Dyplomatyczna ofensywa Rosjan. „Wprost groził Polsce, krajom bałtyckim czy Niemcom”
Organizowane w Polsce mistrzostwa świata siatkarzy odbędą się bez Rosjan, którzy sami zrezygnowali z udziału w imprezie, zasłaniając się absurdalnie brzmiącymi obawami o bezpieczeństwo. Jak mówi w rozmowie z RadioZET.pl Bartłomiej Banasiewicz z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej, to niestety nie oznacza, że w przyszłości również będą decydować się na tego typu rozwiązania.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Rosjanie wycofali się z mistrzostw świata w Polsce.
- Jak Rosja tłumaczy swoją decyzję o rezygnacji z turnieju w Polsce.
- Czy Polska może stracić prawo do organizacji imprez sportowych przez politykę wobec Rosjan.
Na początku sierpnia Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) poinformowała, że Rosjanie wracają na parkiety po zawieszeniu, spowodowanym wywołaniem przez nich wojny w Ukrainie. I choć wiele krajów nadal nie życzy sobie ich obecności w światowym sporcie, kolejne federacje decydują się na przywracanie zawodników z Rosji do rywalizacji.
Jednym z państw najgłośniej sprzeciwiających się przywracaniu Rosjan jest Polska, czyli gospodarz przyszłorocznych mistrzostw świata siatkarzy. Decyzja FIVB sprawiła, że pojawiły się obawy dotyczące ewentualnej gry reprezentacji Rosji w naszym kraju bądź odebrania nam praw do organizacji imprezy, gdybyśmy nie wyrazili zgody na ich udział.
Zabieg dyplomatyczny Rosjan
Sprawę rozwiązali… sami Rosjanie, którzy wycofali się z udziału turnieju, argumentując to względami bezpieczeństwa i upolitycznieniem mistrzostw. - Przede wszystkim jest to wybieg dyplomatyczny, a także zagranie na rynek wewnętrzny – tłumaczy Bartłomiej Banasiewicz z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej. - Rosjanie musieli wytłumaczyć jakoś społeczeństwu rosyjskiemu, rosyjskim kibicom, dlaczego nie pojawią się w Polsce – dodaje.
Jego zdaniem Rosjanie mieli świadomość, ile kłopotów wiązałoby się z ich występem. I ilu trzeba byłoby zabiegów dyplomatycznych, aby FIVB wywarła nacisk na Polskę, gospodarza mistrzostw, aby ostatecznie wpuścić ich do naszego kraju lub zmienić miejsce rozgrywania turnieju.
- Zapewne, gdyby doszło do gry reprezentacji Rosji w naszym kraju, pojawiłyby się protesty, czy to ze strony kibiców czy polityków, ale nie spowodowałoby to niebezpieczeństwa dla samych Rosjan. Pamiętajmy, co działo się podczas imprez z udziałem zawodników z Izraela, którzy także obawiali się przyjeżdżać w niektóre miejsce, ale dostawali odpowiednią ochronę, jak to miało miejsce w Polsce i nic złego ich nie spotkało. Dlatego Rosjanie również najpewniej nie mieliby czego się obawiać – uważa ekspert.
Rozwiązanie wygodne dla wszystkich
Nie da się ukryć, że ruch Rosjan jest wygodny dla każdej, ze stron. Jak tłumaczy Banasiewicz, wszyscy mogą tutaj poczuć się wygranymi.
- FIVB, bo jednak światowa federacja wyszła z tej kłopotliwej sytuacji bez większego uszczerbku na wizerunku. I nie musi robić żadnych dodatkowych kroków, żeby tę sytuację rozwiązać. Dla Polski jest to też dosyć korzystna sytuacja, bo jednak nie przyjadą do nas Rosjanie, których Polacy od początku nie chcieli. No i dla Rosjan też pod pewnym względem jest to nie najgorsza sytuacja – wylicza analityk PIDS.
- Rosjanie i tak najprawdopodobniej zagrają w Lidze Narodów, a poza tym mogą pokazać światu, że w Europie Zachodniej, a szczególnie w takich krajach jak Polska, panują nastroje rusofobiczne, które zdecydowały o tym, że nie przyjadą do Polski, zasłaniając się kwestiami bezpieczeństwa – dodał.
Kreml wyciągnął też zarzut upolitycznienia imprezy organizowanej w Polsce, co wydaje się wręcz absurdalne, biorąc pod uwagę, że szczególnie w Rosji sport i polityka są ze sobą nierozerwalnie związane.
- Zarzuty Rosjan są hipokryzją, sami Rosjanie praktycznie na każdej dużej imprezie sportowej starają się jak najbardziej ją upolitycznić i uzyskać jak najwięcej politycznych korzyści. Przypomnijmy sobie zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi czy mundial w 2018 roku, który organizowali – zauważa Banasiewicz.
Polska zacznie tracić międzynarodowe imprezy?
Choć tym razem Rosjanie sami zrezygnowali ze startu w naszym kraju, pojawiają się obawy, że obstając przy niewpuszczaniu rosyjskich sportowców, możemy stracić prawo do organizacji kolejnych sportowych imprez. Na początku stycznia Polska straciła młodzieżowe i juniorskie mistrzostwa Europy w podnoszeniu ciężarów. Był to bezpośredni efekt braku zgody rządu na start Rosjan.
- Rosjanie bardzo często podnoszą tę kwestię. Michaił Diegtiariew, minister sportu i szef Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, w kilku wypowiedziach wprost groził Polsce, krajom bałtyckim czy Niemcom, że będzie dążył do tego, aby odbierać tym krajom prawo do organizacji imprez sportowych, jeśli zawodnicy z jego kraju nie będą na nie wpuszczani – mówi Bartłomiej Banasiewicz.
I niestety, jak pokazuje przykład Polski, ale też Estonii, Rosjanie odnoszą na tym polu sukcesy, choć na razie głównie na poziomie młodzieżowym. – Takie przypadki na pewno będą się zdarzać, ale trzeba poczekać, co przyniesie najbliższy rok. Czy wojna nadal będzie trwała i jak mocno będzie działać rosyjski lobbing. Czy będzie na tyle silny, aby faktycznie odbierać krajom takim jak Polska, które profesjonalnie wywiązują się ze swojej roli organizatora, prawo do goszczenia u siebie sportowych imprez – ocenia analityk.
- Możemy krytykować ich za ich politykę, ale jeśli chodzi o dyplomację, to jest bardzo sprawna. Pamiętajmy, że u nich dyplomacja jest pewnego rodzaju ciągiem. Dla przykładu mamy ministra spraw zagranicznych, który jest na stanowisku od ponad dwudziestu lat. Ponadto obecnie mamy wzmocnioną funkcję ministra sportu, który jest jednocześnie szefem Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego. To nietypowa sytuacja, mająca na celu właśnie wzmocnienie pozycji negocjacyjnej Rosjan i ich lobbingu – puentuje w rozmowie z RadioZET.pl Bartłomiej Banasiewicz.
Źródło: Rado ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET