Puste seminaria. „W Kościele zostają twardzi nacjonaliści wierzący, że Matka Boska była Polką”

6 min. czytania
15.06.2023 09:06
Obserwuj nas na Google

- W ostatnich latach do seminarium przychodzili klerycy mniej otwarci na współczesność. Skutkowało oddziaływanie takich ośrodków jak Radio Maryja. Nasi alumni byli też np. stałymi czytelnikami „Frondy”. Zachęcałem ich do czytania innych tytułów, bo widziałem rodzaj fundamentalizmu w myśleniu – mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr hab. ks. Alfred Wierzbicki.

Ks. Alfred Wierzbicki
fot. Jan Graczynski/East News

Sprzątanie, obsługiwanie uroczystości u biskupa, odśnieżanie. To obowiązki, które wykonują klerycy w seminariach. I listę tę mocno krytykują.

Dr hab. ks. Alfred Wierzbicki*: - Seminaria są wzorowane na wspólnotach zakonnych, w których obowiązuje podział prac. Pełnienie roli kelnerów jest mniej akceptowalne. Biskup nie powinien rościć sobie do tego prawa, ale na rzecz wspólnoty seminaryjnej trzeba wykonywać prace. Czasem odbywa się to z udziałem samych wychowawców i przełożonych. Droga do przygotowania do kapłaństwa obejmuje różne wymiary: intelektualny, duszpasterski, duchowy, ale też ludzki, czyli zdolność dawania z siebie, zdolność do życia we wspólnocie. Tu chyba nie do końca zostało im to wyraźnie przedstawione.

Ujawniają się tu też pewne wady wychowania, tzn. być może nie wymagano od takiego młodego człowieka uczestniczenia w życiu domowym. Oczywiście, nie we wszystkich rodzinach tak jest, ale upowszechnia się taki wzór. Druga sprawa to atomizacja ludzi. Rodzice spędzają mnóstwo czasu w pracy, dzieci - w szkole i na innych zajęciach. Nawyk, kultura życia wspólnotowego zanika.

W zamian sięga się po telefon, laptopa. W seminarium są one zabierane.

- Szkoła, uniwersytet przeżywa ten sam problem, czyli jak uczyć korzystać z nowych technologii, urządzeń, ale ich nie zabierać. Ideą seminariów było doświadczenie pustyni. Jak je realizować w warunkach współczesnego świata, gdy jesteśmy tak zanurzeni w mediach? To jest nowe wyzwanie. Nie mam na nie odpowiedzi, ale zdaję sobie sprawę z dylematów, jakie powstają. Seminarium zakłada formację duszpasterską, która nie może odbywać się pod kloszem. Ale na wstępnym etapie rodzaj izolacji jest wskazany, bo człowiek ulega rozproszeniu pod wpływem nadmiaru bodźców. Może przez rok, pół roku ograniczenie telefonów, laptopów to dobre ćwiczenie.

Redakcja poleca

To czego klerykom najbardziej brakowało w seminarium to właśnie wspólnota.

- Jedną z wad pewnego typu kandydatów do kapłaństwa jest przerost idealizmu w myśleniu o wspólnocie. Sprawdzianem wspólnoty jest to, czy umiem zainteresować się chorym, czy odśnieżę seminarium, gdy śnieg zasypał teren, czy dbam o ogród, z którego wszyscy korzystają. Zaczyna się od tych najdrobniejszych rzeczy, to stara zasada. Edyta Stein, która wstąpiła do zakonu, od czego zaczynała? Nie od rozmyślań, tylko od mycia podłogi. Myślę, że to jest zdrowa duchowość: wprowadzenie do wspólnoty przez zrozumienie prozy życia. Chodzi o to, żeby nie być wyalienowanym, co zresztą często zarzuca się duchownym.

Seminarium przygotowuje do życia?

- Powinno.

A czy przygotowuje?

- Nie mam na to jednej odpowiedzi. Natomiast obserwuję, że do seminarium często przychodzą ludzie, którzy mają fałszywe wyobrażenia o kapłaństwie, albo ci, którzy szukają ucieczki. Niektórzy sami odchodzą i dobrze, a niektórym radzi się, czy wręcz poleca, odejście. Zostaje jakaś część, zwykle połowa, która wie, czego chce. Seminarium to czas rozpoznawania powołania. To nie znaczy, że każdy, kto przychodzi do seminarium, ma powołanie. W naszym seminarium zawsze sprzyjaliśmy temu, gdy ktoś prosił o urlop, o czas na przemyślenie, żeby nie było pochopności w działaniu. Zazwyczaj po urlopie nie wracali.

A co z nauką do posłuszeństwa?

- Pracowałem w szpitalu, na uczelniach, w telewizji, więc znam życie korporacyjne i wydaje mi się, że posłuszeństwo w seminarium to idylla w stosunku do tego, czego się wymaga w korporacjach. Nigdy w Kościele nie doświadczałem tego typu zinstytucjonalizowania co w instytucjach świeckich. Posłuszeństwo to przede wszystkim lojalność i zdolność do podejmowania zadań zespołowych. Proszę sobie wyobrazić orkiestrę, w której skrzypek grałby po swojemu, a oboista po swojemu. Po to jest dyrygent. Posłuszeństwo kościelne wyolbrzymia się i przejaskrawia. W parafii proboszcz czy wikariusz mają dużą podmiotowość. Chociaż oczywiście zdarzają się sytuacje patologiczne. Nie trzeba filmu „Kler”, żeby zdawać sobie z tego sprawę.

Księża jedno mówią, drugie robią. Gdy klerycy zwracali uwagę na takie sytuacje patologiczne, byli najczęściej ignorowani.

- To poważny problem. Ci młodzi ludzie słusznie zwracają na to uwagę i nie akceptują takiej hipokryzji.

Redakcja poleca

Przez niemal 30 lat wykładał ksiądz w seminarium, w tym przez 10 lat jako prorektor. Zauważył ksiądz zmianę pokoleniową?

- Tak, w moich ostatnich latach pracy przychodzili klerycy mniej otwarci na współczesność. Ewidentnie skutkowało oddziaływanie na nich takich ośrodków jak Radio Maryja. Nasi alumni byli też np. stałymi czytelnikami „Frondy”. Zachęcałem ich do czytania innych tytułów, bo widziałem rodzaj fundamentalizmu w myśleniu. Od strony psychicznej byli słabsi, szybko się zrażali. Często przychodzili z rozbitych rodzin, w których brakowało ojca.

W samym seminarium przez te lata coś się zmieniało?

- Oczywiście. Nie tak dawno np. wprowadzono rok propedeutyczny, tzw. zerowy, żeby lepiej rozeznać powołanie. Same relacje się też zmieniły. Są bardziej bezpośrednie. Kiedyś w seminarium było 200, 300 osób, a dziś w niektórych jest 20. Przy takiej liczbie kleryków jest możliwość tworzenia bezpośrednich relacji. I to jest plusem.

To skoro jest całkiem dobrze, to czemu z powołaniami jest tak źle? Seminaria są łączone, zamykane, bo nie ma chętnych. W tym roku w niektórych nie było też święceń kapłańskich, albo przyjął je tylko jeden kandydat.

- Kryzys powołań jest odzwierciedleniem sekularyzacji, upadku autorytetu księdza i kryzysu Kościoła, który jest ewidentny. Coraz mniej młodych ludzi chodzi na religię, uczestniczy w praktykach kościelnych, więc nic dziwnego, że zdarzają się diecezje, zakony, gdzie są puste roczniki. I moim zdaniem długo tak jeszcze będzie. Co więcej już nigdy nie powrócimy do sytuacji, gdy seminarzystów i księży było wręcz za dużo i trudno im było znaleźć miejsce.

Do kiedy tak będzie?

- Aż się wytworzy nowy model Kościoła.

Czyli?

- Będziemy musieli wypracować model Kościoła synodalnego, w którym w niektórych ośrodkach kapłan będzie tylko sezonowo. To żaden dramat. Trzeba uważnie przeczytać adhortację papieża o Amazonii, gdzie czasem duchowny dociera raz na kilka lat. Ksiądz do tej pory był kreowany na lidera, osobę od wszystkiego. Teraz jego rola musi się zmienić, bo księży będzie mniej. Kościół będzie musiał funkcjonować dzięki współpracy i coraz większej aktywności osób świeckich. Obecna sytuacja kryzysowa może być więc ozdrowieńczą, bo problem najgłębiej tkwi w klerykalizacji Kościoła. Kościół to nie księża.

Czyli jest szansa?

- Jest, tylko takie procesy nie dzieją się z dnia na dzień, bo są przede wszystkim procesami mentalnymi. Musimy przejść przez doświadczenia Kościoła, w którym brakuje księży. Zachodnie wspólnoty radziły sobie w taki sposób, że sprowadzały duchownych z Afryki czy Indii. Być może w Polsce będzie taki przejściowy okres, że msze będą odprawiać czarnoskórzy księża. Ciekawe jak przyjmą to polscy wierni. Zwłaszcza, że mamy duży procent odpływu z Kościoła ludzi tych bardziej otwartych. Zostają twardzi nacjonaliści, którzy wierzą, że Matka Boska była Polką, a nie Żydówką.

Jaki element w nauce przyszłych księży powinien ulec modyfikacji?

- Wspólnota. Dobrzy przełożeni w seminarium powinni więcej posłuchać kleryków. Spytać, czego oni oczekują. Zastanowić się, jakiego chcemy seminarium. Nie narzucać z góry regulaminu, który działał przez stulecia, bo większość z nich – oczywiście po modyfikacjach – pochodzi z XVII wieku. W jednym seminarium życie nie musi wyglądać tak jak w innym. Zmiana musi iść od dołu, nie od góry. To trudne wyzwanie.

*Dr hab. ks. Alfred Wierzbicki - etyk, filozof, profesor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Przez lata wykładał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie kierował m.in. Katedrą Etyki. Władze uczelni wszczęły przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne, po tym jak skrytykował księdza prof. Tadeusza Guza, który twierdził, że podczas mszy nie można się zakazić koronawirusem. Później krytycznie odniósł się też do stanowiska Konferencji Episkopatu Polski w sprawie mniejszości seksualnych, mówiąc, że „dokument biskupów wygląda, jakby był pisany na księżycu, a nie w Polsce, gdzie prześladowani są na tym tle ludzie". Poręczył też za Margot, niesłusznie aresztowaną aktywistkę LGBT. Po trwającym ponad rok postępowaniu etyk został uniewinniony. Odszedł z KUL-u na początku października 2022 r.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET