Gigafigura w Konotopiu rozgrzała internautów. To pogrążyło Karkosika? "Sieć żąda gestu"
Co łączy wypadek polskiego autokaru na Węgrzech z poświęceniem największej w Europie figury maryjnej w Konotopiu? Zasięg w sieci - wynika z analizy Res Futura. - Cała historia przeszła w miesiąc drogę od walcowni do cudu, ale paradoksalnie to drugi etap okazał się dla fundatorów groźniejszy - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Kamil Smogorzewski z Res Futura.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Matka Boska w Konotopiu wzbudziła takie samo zainteresowanie jak wypadek autokaru.
- Dane Res Futura pokazują sześć szczytów i dwie główne narracje wokół figury od rodziny Karkosików.
- Krytyka wobec inwestycji skoncentrowała się na narracji o "cudzie". Kto okazał się winny?
- Matka Boska w Konotopiu wzbudziła takie samo zainteresowanie w sieci jak wypadek polskiego autobusu na Węgrzech - przyznaje w rozmowie z RadioZET.pl Kamil Smogorzewski, dyrektor ds. komunikacji Kolektywu Analitycznego Res Futura. Nie chodzi tylko o fakt, że poświęcona 15 sierpnia figura, ufundowana przez Romana i Grażynę Karkosików, jest najwyższym pomnikiem maryjnym w Europie. Powstała jako wotum za "cud" ozdrowienia miliardera po udarze. - Fundatorzy sami dostarczyli krytykom nowego argumentu. Zamknęli jeden spór i natychmiast otworzyli drugi, równie ostry - dodaje ekspert Res Futura.
Jaki przekaz dominował? Dlaczego? Jakie są możliwe dalsze scenariusze? Poprosiliśmy Res Futura o szczegółową analizę. Monitoring objął publiczne wzmianki o pomniku między 15 lipca a 15 sierpnia. To blisko 50 tys. interakcji, które dały ponad 6-milionowy zasięg.
Quiz: Najpiękniejsze obrazy w historii. Kto je namalował? Tylko znawca sztuki sobie poradzi [Quiz]
Sześć szczytów i dwie narracje
Dane pokazały sześć szczytów m.in. z nagraniami z lotu ptaka z postępem budowy (czysto wizualny kontent, bez odniesień do kontrowersji), szczegółowym harmonogramem poświęcenia figury (ton całkowicie informacyjny lub pozytywny), zapowiedzią otwarcia (wiralowy post o ukończeniu pomnika) i dniem poświęcenia (w tym relacją z uroczystości i publikacją "Faktu": "Żona miliardera ujawnia, dlaczego wzniósł ogromny pomnik").
Dominowały dwie narracje. W pierwszej połączono budowę pomnika ze zwolnieniami. Jeszcze 30 czerwca spółka Walcownia Metali Dziedzice, część Grupy Boryszew, kontrolowana przez Romana Karkosika, poinformowała stronę społeczną o zamiarze zwolnień grupowych. Miałyby objąć do 200 z 447 etatów. - Odbiorcy nie potrzebowali dowodu na formalny związek przyczynowy z budową pomnika - wystarczyła bliskość dat i wspólne nazwisko. Wątek osiągnął szczyt 21 lipca i wygasał stopniowo do końca miesiąca - wskazuje Kamil Smogorzewski.
Narracja druga to pomnik i cud, czyli powrót do zdrowia Romana Karkosika po ciężkiej chorobie, podczas której - jak mówiła jego żona - "lekarze kazali się modlić". Jak zauważa nasz rozmówca choć cała ta historia przeszła w miesiąc drogę od walcowni do cudu, to paradoksalnie drugi etap okazał się dla fundatorów groźniejszy. Dopóki spór dotyczył zapowiedzi zwolnień, zestawionych z budową figury obrona miliardera jeszcze się trzymała. Sprowadzała się do argumentu: "To moje prywatne pieniądze i moja decyzja, więc nikomu nic do tego". Natomiast w dniu poświęcenia wzruszająca opowieść przyniosła efekt odwrotny do zamierzonego.
- Przesunęła rozmowę z decyzji czysto biznesowej na tę podyktowaną wdzięcznością. Wobec wdzięczności za uratowane życie argument o swobodnym dysponowaniu własnym majątkiem brzmi już znacznie słabiej. Mogli albo wymyślić coś innego, albo już zostawić narrację: to prywatna kasa. Ale nie, musieli jeszcze wplątać w to Boga i cudowne ozdrowienie. A to już mało wiarygodne. W myśl zasady: jak się tłumaczysz, to już jesteś przegrany - tłumaczy dyrektor Res Futura.
Według analityka Karkosik lepiej by zrobił, gdyby nic nie mówił. - Przynajmniej zostałby w oczach komentujących tym osławionym "kapitalistą i złodziejem". a to już znamy i potrafimy przełknąć. A tak? Mamy 2026 rok i cud ozdrowienia jest zdecydowanie mniej akceptowalny niż "złodziej i kapitalista" - dopowiada.
Z tego względu sam dzień poświęcenia odpowiadał za blisko połowę zaangażowania z całego miesiąca. Zebrał 37,9 proc. wzmianek, podczas gdy wcześniejsze fazy: budowa i kontrast - 44 proc. (26 dni), a zapowiedzi finału - 17,9 proc. (pięć dni).
Co istotne nikt nie zakwestionował faktów - ani zwolnień, ani choroby fundatora, ani źródła finansowania. Cała polemika dotyczyła wyłącznie oceny moralnej priorytetów: czy prawo do swobodnego dysponowania majątkiem unieważnia pytanie o to, na co ten majątek idzie.
Winny nie tylko Karkosik
W wątkach "cudu" i ekonomicznym (53 proc. wzmianek) przeważała krytyka (93 proc.). Pojawiły się pytania, dlaczego wdzięczność za uratowane życie poszła jedynie w beton. Zarzut ten stanowił ponad 3,5 proc. udziału w interakcjach i niemal dogonił temat zwolnień (4,0 proc.).
- Kto okazał się winny? - dopytujemy.
- Nie ma wskazania konkretnego adresata. To krytyka rozproszona, ogólna (66 proc.) Z kolei wśród wzmianek, które mówią o kimś wprost (33,4 proc.), najczęściej przywoływany był fundator (50,6 proc.) - odpowiada Kamil Smogorzewski.
Dla części winni byli także wierni/pielgrzymi (23,4 proc.) To głównie pogardliwe komentarze o odwiedzających jako "ciemnym tłumie", czyli krytyka religijności, nie samej inwestycji. A dalej: urzędnicy/państwo - 14,1 proc. (zgody budowlane, brak nadzoru, pytania o środki publiczne, w tym KPO w kontekście niezwiązanym wprost z pomnikiem) i Kościół jako instytucja - 11,7 proc. (zarzut współudziału w bałwochwalstwie lub biernej akceptacji skali kultu).
Obrona w tym przypadku była słaba i sprowadza się do przywoływania prawa dysponowania prywatnym majątkiem - bez zorganizowanej społeczności broniącej fundatora.
Aspekt religijny (47 proc.) zadziałał z kolei odwrotnie: przeważały głosy broniące Karkosika i pomnik (64 proc.) nad zarzutem bałwochwalstwa (36 proc.) Dominowały krótkie wyrazy zachwytu i pobożności ("piękna budowla", "Maryjo, módl się za nami"). Negatywne opinie dotyczyły sprzeniewierzenia się ubóstwu ewangelicznemu oraz kultowi wizerunku zamiast wiary.
- Sieć nie tyle żąda wstrzymania budowy, ile gestu wobec potrzebujących. Postulat przekierowania środków na leczenie chorych i dzieci jest ponad dwa razy silniejszy niż jakikolwiek inny. I jest to bezpośrednia konsekwencja ujawnienia historii "cudu" 15 sierpnia - podkreśla Kamil Smogorzewski. Dla porównania utrzymanie miejsc pracy w Walcowni Metali Dziedzice stanowi zaledwie 3 proc. wskazań, bezpłatny, swobodny dostęp na taras widokowy - 2,7 proc., poszanowanie krajobrazu i spokoju wsi - 2,6 proc., lepsza promocja regionu i turystyki - 1,4 proc., jawność kosztów całej inwestycji - 0,9 proc.
Co dalej z figurą w Konotopiu? Trzy scenariusze
W ocenie dyrektora Res Futury obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz to szybkie wygaszenie tematu - w ciągu tygodnia liczba wzmianek powinna spaść poniżej 120 na dobę. Oba wątki krytyki - ekonomiczny i "cudu" wygasną razem z newsem, bo żaden nie ma własnego nośnika, niezależnego od kalendarza budowy.
Natomiast możliwa jest reaktywacja przez rozstrzygnięcie w Walcowni. Kiedy konsultacje ze stroną społeczną w spółce Romana Karkosika zakończą się decyzją o zwolnieniach, temat wróci. Tym razem z dwiema osiami jednocześnie. - Na "stary" zarzut ekonomiczny nałoży już ugruntowana w pamięci zbiorowej narracja "cudu", co daje potencjał na wyższy szczyt niż dotychczas. Szczególnie przed wyborami. Lokalni działacze będą się wtedy podnosić: Karkosik jest podczepiony pod taką, a nie inną opcję, na poświęceniu był Lech Wałęsa itd. To wszystko można ubrać w historię polityczną, która instrumentalne traktuje i mieszkańców, i pracowników Walcowni. A już na pewno kwestie religijne - podkreśla Kamil Smogorzewski.
Ale jest jeszcze jeden scenariusz - "cud" jako osobny news; poza kalendarzem budowy. Przede wszystkim dlatego, że historia ozdrowienia ma potencjał "human interest" niezależny od samego pomnika. Może zostać podjęta przez media lifestyle'owe, plotkarskie lub religijne w oderwaniu od kontekstu budowy. - Będzie to jednak temat podnoszony głównie z okazji rocznic, wywiadów i reportaży. Scenariusz niszowy. Brak nowego newsa będzie najsilniejszym sygnałem, że temat wygasa - podsumowuje dyrektor Res Futura.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET