„Efekt Książula" w polskiej restauracji. „Pierwszego dnia przyszło 646 rezerwacji"

4 min. czytania
09.07.2026 13:29
Obserwuj nas na Google

646 rezerwacji pierwszego dnia, kilkaset połączeń telefonicznych i goście jadący do lokalu 300 km. To „efekt Książula", którego skutki opisała restauracja Ewa Zaprasza. Po pozytywnej recenzji influencera lokal szturmują tłumy. – Na razie uczucia są mieszane. U nas w sezonie zawsze są kolejki, także to nie jest nowa sytuacja, zaczęły się tylko 2-3 tygodnie wcześniej – mówi w rozmowie z RadioZET.pl przedstawiciel restauracji.

Książulo
fot. KSIĄŻULO/YouTube – screenshot, Restauracja Ewa Zaprasza

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak recenzje Książula wpływają na popularność restauracji.
  • Dlaczego rosnąca popularność może stanowić problem dla restauracji.
  • Co mówią stali klienci o nagłym wzroście zainteresowania lokalem.

Książulo (a właściwie Szymon Nyczke) to jeden z najpopularniejszych polskich twórców na platformie YouTube. Słynie z recenzowania jedzenia w restauracjach, barach mlecznych i budkach z fast foodami. Potocznie mówi się o „efekcie Książula" – odnosi się do zjawiska, za sprawą którego recenzja influencera może uratować lokal albo go zrujnować. W przypadku restauracji Ewa Zaprasza, która znajduje się w miejscowości Sasino, pochlebna ocena Książula doprowadziła do gwałtownego skoku popularności. 

Setki rezerwacji i telefonów. Restauracja Ewa Zaprasza pisze o „efekcie Książula"

„Najlepsza restauracja, w jakiej byłem" – tak brzmi tytuł filmu na kanale Książula, w którym relacjonował wizytę w restauracji Ewa Zaprasza. Materiał został opublikowany 1 lipca, obecnie ma ponad 1,7 mln wyświetleń. Influencer chwalił zarówno smak potraw, jak i ceny. Już dzień po premierze materiału przedstawiciele lokalu podzielili się z gośćmi swoimi obawami. „[Film Książula – red.] jest niezwykle pochlebny, co nas oczywiście bardzo cieszy, ale jednocześnie trochę przeraża. Jak wiecie, w sezonie i tak zwykle brakowało nam wolnych miejsc, rezerwacje trzeba było robić 4-5 dni wcześniej, a bez rezerwacji pozostawało oczekiwanie w kolejce" – czytamy we wpisie z 2 lipca.

Niecały tydzień po wizycie influencera restauracja opisała, co się zmieniło. „Pierwszego dnia przyszło 646 rezerwacji i to pomimo, że po trzech godzinach wyłączyliśmy z systemu pierwsze dwa tygodnie. W następne dwa dni przyszło kolejne 477 rezerwacji" – pisze restauracja. Rozpisanie pierwszej tury rezerwacji zajęło pracownikom dwa dni. Do tego dochodzi telefon, który dzwonił niemal bez przerwy.

„Staraliśmy się odbierać połączenia od godz. 9 do 12, w niedzielę od godz. 12 do 19 mieliśmy prawie 600 połączeń. Nie mogliśmy odbierać, bo raz, że fizycznie nie dalibyśmy rady, dwa, że mieliśmy cały czas koło 200 niewpisanych, wcześniejszych rezerwacji" – relacjonują przedstawiciele lokalu.

„Na razie uczucia są mieszane"

Jak reagują pracownicy restauracji na takie rekordowe liczby gości? – Na razie uczucia są mieszane. U nas w sezonie zawsze są kolejki, także to nie jest nowa sytuacja, zaczęły się tylko 2-3 tygodnie wcześniej. W weekendy mamy kolejki cały rok, także to nie jest tak, że nagle zostaliśmy odkryci przez Książula – mówi nam Łukasz Dmochowski, przedstawiciel lokalu. Czy w planach jest wprowadzenie zmian w lokalu, zatrudnienie dodatkowych pracowników, automatyzację systemu rezerwacji?

– Wąskim gardłem jest kuchnia, a tam się już nie zmieści więcej osób. Nie za bardzo chcemy tez zwiększać naszą restaurację w żadnym z aspektów – dodaje Dmochowski. – Cieszy docenienie, na pewno sporo nowych gości się o nas dowie, którzy wcześniej do nas nie trafiali. Z drugiej strony żal nam dotychczasowych stałych klientów, którym będzie się trudniej do nas dostać, a i wcześniej nie było łatwo – podkreśla.

Dwie strony medalu. „Czyste szaleństwo"

Zgodnie z obawami przedstawicieli restauracji rośnie grupa niezadowolonych gości. Są tacy, którzy się nie dodzwonili – albo przejechali 300 km i musieli czekać dwie godziny na stolik. Niektórzy przejechali 200 km i nie dostali steka, inni „zawsze przyjeżdżali i czekali 20 minut, a teraz dwie godziny". „W pełni rozumiemy rozczarowanie i frustrację, sam w każdym z powyższych przypadków byłbym wkurzony. Robimy, co w naszej mocy, ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Nie jesteśmy w stanie obsłużyć wszystkich, nie jesteśmy w stanie zwiększyć liczby steków 10-krotnie" – wyjaśnia restauracja w opublikowanym wpisie.

Skrajnie zmęczeni są również pracownicy – „kuchnia i reszta zespołu pracuje w tej chwili zdecydowanie ponad siły, powoli niektórym puszczają nerwy". Zwykle taki ogromny ruch był w lokalu przez dwa lub trzy tygodnie, aktualnie zapowiada się, że potrwa dwa miesiące. „Jesteśmy już trochę zmęczeni, ale na razie też podjarani. Cieszy docenienie naszej pracy, goście w 99 proc. są zadziwiająco wyrozumiali. Żal nam stałych klientów, którzy nie będą mogli zarezerwować w najbliższym czasie stołu, a kolejka się wydłuży do nierozsądnych rozmiarów" – dodaje Ewa Zaprasza.

Redakcja poleca

Do sprawy odnieśli się również sami goście. – Czyste szaleństwo. Z jednej strony dobrze, że lokal ma powodzenie, zasługują na to w pełni. Ale dla nas – osób, które chodzą do tej restauracji od lat, lokalnych mieszkańców – ta recenzja Książula była przekleństwem – mówi w rozmowie z RadioZET.pl pani Ewelina.

„Mamy nadzieję, że tzw. efekt Książula szybko przeminie"

Sytuację skomentowała również pani Katarzyna. – Nie przejmujcie się. Świat oszalał. Mamy nadzieję, że tzw. efekt Książula szybko przeminie i znowu będziemy mogli chodzić do „naszej Ewy" po sąsiedzku, którą odwiedzamy regularnie od 22 lat – twierdzi. Komentarze pojawiły się również w mediach społecznościowych. 

„Nie rozumiem niezadowolonych gości, którzy po obejrzeniu filmu Szymona zdecydowali się wyruszyć na wycieczkę następnego dnia i są wielce oburzeni, że trzeba czekać dwie godziny. Ludzie, co z wami? Nie od wczoraj wiadomo, że po filmach Książula miejsce jest oblegane! Lepiej odpuścić i poczekać, jak się rozluźni, nawet jeśli trzeba czekać na taki moment miesiąc czy dwa. Trudno" – pisze pani Dominika. 

„Potwierdzam, że to była nasza tajna restauracja – co najmniej gdzieś od około 1998 roku, a teraz wie o niej za dużo głodnych ludzi! I bez tej reklamy zawsze musieliśmy się postarać o stolik, zawsze było relaksująco i smacznie. Mam nadzieję, że szaleństwo szybko minie" – dodaje kolejna z komentujących osób.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET