`

Klucz do wyjaśnienia śmierci Kosteckiego? „To byłaby szansa dla tego śledztwa”

4 min. czytania
13.06.2026 08:02
Obserwuj nas na Google

- Widać w sprawie afery podkarpackiej jakieś „odciski palców” kogoś ze szczebla politycznego, a nie tylko z kierownictwa policji. Zastanawiam się, na ile tej sprawie pomogła lub zaszkodziła wersja, że są tam filmy kompromitujące różnych polityków – mówił w podcaście „Podejrzani politycy” w Radiu ZET Piotr Niemczyk, współtwórca UOP i ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa.

Piotr Niemczyk przekonuje, że w sprawie afery podkarpackiej widać „odciski palców” kogoś ze szczebla politycznego, a nie tylko z kierownictwa policji.
fot. TOMASZ RADZIK/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak policja wykorzystywała agencje towarzyskie do działań operacyjnych.
  • Co mówi ekspert o błędach w śledztwie ws. śmierci Dawida Kosteckiego.
  • Które tajemnice dotyczące nagrań z agencji towarzyskich wciąż pozostają niewyjaśnione.
  • Dlaczego istnieje podejrzenie o wpływ wschodnich służb na aferę podkarpacką.

Najnowsze publikacje Onetu i Gońca rzucają nowe światło na tzw. aferę podkarpacką. Z ujawnionych materiałów wynika, że policja miała wykorzystywać agencje towarzyskie kontrolowane przez braci Rysicz do działań operacyjnych. Lokale te służyły funkcjonariuszom pracującym pod przykrywką do budowania wiarygodności w środowisku przestępczym, a sami właściciele sieci agencji – choć formalnie związani z działalnością kryminalną – przez lata mieli współpracować z Centralnym Biurem Śledczym Policji. Rodzi to pytania o granice współpracy służb z informatorami i o to, czy w praktyce nie dochodziło do tolerowania części przestępczej działalności w zamian za cenne informacje operacyjne.

Według jednego z rozmówców dziennikarzy skuteczność działań podkarpackiego CBŚP w dużej mierze opierała się właśnie na wiedzy pozyskiwanej od braci Rysicz. W tle sprawy pozostaje również postać zmarłego boksera Dawida Kosteckiego, który twierdził, że w prowadzonych przez nich agencjach nagrywano polityków i urzędników państwowych w kompromitujących sytuacjach. Prokuratura podkreśla jednak, że nie zabezpieczono materiałów potwierdzających istnienie takich nagrań. W efekcie wokół całej afery wciąż pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi.

Redakcja poleca

Jak zginął Dawid Kostecki? „To klucz do rozwiązania tej sprawy”

Piotr Niemczyk, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa, a w latach 1993–1994 zastępca dyrektora Zarządu Wywiadu UOP, tłumaczy, że błędy popełnione przez śledczych bezpośrednio po śmierci Dawida Kosteckiego były tak poważne, iż dziś nie sposób odtworzyć wszystkich okoliczności sprawy. - W przypadku takich śmierci w celi pierwszymi podejrzanymi są inni osadzeni, a nie przeszukano ich. Służba Więzienna, policja i prokuratura w ogóle nie wzięły tego pod uwagę – mówi w podcaście „Podejrzani politycy” w Radiu ZET.

- Sam kiedyś siedziałem w więzieniu (w latach 80. jako działacz opozycji – red.) i pamiętam różne opowieści, jak się tam załatwia porachunki. I jedną z takich metod było założenie komuś pętli na szyi, a inni osadzeni siadali na tej osobie. I właśnie ten model działania, o którym opowiadali mi kiedyś poważni przestępcy, wygląda na prawdopodobny. A nikt tam nie sprawdził pętli, którą Dawid Kostecki miał na szyi, ani charakteru obrażeń na ciele. Nie przesłuchano poważnie współwięźniów, a to wydaje się klucz do rozwiązania tej sprawy – podkreśla Niemczyk.

Ekspert zaznacza jednak, że mimo upływu lat nadal istnieje szansa na wyjaśnienie tajemniczej śmierci Dawida Kosteckiego. - Jeżeli znajdzie się argumenty, którymi otworzy się pamięć tych współwięźniów, to mogłoby się okazać, że różne rzeczy mogą sobie przypomnieć. To byłaby szansa dla tego śledztwa. Ale jeżeli oni milczą dlatego, żeby coś ukryć, to oznacza, że zostali na tyle dobrze przekupieni lub zastraszeni i nie jest pewne, czy uda się ten proces odwrócić – ocenia.

Nagrania z agencji towarzyskich nie istnieją?

Piotr Niemczyk przekonuje, że w sprawie afery podkarpackiej widać „odciski palców” kogoś ze szczebla politycznego, a nie tylko z kierownictwa policji. Chodzi o wątek dotyczący rzekomych nagrań z agencji towarzyskich. - Zastanawiam się, na ile tej sprawie pomogła lub zaszkodziła wersja, że są tam filmy kompromitujące różnych polityków. Moja wiedza potwierdza, że takie rzeczy się robi. Agencje towarzyskie jeszcze w czasie II wojny światowej, a pewnie i wcześniej były wykorzystywane do zbierania materiałów kompromitujących, po to, aby mieć kogoś pod szantażem – wylicza.

Oglądaj

Czy w tym przypadku również tak było? - Okazuje się, że człowiek, który ujawnił ten wątek był mało wiarygodny. Jeżeli te filmy rzeczywiście były robione, to to co się z nimi działo, jest jedną z najważniejszych tajemnic w tej sprawie. Jeżeli zorganizowana grupa przestępcza prowadziła takie materiały po to, żeby przekazywać je jakiejś służbie, a przypominam, że mówiło się o ostrzeżeniach ze strony ukraińskiej, że panowie Rysicz mogą mieć powiązania z rosyjskimi służbami, to może wszystko są bajki. Ale niestety są to bajki, które mogą być prawdopodobne – zauważył gość podcastu.

Rosyjski wątek w aferze podkarpackiej

W ocenie Piotra Niemczyka opowieści o nagraniach mogły bardziej zaszkodzić wyjaśnieniu sprawy, niż pomóc, także dlatego, że politycy, którzy mogliby się na nich znajdować, zapewne zrobiliby wszystko, aby „ukręcić łeb” całej sprawie. - Tak naprawdę chyba nikt nie ma interesu, żeby to dobrze wyjaśnić – komentuje ekspert.

Czy polscy politycy, którzy według krążących plotek zostali nagrani w agencjach towarzyskich, mogą być dziś szantażowani przez wschodnie służby, w tym rosyjskie? - Jeżeli mniej więcej wiadomo, kto tam bywał, to można pewnymi metodami kontrwywiadowczymi zobaczyć, czy ta osoba nie kontynuuje jakichś dziwnych, podejrzanych kontaktów. Tak czy owak to jest fatalna informacja – dodaje Piotr Niemczyk.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET