Kolejna katastrofa ekologiczna. Tony śniętych ryb i smród. Są wstępne wyniki badań
Ekologiczny dramat przeżywa Jezioro Kowalskie w powiecie poznańskim w Wielkopolsce. W ciągu ostatnich trzech dni wyłowiono tam ponad sześć ton śniętych ryb. Do wieczora w poniedziałek trwała akcja sprzątania brzegów. - Powodem jest najpewniej przyducha, a problem powtarza się od kilku lat - powiedział reporterowi Radia ZET Krzysztofowi Grządzielskiemu burmistrz Pobiedzisk Ireneusz Antkowiak.
Jezioro Kowalskie w gminie Pobiedziska to kolejne miejsce w Polsce, w którym wystąpiło masowe śnięcie ryb. O sprawie napisała m.in. fundacja Ratuj Ryby. “Dzięki szybkiej interwencji Beaty Witkowskiej, która powiadomiła szybko służby i sama wzięła się do pracy, udało się wyłowić około 300 śniętych ryb. Reszta została na dnie w linii brzegowej. Padły szczupaki, leszcze, płocie, węgorze, okonie, małe sumy europejskie” - przekazała w środę fundacja na Facebooku.
Były poseł Dariusz Lipiński również później alarmował, że dzieje się coś niepokojącego. "Ktoś ostro zatruł Jezioro Kowalskie (gm. Swarzędz i Pobiedziska). Podajcie dalej, może to pomoże policji dorwać łobuza. Widok sprzed pół godziny" - czytamy w jego wpisie z 29 czerwca.
Jezioro Kowalskie. Przyducha doprowadziła do śnięcia ryb?
Reporter Radia ZET Krzysztof Grządzielski we wtorek relacjonował na miejscu, że brzegi jeziora już nie przypominają o dramatycznej sytuacji, gdy wyławiano tysiące martwych ryb, choć nad wodą wciąż unosi się nieprzyjemny siarkowodorowy zapach. Pojawiła się też szarobiała piana, więc wysnuto przypuszczenie, że doszło do zatrucia.
ZOBACZ TAKŻE: Apel o zbadanie mięsa w Polsce. "Zagrożenie dla życia ludzkiego"
- Ale jak dowiedziałem się dziś rano Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska otrzymał wstępne wyniki badań pobranych próbek wody. Śnięcie ryb miały spowodować wysoka temperatura wody i niski poziom tlenu - przekazał we wtorek Grządzielski.
Mamy więc do czynienia z przyduchą. Inspektorzy nie odkryli żadnego dopływu brudnych ścieków czy innych szkodliwych substancji, choć na stan wody najpewniej wpływ miały starsze zanieczyszczenia, które po ostatniej ulewie podniosły się z dna jeziora i stąd ten nieprzyjemny zapach dookoła. Pełne wyniki badań będą znane za około 14 dni.
Dwa dni przed ekologiczną katastrofą na jeziorze sanepid dopuścił akwen do kąpieli. - Nie wykryto wówczas żadnych bakteriologicznych nieprawidłowości - podkreślił w rozmowie z Radiem ZET burmistrz Pobiedzisk Ireneusz Antkowiak. Jak dodał, problem przyduchy, który najpewniej spowodował śmierć ponad sześciu ton ryb powtarza się od kilku lat, ale Wody Polskie nie podejmują w tym zakresie żadnych działań.
- My jako gmina nie możemy na to wydać na to złotówki […] Być może czasem jest za dużo polityki, a za mało realnych działań, które z roku na rok będą poprawiały sytuację […] Może to jest recepta na to, żeby najtaniej jak tylko można napowietrzać wodę. Tam jest po prostu potrzebne powietrze, żeby życie mogło funkcjonować - podsumował burmistrz.
Katastrofa na Odrze
Niepokojące doniesienia płyną też znad Odry, która znów jest miejscem katastrofy ekologicznej. Minister klimatu Anna Moskwa powiedziała w czerwcu, że "w tym roku trzy razy mieliśmy do czynienia ze śnięciem ryb". - Zdecydowałam, że trzeba przejść na tryb zarządzania kryzysowego - mówiła na antenie radiowej Jedynki.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET