`

Jedna z największych afer rządów PiS. Justyna Gdańska przerwała milczenie

3 min. czytania
25.09.2024 10:08
Obserwuj nas na Google

Justyna Gdańska, była dyrektorka działu zakupów Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, w wywiadzie dla Wirtualnej Polski opisuje, jaka była jej rola w jednej z największych afer pod rządami PiS. "Wiem, że zawiodłam. Pragnę przeprosić za swoje postępowanie" – mówi urzędniczka RARS, która spędziła w areszcie pięć tygodni.

Michał K., Justyna Gdańska
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER, LinkedIn

Afera RARS. Michał K. w brytyjskim areszcie, Szopę ściga Interpol

Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych powołana za rządów PiS w grudniu 2020 roku podlegała Mateuszowi Morawieckiemu. Prezesem RARS został Michał K., bliski współpracownik premiera, któremu obecnie postawiono zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści. Były prezes agencji przebywa w areszcie w Wielkiej Brytanii, gdzie trwa procedura ekstradycyjna. RARS odpowiadała m.in. za zapewnienie rezerw żywności, leków, sprzętu i paliwa na wypadek wojny lub sytuacji kryzysowych, jak np. pandemia COVID-19. Niektóre z zakupów zawieranych przez agencję, która dysponowała miliardami złotych z budżetu państwa, zwróciły uwagę CBA. Chodziło głównie o kontrakty z Pawłem Szopą, twórcą i właścicielem marki odzieżowej Red is Bad. W ciągu trzech lat RARS miała przelać na konto biznesmena ponad 500 mln zł. Mężczyzna jest poszukiwany przez Interpol.

Pod koniec lipca 2024 roku dwie urzędniczki Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych: Justyna Gdańska, dyrektorka biura zakupów RARS oraz Joanna P., kierowniczka w tym biurze, usłyszały zarzuty przekroczenia uprawnień w związku z pełnieniem funkcji publicznych, które miały polegać na preferencyjnym traktowaniu niektórych kontrahentów RARS w związku z realizacją grantu unijnego w kwocie 114 milionów euro na dostawę agregatów prądotwórczych dla potrzeb Ukrainy.

Redakcja poleca

Spowiedź Justyny Gdańskiej. Nowe fakty w sprawie afery w RARS

"Pragnę przeprosić za swoje postępowanie, którego się wstydzę i bardzo żałuję. Wiem, że zawiodłam, a brak odpowiedniej refleksji na czas przynosi konsekwencje, które ponoszę ze skruchą" – mówi Wirtualnej Polsce Justyna Gdańska. Dodaje, że prezesa Michała K. poznała, gdy była rekrutowana do RARS w 2020 roku. "Nieprawdą jest, co również wyczytałam w publikacjach medialnych, że byłam koleżanką premiera Mateusza Morawieckiego. Jego nie poznałam nigdy" – podkreśla.

Urzędniczka opisuje, jak wyglądał mechanizm robienia zakupów przez RARS. "Zakupy dotyczące rezerw były przekazywane w trybie niejawnym z KPRM, pozostałe realizowaliśmy w przetargach publicznych. Każdy miał więc swojego szefa. Prezes też nie miał decyzyjności w każdej sprawie. Ostateczny stempelek na decyzjach kierunkowych stawiała KPRM" – zaznacza. Na pytanie WP, czy tak było także z "wielokrotnym zakupem wózków dla osób niepełnosprawnych do wypożyczalni" odpowiada: "Moje zdziwienie lub jego brak nie ma tu nic do rzeczy. Nikt na górze nie musiał przedstawiać uzasadnienia. RARS jest agencją wykonawczą i nie ma kompetencji pytać, dlaczego ma zakupić to czy tamto".

Pytana, czy po awansie na stanowisko dyrektora biura zakupów agencji zaczęła dostrzegać sygnały świadczące, że w RARS "może dochodzić do jakichś nieprawidłowości przy realizacji zleceń dla agencji", odpowiada: "Przez pierwsze kilka miesięcy wszystko było w porządku. Ze względu na toczące się śledztwo nie mogę odpowiedzieć bardziej szczegółowo". Swoje relacje z poszukiwanym przez Interpol biznesmenem Pawłem Szopą Gdańska określa jako "czysto służbowe w siedzibie agencji".

Justyna Gdańska spędziła w areszcie pięć tygodni. "Dla mnie to była wieczność. Wiem, co zrobiłam i na czym polega moja wina. Tak, przekroczyłam uprawnienia. Zrozumiałam, że jedynie opisując prokuratorowi to, co robiłam, zmażę choć część winy" – mówi w wywiadzie. "Tylko tak mogę naprawić w jakimś stopniu to, co się stało za sprawą mojej akceptacji. Nie jest raczej tajemnicą, że prokuratura dysponuje zeznaniami nie tylko moimi, ale kilkudziesięciu innych osób. Pozycjonowanie mnie jako tej, której zeznania są kluczowe, jest zdecydowanie na wyrost. Interpretacje, zgromadzenie dowodów to już zadanie prokuratury" – dodaje.

Źródło: Radio ZET/Wirtualna Polska

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET