`

Były wiceminister sprawiedliwości usłyszał zarzuty. Grozi mu długa odsiadka

2 min. czytania
29.11.2024 15:54
Obserwuj nas na Google

Wrocławska Prokuratura Okręgowa poinformowała, że były wiceminister sprawiedliwości Bartłomiej C. usłyszał zarzut oszustwa i przekroczenia uprawnień. Politykowi Lewicy grozi kara pozbawienia wolności od 1 roku do 10 lat.

Były wiceminister Bartłomiej C. usłyszał zarzuty
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Były wiceminister Bartłomiej C. usłyszał zarzuty

"Bartłomiej C. podejrzany jest o to, że w okresie od 2 czerwca 2024 roku do 28 lipca 2024 roku we Wrocławiu i innych miejscowościach, będąc funkcjonariuszem państwowym - osobą zajmującą kierownicze stanowisko w instytucji państwowej w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, przekroczył swoje uprawnienia i doprowadził do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie 4619,82 złotych" - przekazała w oficjalnym komunikacie Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu.

Polityk nie przyznał się do winy. Jak tłumaczył, co prawda podpisał dokument dotyczący zasad użytkowania służbowych samochodów, ale nie zapoznał się z nim. I dlatego był przekonany, że może korzystać z nich do celów prywatnych. "Zaprzeczył, jakoby miał zamiar doprowadzenia pracodawcy do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Jednocześnie nie zaprzeczył faktowi korzystania z pojazdu i karty flotowej w celach prywatnych" - czytamy w komunikacie.

Redakcja poleca

Według prokuratury Bartłomiej C., jako zastępca dyrektora do Spraw Komercjalizacji Instytutu Sieci Badawczej Łukasiewicz PORT (Polski Ośrodek Rozwoju Technologicznego), nie tylko wykorzystywał flotę samochodów służbowych do celów prywatnych, ale również korzystając z karty flotowej, tankował paliwo i kupował płyn do spryskiwaczy, "działając w ten sposób na szkodę interesu publicznego". Bartłomiejowi C. za zarzucane czyny grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.

Wakacje w Słowenii i dymisja

O sprawie jako pierwsza poinformowała Wirtualna Polska. Dziennikarze portalu ujawnili, że ówczesny wiceminister sprawiedliwości pojechał w lipcu br. z rodziną na wakacje do Słowenii. Nie wzbudzałoby to kontrowersji, gdyby polityk Lewicy nie udał się na wypoczynek służbowym autem i dwukrotnie zatankował pojazd, płacąc służbową kartą. 

Kiedy sprawa wyszła na jaw, początkowo zaprzeczał, ale potem przeprosił. A 21 sierpnia podał się do dymisji. - Przyznaję się do tego, że wykorzystałem samochód służbowy do celów prywatnych. Nie miałem świadomości, że nie mogę tego uczynić. Muszę ponieść odpowiedzialność. Środki, które wykorzystałem, tankując, zwróciłem na konto. Chcę z głębi serca, bardzo szczerze przeprosić za zaistniałą sytuację. Miałem naprawdę ambitne plany jeśli chodzi o prace w Ministerstwie Sprawiedliwości. Ten błąd wymaga jednak odpowiedzialności - przyznał. Jego przeprosiny nie zakończyły jednak sprawy.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET