widziałem, że postępuje niszczenie zapory, ale strażnik miejski zabraniał przejścia. Było to tuż przed rozmyciem zapory. W czasie, gdy rozmawiałem ze strażnikiem miejskim to nastąpiło zmniejszenie przelewu wody od ul. Kościuszki. Odsłoniło ulicę. Następnie podeszliśmy w kierunku zapory i zobaczyliśmy, że wał ziemny jest rozpruty. Wtedy powiedziałem strażnikowi, żeby pędził i dał znać do sztabu kryzysowego. Nie mogłem opuścić swojego stanowiska pracy i iść do sztabu kryzysowego oddalonego o około 1 km. Sztab nie miał meldunków na godzinę 8;00, na godzinę 9:00 i na godzinę 10:00, więc mógł tu ktoś przysłać po informację, strażnik Miejski przybył samochodem, nie pamiętam jakim, ale nie miał łączności ze sztabem kryzysowym" - dodano.

Redakcja poleca

Pracownik potem  obserwował postępujące niszczenie zapory z balkonu strażniczówki. Sam nie mógł opuścić stanowiska pracy. Brakowało łączności,  informacja nie została przekazana do zarządzania kryzysowego ani do Wód Polskich. 

NIK zwraca również uwagę, że kierownik zbiornika wyraził zgodę na układanie worków z piaskiem na koronie zapory, ale nie poinformował o tej decyzji ani Centrum Operacyjnego Ochrony Przeciwpowodziowej, ani Zarządu Zlewni w Nysie. Zdaniem kontrolerów była to informacja kluczowa dla oceny bezpieczeństwa obiektu.

"Przesadzona prośba" a potem zbiorniki nie wytrzymały 

Kontrolerzy krytycznie ocenili także działania na zbiornikach Topola i Kozielno. Kierownik zbiorników Topola i Kozielno, w związku z niekorzystnymi prognozami planował zwiększenie rezerwy powodziowej, zgłosił to 12 września.

Otrzymał odpowiedź, że jego prośba jest przesadzona. 15 września już musiał ewakuować swoich  pracowników a zbiorniki nie wytrzymały naporu wody. Zdaniem NIK brak odpowiedniego sprzętu obserwacyjnego i ograniczone zasoby kadrowe utrudniły szybkie rozpoznanie sytuacji.

Wały na Białej Głuchołaskiej. Uszkodzenia rozpoznano po dwóch dniach

Wśród najpoważniejszych zarzutów znalazły się również działania dotyczące wałów przeciwpowodziowych na Białej Głuchołaskiej. NIK wskazuje, że po ich przerwaniu 15 września Zarząd Zlewni w Nysie dopiero dwa dni później przeprowadził rozpoznanie skali uszkodzeń i określił możliwości zabezpieczenia wyrwy. 

Kontrolerzy stwierdzili, że już rano 15 września kierownik zbiornika Nysa informował mailowo, iż woda z Białej Głuchołaskiej rozlewa się na pola i częściowo wpływa w kierunku miasta Nysy. Informacja nie została jednak przekazana lokalnym służbom kryzysowym. 

NIK zwraca również uwagę, że przed powodzią nie wykonano zaleceń wynikających z kontroli technicznej jednego z wałów przeciwpowodziowych na Białej Głuchołaskiej. W protokole z 2023 r. wskazano 11 zaleceń remontowych, ale do czasu powodzi nie zostały one zrealizowane. Wody Polskie tłumaczyły to brakiem pieniędzy. 

Zlewnia Nysa z ogromnymi brakami kadrowymi

Kontrola wykazała również znaczące niedobory kadrowe. Według danych Zarządu Zlewni w Nysie brakowało około 40 etatów na zbiornikach, w nadzorach wodnych oraz w samym zarządzie. Wakaty dotyczyły między innymi obsługi zbiorników Stronie Śląskie, Międzygórze, Nysa, Otmuchów, Topola i Kozielno. 

Były zastępca dyrektora Zarządu Zlewni wskazywał po powodzi, że przy takiej liczbie obiektów i ponad 100 kilometrach wałów skuteczne monitorowanie ich stanu własnymi siłami było praktycznie niemożliwe. Jednorazowo pracowało 12 osób.

Źródło: Radio ZET 

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET