Klienci zachwyceni, polskie sklepy przerażone. Wojna o masło trafiła do UOKiK
Awantura o ceny masła przenosi się na szczebel państwowy. Sieć Społem traci cierpliwość i donosi do UOKiK na gigantyczne promocje w dyskontach, gdzie kostkę można było kupić za bezcen. - Zostajemy z ręką w nocniku - grzmi prezes Ryszard Jaśkowski, wieszcząc rychły koniec polskiego handlu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Społem zgłosiło się do UOKiK w sprawie cen masła.
- Jakie są główne obawy Społem dotyczące promocji masła w dyskontach.
- Co UOKiK może zrobić w przypadku promocji cenowych w dyskontach.
- Dlaczego Jaśkowski uważa, że promocje mogą zaszkodzić polskiemu handlowi.
Awantura o masło. Społem zgłasza się do UOKiK
Jeszcze przed tegoroczną Wielkanocą media w całym kraju informowały o niewiarygodnych wręcz promocjach na masło w popularnych dyskontach. Ceny wahające się w okolicach złotówki czy dwóch za kostkę stały się prawdziwym magnesem na zadowolonych klientów - zwłaszcza, że jeszcze nie tak dawno temu, za kostkę masła trzeba było zapłacić nawet 10 zł.
Jednak to, co cieszyło klientów dyskontów, stało się prawdziwą zmorą dla ich konkurencji. Sprawa jest na tyle poważna, że sieć Społem zdecydowała się złożyć zawiadomienie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Przecież wszyscy wiemy, że dzisiaj spółdzielnie, ogólnie mleczarnie, sprzedają masło do wszystkich odbiorców w cenie 3-4 zł. Więc skąd nagle pojawia się ono w dyskontach za cenę poniżej złotówki - mówi Radiu ZET Ryszard Jaśkowski, prezes zarządu Krajowego Związku Społem.
Nieuczciwa konkurencja ze strony dyskontów?
W jego ocenie takie promocje to „czyn nieuczciwej konkurencji". - My nie jesteśmy siecią, która kupuje wszystko wspólnie. Dzisiaj każda spółdzielnia funkcjonuje samodzielnie, co pewnie jest naszą słabością, no ale nie jesteśmy w stanie nawet zbliżyć się do takich cen zakupu, jakie oferują dyskonty - twierdzi Ryszard Jaśkowski.
- Taka promocja nie może przejść bez echa, więc klienci walą drzwiami i oknami do dyskontów, a my zostajemy z przysłowiową ręką w nocniku. Wielu klientów omija nasze sklepy, bo po prostu idzie po to słynne masło w tej cenie. Wszyscy wiemy, że to przyciąga ludzi - dodaje.
UOKiK odpowiada: Możemy ingerować tylko w określonych przypadkach
O sprawę Radio ZET zapytało również UOKiK. W odpowiedzi czytamy, że „urząd nie jest urzędem do spraw kontroli i regulacji cen, a sprzedawcy mają swobodę ustalania cen na podstawie własnego rachunku zysków i strat".
„Prezes UOKiK może ingerować pośrednio w stosowane przez przedsiębiorców ceny jedynie w ściśle określonych przypadkach. Po pierwsze, kiedy są wynikiem zmowy pomiędzy przedsiębiorcami. Po drugie, jeśli stanowią praktykę nadużycia pozycji dominującej przez przedsiębiorcę posiadającego co najmniej 40% udział w danym rynku" - czytamy w odpowiedzi przesłanej przez urząd.
„Nie odnotowaliśmy skarg"
Departament komunikacji UOKiK zwraca też uwagę, że na terenie Polski funkcjonuje co najmniej kilkanaście sieci handlowych o zasięgu krajowym oraz szereg sieci lokalnych i regionalnych. „Na rynku tym występuje dynamiczna konkurencja pomiędzy poszczególnymi przedsiębiorcami, o czym świadczą m.in. częste, różnorodne, zmieniające się promocje cenowe czy oferty specjalne. Beneficjentami konkurencji pomiędzy przedsiębiorcami są konsumenci" - ocenia urząd.
„Nie odnotowaliśmy skarg na sprzedaż masła poniżej kosztów wytworzenia. Bardzo niska cena jakiegoś produktu to zazwyczaj krótkotrwała promocja ukierunkowana, by przyciągnąć klientów. Zwracamy uwagę, że w tym samym czasie inne produkty w danym sklepie mogą mieć już cenę wyższą niż u konkurencji. Dlatego niezmiennie apelujemy do konsumentów o rozwagę i podejmowanie świadomych wyborów zakupowych" - dodaje UOKiK.
Zagrożenie dla polskiego handlu
Zdaniem Ryszarda Jaśkowskiego argument dotyczący „krótkotrwałej promocji" jest w tym przypadku nietrafiony. - Ta promocja zaczęła się przed świętami, a jesteśmy w połowie maja, więc to nie jest promocja krótkotrwała - stwierdza prezes zarządu Krajowego Związku Społem.
W jego ocenie tego typu akcje mogą doprowadzić do tego, że polski handel „może przestać istnieć". - Nas, polskich handlowców, zostało może około 20 proc. Jeszcze kilkanaście tego typu promocji przez kilka najbliższych lat i ten polski handel może naprawdę przestać istnieć - mówi.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET