"Przyzwolenie na cierpienie". Marsz ku pamięci Kamilka przeszedł przez Częstochowę

2 min. czytania
14.05.2023 13:39
Obserwuj nas na Google

W południe rozpoczął się w Częstochowie marsz, którego uczestnicy chcą zaprotestować przeciwko przemocy po śmierci ośmioletniego Kamila, skatowanego przez ojczyma. Zgromadzenie zatrzymało się m.in. przed gmachami instytucji, które - zdaniem organizatorów marszu - nie zareagowały właściwie, by pomóc chłopcu i zapobiec koszmarowi.

Częstochowa. Marsz dla Kamilka
fot. Alicja Waliszewska, Radio ZET, screen: Tadeusz Wypych/REPORTER

Marsz sprawiedliwości śp. Kamilka zgromadził 14 maja wielu uczestników na pl. Biegańskiego. Przechodzili oni ulicami Częstochowy, by dotrzeć przed m.in. przed siedzibę szkoły, w której uczył się Kamil, przed gmach Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej oraz sądu. - Chcemy postawić znicz przy każdej z tych instytucji, która go zawiodła - mówili organizatorzy.

"Ani jednego dziecka więcej. Stop przemocy", "Nie bądź obojętny", "Poparzona buzia, zranione serce. Dziecko zmarło w potwornej męce", "Chcesz być ślepy, chcesz być głuchy na płacz dzieci - jesteś głupi!", "Przyzwolenie na cierpienie to empatii zwyrodnienie!" - napisano na transparentach. O cierpieniu Kamila przypominał też umieszczony na dziecięcym wózku duży pluszowy miś. Był obandażowany, jak Kamil, kiedy trafił do szpitala.

Kamil z Częstochowy skatowany na śmierć. "Musimy powiedzieć «dość»"

- Chcemy wreszcie coś zrobić z tym, co się dzieje w tej Polsce, i nie tylko - codziennie słyszymy o zakatowanych dzieciach i musimy powiedzieć „dość”, ktoś musi to zrobić - powiedziała PAP tuż przed wyruszeniem marszu jedna z organizatorek manifestacji Karolina Łuszczyna-Nowicka. Na miejscu była nasza reporterka Alicja Waliszewska.

- Przede wszystkim zebraliśmy się tutaj dla Kamilka, upamiętniając jego męczeńską śmierć, bo tak naprawdę była to męczeńska śmierć i mamy nadzieję, że już nie będzie ani jednego zakatowanego dziecka więcej. Chcemy też postawić znicz przy każdej z tych instytucji, która go zawiodła - dodała.

Redakcja poleca

Katowany przez ojczyma ośmiolatek był przez ponad miesiąc leczony w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Zmarł w poniedziałek 8 maja rano. W sobotę 13 maja odbył się pogrzeb Kamila, na którym zgromadziły się tłumy mieszkańców.

Sprawa maltretowania chłopca wyszła na jaw po zgłoszeniu złożonym przez biologicznego ojca dziecka 3 kwietnia. Dziecko z ciężkimi obrażeniami – rozległymi oparzeniami i złamaniami - przetransportowano do katowickiego szpitala śmigłowcem. Śledztwo w tej sprawie, prowadzone dotychczas przez częstochowską prokuraturę, zostało przed kilkoma dniami przeniesione do Gdańska.

Ojczym Kamila ma mieć zmieniony zarzut na zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Matka zaś, podejrzana o narażanie swego dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, a także udzielenia pomocnictwa mężowi w znęcaniu się nad chłopcem, może odpowiedzieć za pomoc w zabójstwie. Zarzuty w tej sprawie, dotyczące nieudzielenia Kamilowi pomocy, usłyszeli także siostra matki Kamila, a następnie mąż tej kobiety. Wszyscy mieszkali w tym samym domu.

RadioZET.pl/PAP - Krzysztof Konopka

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET