"Cień podejrzeń". Ekspert komentuje zachowanie policji po wypadku na A1

2 min. czytania
27.09.2023 21:40
Obserwuj nas na Google

Przez tę niespójność informacji podawanych przez policję padł w społeczeństwie cień podejrzeń, że w tej sprawie dzieje się coś niedobrego - tak sprawę wypadku na A1 komentował dla Wirtualnej Polski ekspert w zakresie ruchu drogowego Marek Konkolewski.

Wypadek na A1
fot. @bandyci_drogowi/Twitter (screen)

Wypadek na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina (w tym 5-letnie dziecko), zszokował całą Polskę. 16 września na autostradzie A1 w miejscowości Sierosław (woj. łódzkie) spłonęła osobowa kia, z której nie udało się uratować nikogo ze środka pojazdu. Początkowo policja informowała, że w tragedii uczestniczył tylko jeden pojazd - kia, która z niewyjaśnionych przyczyn miała stanąć w ogniu po uderzeniu w barierki.

Dopiero kiedy w internecie świadkowie zdarzenia zaczęli zamieszczać filmy i relacje z wypadku, funkcjonariusze zmienili zdanie i doprecyzowali, że w tragedii brał jeszcze udział jeden pojazd. W środę minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powiedział, że chodzi o bmw, które jechało w tym momencie ponad 251 km/h. Prokuratura jeszcze nikomu w tej sprawie nie postawiła zarzutów. Zachowanie śledczych w rozmowie z WP ocenił ekspert w zakresie ruchu drogowego Marek Konkolewski.

Redakcja poleca

Wypadek na A1. "Policja nabrała wody w usta"

- Mnie jako praktykowi rzuca się w oczy nieudolna komunikacja w sprawie tego straszliwego wypadku drogowego, dlatego że policja na początku nabrała wody w usta. Potem z komunikatów wynikało, że w zdarzeniu uczestniczył tylko jeden samochód marki kia. Dopiero pod wpływem presji społecznej, nawału materiałów i ogromnego oburzenia, policja zmieniła wersję i potwierdziła, że w tym zdarzeniu brały udział dwa samochody. To pokazuje, że presja ma sens - mówił były dyrektor Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym.

Dodał, że "przez tę niespójność informacji podawanych przez policję padł w społeczeństwie cień podejrzeń, że w tej sprawie dzieje się coś niedobrego". -  Ludzie swoje, policja swoje. Ja się nie dziwię społeczeństwu i internautom, że byli podminowani, bo cała Polska widziała te nagrania z autostrady - komentował.

Jego zdaniem społeczeństwo powinno pozwolić pracować śledczym, aby dokładnie ustalili okoliczności tragedii. - To są nowe samochody. Tam są tzw. czarne skrzynki, które rejestrują okoliczności, jaka była prędkość, pozycja GPS, czy były zapięte pasy. Mam nadzieję, że biegli będą w stanie wyciągnąć te parametry, które są im potrzebne - dodał. 

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET