Celibat księży do zmiany? „Obyczajowo-moralna hipokryzja”

8 min. czytania
Aktualizacja 01.03.2025
01.03.2025 08:32
Obserwuj nas na Google

- Byłoby dobrze, gdyby Kościół zachodni znalazł jakąś formułę, która umożliwiłaby księżom zawieranie małżeństw. Problem w tym, że nikt nie wie, jaka to formuła – mówi w rozmowie z RadioZET.pl filozof Przemysław Rotengruber.

Czy celibat ma sens?
fot. TRIP/East News

Małgorzata Pelka: Czy z filozoficznego punktu widzenia można dzielić ludzi na „czystych” i „brudnych”? Pytam, bo celibat bywa nazywany „życiem w czystości”.

*Prof. Przemysław Rotengruber: Perspektywa człowieka „czystego” czy „skalanego” jest mocno oceniająca oraz podszyta emocjami. Te emocje są czymś wywołującym najdalej idące filozoficzne obawy. Uczucia odgrywają co prawda rolę w dyskursie filozoficznym, niektórzy traktowali je jako drogowskaz moralny – ale w tym przypadku mówimy o uczuciach wyższych, kształtujących naszą postawę wobec społecznego otoczenia. Dzielenie ludzi w odniesieniu do tej kategorii jest czymś przeciwstawnym. Nie powinniśmy robić takich rzeczy bez wniknięcia w położenie konkretnego człowieka. A zazwyczaj gdy w te realia wnikniemy, to nam się odechciewa oceniać innych.

Nie przegap

Można to zawęzić do perspektywy religijnej? Jeśli wierzymy w Boga, to wyrzuty sumienia przez „życie w brudzie” są większe?

Wtedy pojmowanie życia „w czystości” czy „w brudzie” opiera się na przekonaniu, że gdzieś nad ludźmi jest Bóg, przyglądający się ich uczynkom. Ta relacja jest interpersonalna, oni chcą się temu Bogu podobać i jawić się jako dobre osoby, a zarazem oczekują od Boga lub dowolnie pojętej siły wyższej, że będzie wspierała ich w urzeczywistnianiu tego zamiaru.

Te pojęcia mogą świadczyć o skłonności do przesady tych, którzy posługują się nimi. Doktryna chrześcijańska mówi o tym, że „wszyscy zgrzeszyli”. Skoro wszyscy zgrzeszyli i nadal grzeszą, to wszyscy są trochę „brudni”. Tymczasem zbawienie ma opierać się na łasce. Dlatego lepiej zaprzestać posługiwania się takimi określeniami.

Celibatu nie należy oczywiście mylić z tzw. ślubem czystości. To jest zupełnie coś innego, bo raczej zgodzimy się, że ktoś, kto chce wieść życie zakonne, nie będzie tego robić z żoną i dziećmi. W tym konkretnym przypadku należałoby zachować elementarną konsekwencję.

Jakie funkcje pełnił kiedyś celibat, a jakie pełni dzisiaj, jego cel uległ zmianie? Klara, partnerka katolickiego księdza, z którą niedawno rozmawiałam, mówi o tym stanie jako pragmatycznym zjawisku motywowanym względami majątkowymi.

Zawsze tak było. Pamiętajmy, że celibat pojawia się w historii chrześcijaństwa zachodniego dość późno. Pierwsze wzmianki pochodzą z XI w., ale właściwy początek procesu to słynny Sobór Trydencki. W 1563 r. postanowiono ostatecznie, że księża nie mogą mieć żon.

Jaki był cel? Oczywiście dyspozycyjność i większe oddanie Kościołowi, a co najważniejsze – brak dziedziczenia po ojcu-duchownym przez nieślubne dzieci, w związku z czym majątek pozostawał w Kościele. Z ekonomicznego punktu widzenia miało to sens, gdyż dzielenie majątku było wówczas druzgocące dla instytucji, rodzin i państw.

Współcześnie celibat ma sens?

Najpoważniejszym argumentem przemawiającym za tym, żeby coś zrobić z celibatem, jest obyczajowo-moralna hipokryzja, w którą popadają osoby duchowne. Nie chodzi przy tym o ich złą wolę. To raczej Kościół pozostaje w kulturowym rozdarciu. Po pierwszej wojnie światowej rozpoczęła się rewolucja obyczajowa, którą druga wojna przypieczętowała. Wielu teologów i komentatorów kościelnych spodziewało się, że Sobór Watykański II przyniesie takie zmiany…

...a zamiast tego przyniósł tylko dodatkowe zapisy i potwierdzenia w kwestii celibatu duchownych.

Dla jednych oczekiwane zmiany nie nadeszły, dla drugich było ich zbyt wiele. Ilustracją drugiego przypadku jest reakcja Lefebvre i jego zwolenników [Marcel Lefebvre to francuski biskup, który nie zaakceptował zmian posoborowych. Za wyświęcenie czterech biskupów bez zgody Jana Pawła II został ekskomunikowany w 1988 r. – przyp. red.]. Stwierdzili, że wszystko poszło zdecydowanie za daleko i uznali Sobór za nieważny. Lefebvryści działają do dzisiaj, a Kościół Katolicki znajduje się na skraju kolejnej schizmy. Pojawiają się różne głosy – czy należy obrać kierunek religijnego konserwatyzmu, czy większego otwarcia.

Na kryzys obyczajowy nie zareagowano odpowiednio wcześnie. Teraz jest późno,choć może nie za późno, by podjąć kolejną próbę ratowania instytucji, która na to zasługuje.

Redakcja poleca

Jak mogłaby wyglądać reforma w kwestii celibatu?

Tu pojawia się pytanie: jak cofnąć dekrety, m.in. ten XVI-wieczny, uchwalony podczas Soboru Trydenckiego? Czy mamy powrócić do obyczajów i reguł obowiązujących w kościołach wschodnich? Chrześcijanie wschodni kierują się zasadą, zgodnie z którą można przyjąć kapłaństwo, mając żonę. Ożenić się można tylko przed święceniami. W momencie, w którym kapłanem już się jest, droga do zawarcia kolejnego związku małżeńskiego jest zamknięta.

Raczej trudno nam tutaj, na Zachodzie, wyobrazić sobie papieża z żoną i dziećmi. Kościół wschodni rozwiązał to w ten sposób, że hierarchia kościelna składa się tylko z mnichów, którzy nie są w związkach małżeńskich. To nie wynika z przepisów, lecz raczej z obyczajów. Chodzi o wspomnianą wcześniej większą dyspozycyjność i oddanie sprawom kościelnym. Chociaż oczywiście nikt nie twierdzi, że batiuszka, nazywany kolokwialnie popem, jest wraz z małżonką mniej potrzebny, niż kapłani mnisi. W prawosławnej wersji parafii oni oboje pełnią ważne funkcje religijne i organizacyjne.

Rozwiązanie wschodnie to tylko jeden z przykładów.

Byłoby dobrze, gdyby Kościół zachodni znalazł jakąś formułę, która umożliwiłaby księżom zawieranie małżeństw. Problem w tym, że nikt nie wie, jaka to formuła, a najwyraźniej hierarchia kościelna się nie kwapi, żeby się tym zająć.

A co z rozdwojeniem moralnym i emocjonalnym? Mierzą się z tym kapłani prowadzący podwójne życie i łamiący celibat oraz młodzi mężczyźni, którzy rozważają obranie drogi duszpasterskiej. Partner Klary płakał, gdy uświadomił sobie własną skomplikowaną sytuację.

Mam wielu kolegów duchownych, którzy zrzucili sutanny. Dawniej w nielicznych przypadkach Kościół przenosił kapłanów do stanu świeckiego. Niekiedy tacy księża przekazywali inicjatywę Watykanowi, czyli cierpliwie czekali. Jeden kolega czekał 15 lat - Jan Paweł II był w tej kwestii nieprzejednany. Osoby z takim doświadczeniem dotkliwie odczuwały to, że nie mogą pogodzić kapłaństwa z życiem rodzinnym, lub - w najgorszym razie - wybrać między jednym i drugim. Księża zrzucający sutanny przenosili wtedy całą winę na Kościół i w rezultacie występowali z niego. Teraz Kościół być może patrzy na to z większym zrozumieniem, ale takie rozterki nadal są aktualne.

Można łamać celibat i jednocześnie wierzyć? Praktykować?

Kościelna propozycja światopoglądowa wciąż jest atrakcyjna. Ludzie chcą mieć poczucie, że żyją w świecie uporządkowanym i że jest jakiś gwarant tego porządku w postaci siły wyższej. Max Weber pisze o tym, że kiedyś swoją racjonalność opieraliśmy na takich zrozumiałych dla nas wartościach, jak prawda, dobro, piękno, nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż. Wskutek zmian zachodzących w kulturze zachodniej staliśmy się racjonalni ze względu na cele, które sobie wytyczamy. W nowych okolicznościach miejsce wartości zajęły przepisy prawa, które są skomplikowane i szybko się zmieniają. W obliczu złożoności świata, w którym dzisiaj żyjemy, wielu ludzi odczuwa potrzebę powrotu do wartości podstawowych, do reguł postępowania, które są dla nich jasne i zrozumiale.

Uwzględniając tych, którzy chcą żyć w zgodzie z samymi sobą oraz z tym, w co wierzą jako chrześcijanie, należałoby uznać pewien fakt. Świat się zmienia, a wraz z nim zmianie ulegają reguły życia zbiorowego, z którymi należałoby dokonać zmian związanych z organizacją Kościoła Katolickiego. W innych kościołach chrześcijańskich, u prawosławnych i u protestantów, widać, że można być małżonkiem, osobą wierzącą i duchownym. Można, a zdaniem wielu wręcz trzeba. Koresponduje to ze słowami św. Pawła z pierwszego listu do Tymoteusza, w którym autor pisze o tym, że „biskup winien być mężem jednej żony”.

Zobacz także

Czyli w Kościele i poza nim dzieje się rewolucja, a Kościół nie nadąża. Jest jakakolwiek szansa na przełamanie tej katolickiej konwencji w zakresie celibatu?

Czarno to widzę. Rewolucja obyczajowa to cały szereg procesów związanych z tym, że niekoniecznie odrzucamy stare wzory funkcjonowania, ale je sprawdzamy i głęboko rewidujemy. Musimy sami przekonać się, ile dla nas znaczą rozwiązania usankcjonowane przez tradycję. Kościół albo tego nie widzi, albo nie chce widzieć. Sprowadza to do jakichś wynaturzeń, do przesady wynikającej z nadmiernej wolności człowieka współczesnego. A wolność wcale nie jest wartością samoistną. Wolność jest środkiem do nadawania znaczenia innym wartościom.

Zastanawiam się, czy to przekształcanie wartości i nadawanie im innych znaczeń nie wynika z kryzysu autorytetu Kościoła w Polsce.

Na pewno. Po 1989 r. Kościół cieszył się ogromnym uznaniem. Wszystkie znane mi badania potwierdzały, że to była instytucja o najwyższym zaufaniu społecznym…

...i z zasługami dla działalności opozycyjnej.

Oczywiście. Wtedy sądziłem, że Kościół będzie strażnikiem wartości oraz gwarantem normalności, cokolwiek by się działo. A tu okazało się, że nie jest żadnym autorytetem, żadnym społecznym arbitrem, tylko uczestnikiem gry o przywileje. Następne lata to Komisja Majątkowa, zamiatanie pod dywan spraw tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa [arc. Stanisław Wielgus – przyp. red.], liczne afery pedofilskie itd.Tego autorytetu już nie ma, po prostu.

W ten temat celibat też się wkrada. Zdarza się przecież, że podwójne życie duchownego mającego być autorytetem moralnym jest wśród parafian tajemnicą poliszynela.

Na usta cisną się słowa z Ewangelii św. Łukasza – „lekarzu, ulecz samego siebie”. Twierdzi się, że ma się lekarstwo na wszystkie choroby, a zapomina się o własnych dolegliwościach.

Istnieją pewne środki,którymi Kościół mógłby się posłużyć. W katolicyzmie funkcjonuje świecki diakonat [umożliwia on żonatym mężczyznom m.in. udzielanie komunii. Diakoni nie mogą jednak np. sprawować Eucharystii] – przyp. red.]. Ale ten urząd się w Polsce wcale nie upowszechnił.

Dlaczego?

Bo hierarchia kościelna w Polsce tego po prostu nie chciała. A takich diakonów będziemy niedługo bardzo potrzebować. Seminaria się wyludniają.

Zobacz także

Mówi się o „kryzysie powołań”.

Ten kryzys powołań jest podwójny. Jedni nie chcą przechodzić formacji duchowej kończącej się święceniami kapłańskimi, a drudzy zrzucają sutannę, więc księży ubywa w zatrważającym tempie. Niedługo będziemy musieli zadać sobie pytanie, kto w ogóle ma być gospodarzem kościołów sąsiadujących z naszymi domami. Proszę sobie wyobrazić, że jest człowiek z powołaniem, który nie może łączyć kapłaństwa z małżeństwem, ale zostaje świeckim diakonem. Cóż byłoby w tym złego?

Sądzi pan profesor, że diakonat się w takiej sytuacji upowszechni? Jest pan chyba optymistą.

W Polsce może by się przyjął, gdyby hierarchia kościelna przejawiała więcej dobrej woli. Przez ostatnie kilkanaście lat ten pomysł miał szansę powodzenia. Biskupi mogli go realizować bez przeszkód. Czasu było sporo. Zamiast tego postanowili się trzymać wizji kościoła tradycyjnego, w którym ksiądz funkcjonuje przynajmniej nominalnie bez kobiety, pilnuje swojej parafii i trzódki. Za chwilę zrobi się z tego „zapomniana melodia”. Bo tam nie będzie już ani trzódki, ani księdza.

Czy zatem całościowe lub częściowe zniesienie celibatu czy upowszechnienie się diakonatu może być receptą na bolączki współczesnego Kościoła?

Diakonat wpada do głowy jako pierwszy, ale może faktycznie należałoby poszukać jeszcze innych rozwiązań. Bezdyskusyjna natomiast jest sama potrzeba. Zacząłbym od samej góry – poddania kwestii zniesienia celibatu pod dyskusję. Problem jest skomplikowany. Ale co do tego, że zrobić to trzeba, nie mam najmniejszych wątpliwości.

*Przemysław Rotengruber – mgr sztuki i filozofii, doktor nauk o poznaniu i komunikacji, profesor zatrudniony w Instytucie Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Opublikował książki „Ideologia, anarchia, etyka. Dyskurs ponowoczesny a dialog”, „Perspektywy społecznego porozumienia. Pragmatyka dyskursu władzy”, „Dialogowe podstawy etyki gospodarczej”, „Państwo, region, debata publiczna. Dylematy integracyjne i rozwojowe wspólnoty lubuskiej”, „Cultural Course Correction or Back to the Past?”, „In the Maze of Culture”. Autor ponad stu artykułów naukowych i publicystycznych, twórca i redaktor naczelny „The Journal of Applied Cultural Studies”.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET