Poznali się na kolędzie, potem poszli na kawę. Partnerka księdza o życiu z duchownym
Mogę nawet żyć w cieniu, byle mieć z nim kontakt. Ale bywam o niego zazdrosna. Z dziewczętami z oazy może legalnie rozmawiać, wyjeżdżać, czy do nich dzwonić. My musimy się ukrywać, żeby „szef” się nie domyślił.
Klara powiedziała „kocham cię” jako pierwsza. Antkowi zajęło to dłużej. - Zapewniał, że on też kiedyś mi to powie, ale musi być pewien. Gdy to się w końcu stało, byłam pod wrażeniem – wspomina Klara. Antkowi nie było łatwo, bo wcześniej obiecał miłość Bogu. Od kilkunastu lat jest księdzem.
„To moja druga taka relacja. Z tym, że dla obecnej jestem gotowa na wszystko” – pisze w jednej z naszych pierwszych wymian mailowych Klara, rozwódka i mama kilkuletniego Stasia. Jej wiadomość trafia na moją skrzynkę niedługo po tym, gdy zwróciłam się z prośbą do jednej z katolickich organizacji o pomoc w znalezieniu kobiety, która żyje z księdzem. Klara jest otwarta na rozmowę – pyta o szczegóły, formę tekstu, konkretne wątki. Trzy miesiące później czeka na mnie na stacji kolejowej w małej miejscowości w zachodniej Polsce. Przed rozmową idziemy na spacer. - Tu mieszkał Antek – pokazuje w stronę niewielkiej plebanii.
Kolęda, potem kawa
W swój związek z czynnym w posłudze księdzem katolickim jest – jak sama przyznaje – stuprocentowo zaangażowana. - Wystarczy jego jedno słowo. Wtedy rzucę wszystko i pójdę za nim – mówi. Co jakiś czas milknie, by znaleźć jak najbardziej precyzyjne określenia.
Z Antkiem poznali się rok temu na kolędzie. Wizyta duszpasterska przebiegła standardowo: modlitwa, błogosławieństwo, krótka rozmowa. Spotkanie, jak później Antek wyzna Klarze, obie strony jednak zaintrygowało. On pracował w jej parafii, ona była w rozpadającym się małżeństwie, o czym zresztą otwarcie mu powiedziała w czasie kolędy. Męża nie było wtedy w domu.
Kontakt z Antkiem rozwinął się później, w przestrzeni wirtualnej. - Chyba to ja napisałam pierwsza. Znalazłam go na Messengerze. Odezwałam się ot tak, bo ciągnęło mnie do podtrzymania tej znajomości. Zainteresowanie dostrzegałam również z jego strony. Najpierw umówiliśmy się na „oficjalną” kawę, pozostałe były już „nieoficjalne” – śmieje się Klara.
Przed kolędą z Antkiem znali się z widzenia. - Kilka lat wcześniej w kancelarii parafialnej spisywaliśmy z narzeczonym protokół przedślubny. Antek przemknął wtedy gdzieś w tle. Pamiętam, że coś mnie wtedy ukłuło i przez głowę przeszła mi myśl: „Czy aby na pewno chcę tego ślubu?”. Prawdopodobnie bardziej pragnęłam być mamą niż żoną - opowiada Klara. Planując ślub, była już w ciąży.
Jej ówczesny związek jawił się jako sakramentalny tylko na papierze. W praktyce było gorzej. - Z mężem mieliśmy różne podejście do pełnionych ról. On oczekiwał, że tylko ja będę sprzątać i zajmować się domem. Powtarzał, że jestem gównem, że nie jestem nic warta. Regularnie stosował przemoc psychiczną – wylicza. Mężowi Klary założono Niebieską Kartę. Gdy mężczyzna stracił pracę, wyjechał za granicę. Z synem utrzymuje szczątkowy kontakt.
- Antek był inny – ton głosu Klary łagodnieje. - Odbyliśmy wiele rozmów, zawsze mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów. Nawet gdy poruszaliśmy wątki religijne, byliśmy w nich bardzo zgodni – mówi. Nie potrafi wskazać konkretnego momentu, kiedy pojawiło się uczucie. Po prostu przyszło.
Antek rozpoznaje, Klara czeka
Początkom towarzyszyły różne myśli, obawy. Klara nie chciała doświadczać z Antkiem niepewności, którą pozostawiła w niej relacja z innym duchownym: - Tak, wcześniej już byłam z księdzem. Poznając Antka, sama nieraz się zastanawiałam: „kurczę, znowu ksiądz, czy jestem jakąś kolekcjonerką?” - śmieje się. Poprzedni partner-duchowny, jak wspomina, obiecywał jej, że zrezygnuje z kapłaństwa. - Zapewniał: „odejdę, gdy przyjdzie dekret przenoszący mnie do innej parafii”, „gdy już zrobisz doktorat”, „gdy przyjdzie jeszcze jeden dekret”. Trwało to cztery lata. Byłam zmęczona ciągłym odkładaniem mnie na później – wyjaśnia.
Kilka lat po rozstaniu „eks” znów się z nią skontaktował. Chciał spróbować jeszcze raz. Ona nie miała siły ani ochoty. Miała już za to narzeczonego i była w ciąży. Pamiętając to wszystko, zapowiedziała Antkowi: „Jeżeli też planujesz budować zamki na lodzie, to tak nie chcę. Mogę być obok, ale musisz być szczery”.
- Uszanował prośbę?
- Od razu zaznaczył: „Nie zagwarantuję ci, że będę w stanie odejść z kapłaństwa” – odpowiada Klara. Jest przekonana, że jeżeli ona się nie wycofa, to on nadal będzie chciał z nią być. - Weszłam w relację świadomie i wiedziałam, z czym się to wiąże. Może właśnie tego potrzebuję w obecnym momencie mojego życia? - zastanawia się Klara. Dalej wyjaśnia: - Antek rozpoznaje [terminologia używana w społecznościach katolickich, oznaczająca rozeznawanie powołania lub bożej woli – przyp. red.]. Wie, czego chciałabym najbardziej, ale rozumie też, że uszanuję jego decyzję. Nie czuję się uprawniona do stawiania mu ultimatum: albo ja, albo kapłaństwo. Nie chcę na niego naciskać. To nie byłoby z mojej strony fair. On musi się po prostu zastanowić, czy chce być ze mną w świeckiej formie, czy tak jak teraz „pod ziemią”.
Klara zapewnia, że na razie jest gotowa na takie życie. A na dłuższą metę? Nie wie. - Skąd taka wola do ciągnięcia tej relacji? - pytam. - Mam poczucie, że ten związek jest właśnie tym, czego szukałam. Może spotkałam Antka nieprzypadkowo? Czuję, że rozumiemy się bez słów, dlatego mogę nawet żyć w cieniu, byle mieć z nim kontakt – odpowiada.
O Antka bywa wręcz zazdrosna. - Z dziewczętami z oazy może legalnie rozmawiać, wyjeżdżać czy do nich dzwonić. A my musimy się ukrywać, żeby „szef” się nie domyślił – wzdycha. - To trochę szczeniackie z mojej strony, ale jeśli nie widzimy się przez kilka tygodni, to zdarza mi się wybuchnąć – przyznaje.
Antek w innej parafii, Klara na telefonie
Klara wyciąga telefon i pokazuje wiadomość, w której pyta partnera: „Czy jest możliwość, że odszedłbyś dla mnie z kapłaństwa?”. Antek odpisuje: „Jesteś bardzo wartościowa… będę to rozważał”.
Obecnie kontakt wirtualny jest istotny tak bardzo, jak nigdy wcześniej. Antek został przeniesiony do innej parafii oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od miejscowości, w której mieszka Klara. - Gdy służył tutaj, widywaliśmy się codziennie. Wpadał z wizytą albo ja odwiedzałam go na plebanii. To było takie wieczorowe życie. Wiadomo, że nie chodziliśmy po mieście za rękę, ale za zamkniętymi drzwiami mogliśmy zachowywać się jak normalna para. Czasami też wyjeżdżaliśmy gdzieś, gdzie byliśmy anonimowi. Zatrzymywaliśmy się w innych miastach. Korzystaliśmy tam z hoteli i restauracji, robiliśmy wspólnie zakupy w supermarkecie – opowiada Klara. Takie wyjazdy były dla niej namiastką normalności.
Teraz okoliczności nie należą do łatwych. „Naprawdę jest mi cholernie trudno. Wiem, że dobrze robię, bo to dla Ciebie. Jest w tym wszystkim sens, prawda?” - pisze Klara w SMS-ach. „Jest” - odpowiada jej partner. - Na tę chwilę zostaje nam regularny kontakt telefoniczny, ze spotkaniami musimy bardziej kombinować, szukać terminów, w których Antek może mnie odwiedzić – opowiada kobieta.
Kombinowanie na razie im się udaje. Jak zapewnia Klara, przełożeni Antka o niczym się nie dowiedzieli, jej znajomi niczego nie zauważyli. - Dobrze się ukrywamy, ale zawsze trzeba uważać – mówi. Gdy pytam, jak rozwiązuje z partnerem kwestię świąt, spotkań rodzinnych, ślubów i innych okazji spędzanych wspólnie przez pary, wyjaśnia: - W moim otoczeniu nie ma już ślubów, a rodzinne święta to nie mój klimat. W tej kwestii wiedziałam, że sytuacja jest skomplikowana. Nie kapryszę jak nastolatka, która chce się chwalić chłopakiem.
O relacji Klary z księdzem wiedzą tylko jej mama i przyjaciółka. Podchodzą do sprawy jak do zwyczajnego, świeckiego związku i trzymają kciuki. - To wystarcza. Nie czuję potrzeby wtajemniczania większej liczby osób – stwierdza Klara. Partner zapowiedział, że w przyszłości będzie chciał ją przedstawić swojemu rodzeństwu. O rodzicach na razie nie ma mowy. - Wiadomo, synek-ksiądz jest najważniejszy, są z niego dumni. Gdyby nasz związek wyszedł na jaw, może nie odwróciliby się od niego, ale na pewno byłoby im bardzo przykro – domyśla się.
Antka poznał za to syn Klary. Kobieta uważa, że mają dobre relacje, chłopiec wręcz powtarza, że chciałby mieć takiego tatę. - Stasiek jest najważniejszy, więc cieszę się, że tak fajnie się razem dogadują - mówi. Kilkulatek złożoności sytuacji jeszcze nie rozumie. - Ale nie robimy z tego tabu. Staś widywał Antka najpierw na kościelnej ambonie, a potem w domu. Nie chciałabym, żeby moje dziecko wyrastało w przekonaniu, że wszystko jest albo czarne, albo białe – stwierdza Klara.
Klara zostaje w Kościele
Mama Stasia pozostaje zaangażowaną i praktykującą katoliczką. Zapewnia, że życie kościelne jest dla niej ważne, więc pojawia się na mszach. W sakramentach na razie nie uczestniczy – nie chodzi do spowiedzi, nie przyjmuje komunii. - Jestem rozwiedziona, a jednocześnie w związku. Nie dostanę rozgrzeszenia. Obecnie moja komunia jest duchowa [akt modlitewny, według którego wierny ma osiągnąć takie samo zjednoczenie z Jezusem, jak w sakramencie Eucharystii – przyp. red.] - mówi Klara. - Cenię sobie relację z Bogiem, w której mogę czuć, że chce mnie taką, jaką jestem – dodaje.
Kiedy w rozmowie pojawia się wątek sensowności celibatu, Klara zaznacza: - To dla mnie oczywiste, że celibat utrzymuje się głównie ze względu na majątek Kościoła. Ma to pragmatyczny aspekt. Gdyby księża mieli rodziny, parafianie musieliby je utrzymywać, a proces przerzucania z parafii na parafię byłby utrudniony. Przecież w Biblii nie ma zapisu, który zakazuje kapłanom się żenić.
Antek według kobiety patrzy na sprawę podobnie. - Nie mamy wyrzutów sumienia. Nie sądzimy, że robimy coś złego – zapewnia Klara i podkreśla: - Nie uważam, żeby taki stan rzeczy był z woli Boga. Bóg przecież chce, żeby ludzie byli szczęśliwi. Mówi się, że on jest miłością, więc dlaczego jakakolwiek miłość, w której nikogo się nie krzywdzi, miałaby być widziana przez niego negatywnie?
Po rozwodzie Klara rozpoczęła starania o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Dokumenty w sprawie wejścia w cały proces podpisała w rocznicę ślubu. - Sprawa trafiła do Trybunału. Dostałam informację, że wyznaczono już obrońcę węzła małżeńskiego. Mam przeczucie, że będzie dobrze – opowiada. Skąd takie założenie? - Mąż zataił przede mną kilka rzeczy. Problemy psychiczne to tylko część z nich.
Klara tłumaczy, że zdecydowała się na taki krok zarówno dla siebie, jak i dla partnera. - Chciałabym móc zacząć z czystą kartą. Pełne uczestnictwo w życiu wspólnotowym jest dla mnie istotne. Nie oczekuję, że pójdę kiedyś jeszcze do ślubu w białej sukni. W sumie to nawet na pierwszym miałam błękitną. Po prostu dobrze jest mieć wybór – uśmiecha się. Jeśli Antek zrzuciłby sutannę, wszedłby w świecki stan z możliwością uczestniczenia we wszystkich sakramentach. Z sakramentem małżeństwa włącznie.
Antek płacze, Klara kocha
- Nigdy wcześniej nie było mi z nikim tak dobrze, jak z nim. Opiekuje się mną. Jest dobrym i ciepłym człowiekiem. Dużo z siebie daje i widzę, że w obecnym położeniu robi, co może – Klara długo może mówić o tym, za co najbardziej ceni partnera. - Podczas jednej z niedawnych wizyt leżeliśmy razem i gadaliśmy. W trakcie rozmowy w pełni uświadomił sobie, w jak skomplikowanej sytuacji się znalazł. Popłakał się. Byłam pierwszą osobą, która widziała go w takim stanie. Ujęło mnie to – opowiada.
Klara nie przejmuje się tym, co inni mają do powiedzenia na temat takich związków jak jej. - Dlaczego ma mnie zajmować zdanie osób, którym na mnie nie zależy, których nie znam? Wolę się skupiać na tych, którzy są dla mnie ważni – uważa. Jak zapewnia, doszła do wniosku, że to, kim jest jej partner, nie ma znaczenia. - Gdyby Antek był rolnikiem czy hydraulikiem, chciałabym być z nim tak samo mocno. Nie ciągnie mnie koloratka, tylko człowiek – stwierdza.
*Imiona bohaterów zostały zmienione.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET