„Do dziś nie mogę sobie tego darować”. Poruszające wspomnienie uczestniczki Powstania
Janina Jankowska ps. „Jasia” miała 17 lat, gdy wybuchło Powstanie Warszawskie. Jako sanitariuszka ratowała rannych i była świadkiem dramatycznych wydarzeń na Żoliborzu. W rozmowie z Radiem ZET wspomina pierwsze godziny walk, śmierć powstańców oraz obrazy, które do dziś pozostały w jej pamięci.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co wspomina Janina Jankowska o początkach Powstania na Żoliborzu.
- Jakie traumatyczne doświadczenie przeżyła „Jasia” z Własowcami.
- Dlaczego nigdy nie czuła strachu podczas Powstania.
- Jaka jest recepta Janiny Jankowskiej na dobre życie.
Janina „Jasia” Jankowska – sanitariuszka wspomina Powstanie Warszawskie
1 sierpnia 1944 roku historia Warszawy zmieniła się na zawsze. 82 lata po tych wydarzeniach wracamy do 63 dni walki o wolność nie tylko poprzez karty podręczników, ale przede wszystkim przez relację świadków tych wydarzeń.
Opowieści powstańców stanowią nie tylko bezcenną lekcję historii, są też ponadczasowym przesłaniem skierowanym do współczesnych pokoleń. Jedną z osób, które wciąż pamiętają, co działo się w stolicy w momencie wybuchu Powstania Warszawskiego, jest – 17-letnia wówczas - Janina Jankowska ps. „Jasia”. Jak wspomina tamte dni?
- Ja mam fenomenalną, fotograficzną pamięć. Pamiętam wszystko, miejsca, porę dnia. Pamiętam, na którym łóżku leżeli ranni. Dzisiaj widzę to wszystko, tak, jak codziennie widzę świat – mówi bohaterka powstania w rozmowie z Radiem ZET.
Na Żoliborzu powstanie zaczęło się wcześniej
„Jasia” wspomina, że dla niej i jej otoczenia Powstanie Warszawskie zaczęło się wcześniej, gdy Niemcy natrafili na powstańców, którzy przenosili broń. - Wiadomo, że na Żoliborzu zaczęło się o 14.00, nie o 17.00. To było pewnego rodzaju zaskoczenie. Pamiętam moment, w którym wszyscy wyskoczyliśmy z domów. Na rogu ul. Mierosławskiego i Felińskiego stał piętrowy dom. Na jego dach wszedł powstaniec i usiłował wywiesić białą flagę. Zastrzelił go snajper – opowiada.
- W tej chwili obok mnie stał młody człowiek. On również został postrzelony przez snajpera. To był mój pierwszy ranny. Na szczęście nie były to poważne obrażenia, ale to było moje pierwsze działanie w czasie powstania – mówi Janina Jankowska, która pełniła rolę sanitariuszki.
„Do dzisiaj nie mogę sobie tego darować”
Bohaterka naszej rozmowy wspomina, że w ogarniętej powstaniem Warszawie dobre chwile mieszały się z tragediami. - Pamiętam grupę powstańców, którzy mieli się przedrzeć przed Dworzec Gdański. Jeden z nich podszedł do mnie, przedstawił się jako Adam, ps. „Sten”, bo nikt oczywiście nie posługiwał się nazwiskami. Powiedział: Dam ci coś na szczęście. Dał mi medal, którym jakiś Niemiec został odznaczony za 1939 rok – mówi.
- Pamiętam, że tego wieczora byłam na koncercie, na którym śpiewała moja mama. Oni wyruszyli nad ranem i on niestety zginął. Do dzisiaj nie mogę sobie darować, że on to swoje szczęście mi oddał. Koledzy go przynieśli i pochowaliśmy go. Szukałam później jego grobu, ale miałam za mało informacji – dodaje.
„Nigdy nie czułam strachu”
„Jasia” opowiada też o brutalnych, szokujących obrazach, które utkwiły jej w pamięci. - Ja nigdy nie czułam strachu, nigdy nie zemdlałam. Była jednak taka sytuacja, że przyprowadzili do mnie łączniczkę z odłamkiem w oku – opowiada.
- Mnie zaczęło się robić ciepło. Lekarz to zobaczył i natychmiast ryknął na mnie: Siadaj! Bał się, że zaraz ze mną jeszcze będzie miał problem. Natychmiast mi przeszło. To był jedyny raz, kiedy tak zareagowałam – opisuje.
„Byli gorsi od Niemców”
Nasza rozmówczyni wspomina też, jak została ranna podczas powstania. - To było w klatce schodowej na ul. Mickiewicza 27. W budynek trafił pocisk i przysypało nas gruzem. O 4.30 rano wyprowadzał mnie Własowiec (radzieccy żołnierze, którzy współpracowali z Niemcami – red.) - relacjonuje.
- Oni byli gorsi od Niemców. Ja wychodziłam z budynku ze swoim psem, bo przecież go nie zostawię. Gdy tylko przeszłam na drugą stronę ulicy, kazał mi go przywiązać. Pędził mnie dalej, a w pewnym momencie strzelił do psa, przestrzelił mu obrożę. Widzieć taki obraz, to jest ciężkie przeżycie – opowiada „Jasia”.
Jaka jest recepta na dobre życie?
Zapytaliśmy bohaterkę powstania o receptę na to, jak dobrze żyć. - Trzeba być po prostu uczciwym, przyzwoitym i mieć własny rozum w głowie – odpowiada Janina Jankowska.
- Ja od zawsze byłam optymistką i jestem taka do dzisiaj. Jestem osobą, która nie ma do nikogo żadnych pretensji. Jeśli muszę coś załatwić, to zawsze idę z uśmiechem, bo ja nie idę do wroga – dodaje „Jasia”.
Rozmowa z Janiną „Jasią" Jankowską to odsłona cyklu wywiadów, które Radio ZET przygotowało z okazji 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Pozostałe znajdziecie na naszym kanale w serwisie YouTube. Publikacja codziennie o 18.00.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET