"King kong" w Konotopiu zażegna kryzys wiary? Dominikanin: "Kolejne dziwactwo religijne"

5 min. czytania
14.08.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

"Potworek", "king kong w szczerym polu", "pomnik za życia" - tak o monumencie Matki Bożej w Konotopiu mówi w rozmowie z RadioZET.pl o. Paweł Gużyński. Krytyczny jest też watykanista prof. Arkadiusz Stempin. - Monumentalny komin religijny tak, jakby działalność Matki Boskiej z Częstochowy była niewystarczająca - ocenia.

Pomnik Matki Boskiej w Konotopiu
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • W Konotopiu stanął najwyższy pomnik Matki Boskiej w Europie.
  • Na 15 sierpnia zaplanowano jego uroczyste poświęcenie. 
  • Duchowni i eksperci od lat opisujący Kościół wskazują, że to ciąg dalszy gigantomanii.

W sobotę (15 sierpnia) w Konotopiu, niedaleko Torunia, zostanie wyświęcona figura Matki Boskiej Bolesnej, czyli najwyższy pomnik maryjny w Europie (55,65 m). Znacznie wyższy niż jeden z siedmiu cudów świata, czyli słynny pomnik Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro (38,5 m) ale też pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie (wraz z kopcem 52,5 m). Czy dla Polski to kolejny powód do dumy? Duchowni i eksperci od lat opisujący Kościół mają wątpliwości.

- Fundator walnął figurę po zbóju, mówiąc kolokwialnie. To "potworek" w szczerym polu. Kolejne, po Świebodzinie, dziwactwo religijne - mówi w rozmowie z RadioZET.pl dominikanin o. Paweł Gużyński.

- Mamy teraz największą figurę Matki Boskiej na kontynencie. Monumentalny komin religijny tak, jakby działalność Matki Boskiej z Częstochowy była niewystarczająca. Przecież to nie może być zwykła figura, to musi być gigafigura. Dostrzegalna dla nas, a przy okazji dla Boga - to już prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista z Uczelni Janusza Korczaka w Warszawie oraz Uniwersytetu we Fryburgu.

Quiz: Cuda uznane przez Kościół

1/12 Figura krwawiącej Matki Boskiej z Akity nie tylko broczyła krwią, ale po osuszeniu...

Obaj nasi rozmówcy uważają, że to ciąg dalszy polskiej gigantomanii. Przykładów jest sporo. Wśród nich bazylika w Licheniu, czyli największy kościół w kraju i jedną z największych na świecie (23 tys. mkw. powierzchni użytkowej). Znajduje się w niej dzwon "Maryja", który jest jednym z największych w Polsce (waży niemal 15 ton). Z kolei w Częstochowie, przy jednym z najważniejszych sanktuariów maryjnych w Polsce, stoi 14-metrowy pomnik św. Jana Pawła II, uznawany za największą figurę papieża Polaka na świecie.

King kong zażegna kryzys wiary? "100 proc. myślenia magicznego"

Matka Boska Bolesna w Konotopiu nie jest jednak największym monumentem maryjnym na świecie. Ten tytuł należy do pomnika Mother of All Asia - Tower of Peace na Filipianach (konstrukcja, wraz z podstawą, ma 98 m).

O. Gużyński tłumaczy, że "tego typu wykwity" to pochodna myślenia magicznego lub bardzo taniej teologii. I wskazuje na dwie kwestie. Pierwsza zakłada, że w radykalnie zdesakralizowanym świecie robi się "wielką rzecz", by temu przeciwdziałać. Do przestrzeni, z której wypchnięto sacrum wprowadza się je na nowo, w sposób, którego nie można nie zauważyć. - Tylko czy naprawdę postawienie "king konga" zażegna kryzys wiary? A skąd! Pomysłodawca liczy jednak, że na wieki wieków tę przestrzeń naznaczy i nikt tego już nie ruszy - dopowiada o. Gużyński.

Druga - wzniesienie potężnej figury ma zapewnić miastu i państwu ochronę przed nieszczęściami, na co wskazywał też swego czasu ksiądz prałat Sylwester Zawadzki, pomysłodawca i budowniczy pomnika Chrystusa Króla w Świebodzinie. Według jego słów, po wzniesieniu figury region przestały nękać klęski żywiołowe.

- To 100 proc. myślenia magicznego. Przecież nie mamy żadnego empirycznego potwierdzenia, że Maryja jest rzeczywistą opiekunką naszego narodu. Skoro byliśmy tak często po stronie ofiary biegu historii, to interwencja Maryi, jest fantasmagoryczna. Czesi są narodem zdechrystianizowanym, bez afektu maryjnego, a nie przeżyli wymiernych rozbiorów czy np. paktu Hitler-Mołotow - ocenia prof. Arkadiusz Stempin.

Według o. Gużyńskiego przestrzeń w Konotopiu jest wydumana przez niskich lotów wyobraźnię religijną. - Bez związku z żadnym istotnym lokalnym wydarzeniem, które by pierwotnie fundowało to miejsce i je konsekrowało. Rozwiązanie sztuczne, do tego na bogato. Tymczasem dla doświadczenia religijnego fundamentalną rzeczą jest epifania. To ma być miejsce, w którym coś się rzeczywiście się objawia - tłumaczy dominikanin Tak, jak w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Konotopiu, które jest miejscem pielgrzymkowym od XIX w.

Redakcja poleca

"Matka Boska Karkosikowa". Jaka jest religijność Polaków?

Gigantyczna figura Matki Bożej w Konotopiu powstała za pieniądze miliardera Romana Karkosika i jego żony - jako wotum dziękczynne za powrót do zdrowia. Kosztowała szacunkowo ok. 100 mln zł. Zdaniem naszych rozmówców to też argument przeciw.

- To nowobogackie, po prostu. Pokazuje przede wszystkim ambicje samego Karkosika. W połączeniu z władzą i kasą. Mogę to zrobić i chcę? Stać mnie? To czemu nie! To także budowanie sobie pomnika za życia, grobowca. Chodzi o to, żeby ludzie mnie zapamiętali. Nawet po śmierci. By na tyle naznaczyć świat, żeby wciąż jakoś w nim być, wciąż zwracać na siebie uwagę - ocenia o. Paweł Gużyński. Innymi słowy, najważniejsza jest tablica z imionami i nazwiskiem fundatorów. Tym też tłumaczyć można popularne w sieci określenie: Matka Boska Karkosikowa.

- Im większy pomnik, tym bardziej skuteczny, przynoszący efekt dwóm stronom. Tym, którzy ten pomnik stawiają i temu, czemu ten pomnik jest poświęcony - potwierdza prof. Arkadiusz Stempin. W myśl zasady: skoro fundator, sypnął kasą na posąg Maryi, to Bóg będzie zobowiązany do tego, żeby się nim w szczególny sposób zajmować. - A przecież to nic innego jak kupowanie przychylności Boga - podkreśla. 

Watykanista porównuje to do fundowania pomników papieskich przez polskich milionerów, choć takiego upamiętnienia za życia nie chciał sam Jan Paweł II. Przykładem choćby statua w Nowym Sączu, którą sfinansowała rodzina Koral.

o. Paweł Gużyński
Fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER
o. Paweł Gużyński

To pokazuje też jaka jest religijność Polaków. Nie tylko powierzchowna (ok. 90 proc. dorosłych Polaków deklaruje przynależność do Kościoła i wiarę w Boga, ale drastycznie spada liczba osób regularnie chodzących do kościoła, teraz to ok. 30 proc.), ale też emocjonalna. Oparta na symbolach, chwilowych wzruszeniach, kulturowym przywiązaniu do Kościoła. - Polska nie ma tradycji kultury mieszczańskiej, tylko tradycję kultury chłopskiej. W jej ramach potrzebujemy gigantycznych pomników, bo to "bezpiecznik, zwrotnik bezpieczeństwa" - zwraca uwagę prof. Stempin.

Redakcja poleca

Co dalej z figurą w Konotopiu? "Może będzie jak nowy Mikołaj”

Kult maryjny w Polsce wynika z tradycji kościelnej, która wykreowała obraz Maryi jako równej Chrystusowi (choć w Biblii jest ona wspomniana zaledwie 21 razy, z imienia jeszcze mniej). A także z samej historii Polski, przede wszystkim od czasów wojny z protestanckimi Szwedami. - Chodzi o incydentalny moment obrony Częstochowy i rzekomą interwencję Maryi, która nie dopuściła do zdobycia Jasnej Góry. Tyle, że śluby jasnogórskie – bo o nich mowa - powróciły 300 lat później, po bitwie 1920 r. z bolszewikami. Wtedy na interwencję episkopatu Polski papież nadał tytuł: "Maryja Królowa Polski". Teraz mamy gigaposąg w Konotopiu, już bardziej Maryi uhonorować się nie da - zastrzega prof. Stempin.

Maryję wzywano też, kiedy na granicach odmawiano różaniec, by nie dopuścić do Polski uchodźców. - Jak dla mnie graniczy z obsesją, neurozą historyczną - ocenia watykanista.

W ocenie naszych rozmówców lepiej, żeby pieniądze zamiast w beton w Konotopiu przeznaczyć na inny cel, np. budowę hospicjów, szpitali, uczelni, domów opieki czy stypendia dla ubogich dzieci. Albo żeby figura w ogóle nie powstała. - "King kong w szczerym polu" to też forma złotego cielca. Tak, jak wtedy, kiedy Mojżesz szedł na górę Przymierza po tablicę, a na dole Aaron i spółka dawali upust swoim żądzom. Teraz też nie bardzo wiadomo, co z tym zrobić. Oczywiście można dorabiać do tego ideologię, ale im szybciej zapomnimy o Konotopiu, tym lepiej - przekonuje o. Gużyński.

Prof. Stempin obawia się z kolei, że "Matka Boska Karkosikowa" może zacząć się pojawiać na koszulkach, otwieraczach do piwa czy np. magnesach na lodówkę. - Drogę do kiczu ma otwartą na oścież. Dlatego nie zdziwię się, że tylko za sprawą gabarytów, stanie się popularna jak Coca-Cola. Kto wie, może będzie jak nowy Mikołaj. Ale nie św. Mikołaj, tylko jego hollywoodzki odpowiednik, czyli Santa Claus - kwituje.

Źródło: Radio ZET 

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET