Dramat w Ciechocinku. Kobiety straciły tysiące złotych. "Moje życie się załamało"
Setki tysięcy złotych straciły kobiety, które Marek F. namówił na inwestycje. 54-latek wykorzystywał ich zaufanie i przejmował ich pieniądze. Mimo toczących się kilkudziesięciu postępowań mężczyzna pozostaje bezkarny. Nie stawia się na przesłuchaniach, zasłaniając się stanem zdrowia. Jednocześnie prowadzi życie towarzyskie. Sprawie przyjrzeli się dziennikarze "Uwagi!" TVN.
- Marek F. regularnie zwodzi samotne kobiety, obiecując zarobek na inwestycjach
- Poszkodowane straciły setki tysięcy złotych. W prokuraturze toczy się kilkadziesiąt postępowań
- Marek F. unika stawiania się na przesłuchaniach, zasłaniając się złym stanem zdrowia
Oszust z Ciechocinka
Marek F. regularnie gości w Ciechocinku. Tam nawiązuje znajomości z samotnymi kobietami, które namawia do rzekomych inwestycji. 54-latek twierdzi, że jest biznesmenem, byłym żołnierzem, a nawet oficerem ABW. Kuracjuszki na znajomości z Markiem F. tracą nawet setki tysięcy złotych. O sprawie opowiedzieli dziennikarze programu "Uwaga!" TVN.
- Spacerowałam po parku w Ciechocinku. Jechał samochód, skórzane, białe siedzenia, elegancki pan. Zatrzymał się i mówi: "Dzień dobry, chciałbym z panią porozmawiać, jestem tutaj sam, a pani mi się podoba. Czy mógłbym zaprosić panią na kawę?" - opowiedziała jedna z kobiet występujących w reportażu. Spotkała się z 54-latkiem. Ten zamówił po lampce wina, powiedział że jest udziałowcem w kilku spółkach, które zajmują się budową apartamentów. On sam miał również handlować złotem.
- Kelnerzy kłaniali mu się w pas, zostawiał hojne napiwki - mówiła kobieta dziennikarzom "Uwagi!" TVN. Marek F. potrafił manipulować kobietami. Na początku starał się rozpoznać ich potrzeby i możliwości finansowe. Rozmówczyni opowiedziała, że później zadzwonił do niej z propozycją "wspaniałego interesu w złocie". - Powiedział, że potrzebuje 150 tys. zł i jak pożyczę, to zarobię bardzo dużo pieniędzy. Pieniądze wypłaciłam, włożyłam do siatki i odjechał z nimi. A następnego dnia znowu do mnie dzwoni i mówi: "To jest za mało, potrzebuje więcej. Daj tyle pieniędzy, ile masz, bo muszę zapłacić za złoto". Wysyłał mi zdjęcia tego złota i zapewniał, że je kupuje - wyjaśniła. Dopiero po tygodniu zaczęła myśleć, że coś jest nie tak i sprawę zgłosiła na policję.
Kobiety traciły setki tysięcy złotych
Inna z kobiet poznała Marka F. w SPA w jednym z hoteli w Sopocie, gdzie była masażystką. Ten namówił ją na inwestycję, obiecując zyski z handlu sprzętem elektronicznym. - Poznałam Marka 8 lat temu, twierdził, że był w Afganistanie. Jako były żołnierz wzbudzał duże zaufanie. Mówił, że jest wziętym biznesmenem. Przyjeżdżał albo dzwonił i mówił: "Słuchaj, jest napięta sytuacja, potrzebuję, żebyś wzięła kredyt, bo jeśli teraz nie damy tamtym ludziom pieniędzy, to wszystko przepadnie" - powiedziała pani Anna dziennikarzom "Uwagi!".
- Jak poprosiłam go, że chce z tego wyjść, to zaczęły się kłótnie. Wyzwiska i nocne telefony. Mówił, że jestem skończona, że moja rodzina jest skończona. I potem po prostu zniknął. Straciłam blisko 200 tys. zł - dodała kobieta. Kolejna kobieta straciła 300 tys. zł. 54-latka poznała, gdy ten zamówił sprzątanie swojego mieszkania. Pani Małgorzata prowadziła firmę sprzątającą. Marek F. powiedział jej, że jest deweloperem, ma hotele i zajmuje się sprzedażą złota.
- Pytał, czy mam większą gotówkę. Miałam pieniądze, bo sprzedałam swoje mieszkanie. Powiedziałam o sprawie mężowi, ale on nie był przekonany. Udało mi się go jednak namówić i zainwestowaliśmy 150 tys. zł. O drugich 150 tys. zł mój mąż już nie wiedział - opowiedziała pani Małgorzata.
Marek F. przejmował pieniądze. "Byłam spłukana do zera"
Wszystkie z kobiet, które zaufały Markowi F., straciły. - W zasadzie byłam spłukana do zera. Moje życie się załamało. To był najtrudniejszy czas w moim życiu, ale mogłam liczyć na przyjaciół i rodzinę - tłumaczyła pani Anna w reportażu "Uwagi!". Pani Małgorzata odzyskała jedynie część pieniędzy. - Jak zapytałam o moje pieniądze, to powiedział, że go pomawiam. Był agresywny. Zaczęłam mu pisać, że oddam sprawę na policję i do prokuratury, że nie odpuszczę mu tych pieniędzy. Ale on nic sobie z tego nie robił. Udało mi się odzyskać 105 tys. - wyjaśniała.
- Złożyłam zeznania na policji, później prokuratura zawiesiła postępowanie, ponieważ biegły sądowy na podstawie dokumentów, które pan przedstawił stwierdził, że on jest tak chory, że nie jest w stanie uczestniczyć w postępowaniu sądowym. Nawet nie wiadomo, kiedy wyzdrowieje - relacjonowała kolejna z kobiet.
Marek F. zasłania się złym stanem zdrowia
Dziennikarze "Uwagi!" TVN ustalili, że Marek F. mieszka w bloku na jednym z osiedli w Łodzi, jednak go tam nie zastali. Jego nazwisko pojawia się w kilkudziesięciu postępowaniach w kilkunastu prokuraturach w całym kraju. Ten jednak od 8 lat zasłania się swoim złym stanem zdrowia. Jego obrońcy przedstawiają dokumenty medyczne, które to potwierdzają. Poszkodowane kobiety wynajęły detektywów, którzy mają nagrania Marka F. w restauracjach. Mężczyzna, mimo że nie może stawić się na przesłuchaniach, prowadzi życie towarzyskie.
- Jak to się może dziać, że pan, który ma papiery, że nie jest w stanie stanąć przed sądem, ani uczestniczyć w żadnym postępowaniu, jednocześnie dalej wyłudza pieniądze, swobodnie porusza się po Ciechocinku i ma się doskonale? - zastanawiały się poszkodowane kobiety w reportażu.
Kilkadziesiąt spraw w prokuraturze
Prokuratura Okręgowa w Łodzi prowadzi jedną ze spraw. - Dotyczy ona oszustwa na kwotę nie mniejszą niż 100 tys. zł. Chodzi o rzekomą inwestycję nabycia bursztynów tzn. pobrania od pokrzywdzonej środków celem zakupu bursztynów i później odsprzedaży z zyskiem, do czego nie doszło - powiedział dziennikarzom "Uwagi!" prok. Paweł Jasiak z łódzkiej prokuratury.
Również Prokuratura Rejonowa w Aleksandrowie Kujawskim zajmuje się sprawą Marka F. - Wobec tego pana prokurator wydał postanowienie o przedstawieniu zarzutów. Dotyczą one popełnienia przestępstwa oszustwa na szkodę trzech różnych pokrzywdzonych. Natomiast jeden z zarzutów dotyczy posługiwania się urządzeniami podsłuchowymi - wyjaśnił prok. Adam Blecharczyk z aleksandrowskiej prokuratury.
Marek F. nie chciał rozmawiać z dziennikarzami
Dziennikarze "Uwagi!" namierzyli Marka F. w jednej z siłowni w Toruniu. Miał on zaparkować swój samochód na miejscu dla osób z niepełnosprawnościami. Na siłowni ćwiczył i "nie wyglądał na schorowanego". Nie chciał jednak rozmawiać z dziennikarzami. Później odmawiał także rozmowy w jednym z hoteli w Ciechocinku.
Dziennikarze "Uwagi!" podzielili się swoimi ustaleniami z prokuraturą. - Jeżeli faktycznie tak wygląda stan podejrzanego, a wykfalifikowany medyk wskazuje na niemożność uczestnictwa w procesie, to jest to klasycznie poświadczenie nieprawdy - przyznał prok. Jasiak.
Źródło: Radio ZET / "Uwaga!" TVN
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET