`

Internauci drwią po kolejnym incydencie na bulwarze w Toruniu. "Oni biją jakiś rekord?"

3 min. czytania
28.05.2024 12:44
Obserwuj nas na Google

Bulwar Filadelfijski w Toruniu po przebudowie nie ma szczęścia do kierowców. Nie minął miesiąc od otwarcia, a już pojawiły się kolejne zniszczenia. Tym razem kierowca dostawczaka wjechał na dach jednego z pawilonów, którego drewniane deski się załamały, a sam samochód utknął. To już druga taka sytuacja w tym miejscu. "Mistrzostwa Torunia w rozjeżdżaniu podestu trwają" - komentują internauci.

Bulwar Filadelfijski w Toruniu
fot. Łukasz Buczkowski / Radio ZET / facebook.com/TorunskiSerwisTurystyczny

Bulwar w Toruniu znowu zniszczony. Niecały miesiąc po remoncie

Bulwar Filadelfijski w Toruniu po modernizacji został oddany do użytku na majówkę. Szybko pojawiły się tu tłumy, ale równie szybko zaczęły wychodzić mniejsze lub większe usterki. Już w połowie maja toruński magistrat zapowiedział, że będzie analizował możliwości wprowadzenia zmian. Chodzi m.in. o zaprojektowanie wjazdów na bulwar dla samochodów dostawczych czy, gdyby zaszła taka potrzeba, wozów strażackich. Przez cały proces realizacji inwestycji - od projektu po prace budowlane - nikt o tym nie pomyślał.

Okazuje się, że projektanci toruńskiego bulwaru nie przewidzieli także innych problemów, wynikających poniekąd z zachowań kierowców. Zaledwie tydzień po otwarciu Bulwaru Filadelfijskiego dach jednego z pawilonów, znajdujący się na wysokości jezdni, został uszkodzony przez autokar wycieczkowy. Kierowca najechał na jego drewnianą konstrukcję, a deski pod nim się załamały. I choć później zostały naprawione, to nikt nie pomyślał o ich odpowiednim zabezpieczeniu.

Redakcja poleca

Samochód utknął na dachu pawilonu. "Niech otworzą księgę pamiątkową"

We wtorek 28 maja przydarzyła się więc niemal identyczna sytuacja. Tym razem jednak drewniane deski załamały się nie pod autokarem, a pod dostawczym busem, dowożącym towar właśnie do pawilonu. Z kierowcą udało się porozmawiać lokalnemu portalowi "Nowości". Wyjaśnił on, że początkowo stał w innym miejscu, ale tam blokował przejście dzieciom. Zdecydował się więc przeparkować samochód. - Postanowiłem przestawić wóz, ale podczas cofania zapadłem się niestety na drewnianej konstrukcji, której nie zauważyłem - powiedział "Nowościom". Zdjęcie samochodu, który utknął w dachu pawilonu opublikował w mediach społecznościowych Toruński Serwis Turystyczny.

Torunianie ochoczo komentowali zdjęcie. Większość z nich w drwiącym tonie, sugerującym, że toruński bulwar powoli staje się memem. "Niech otworzą księgę pamiątkową z tłumaczeniami tych kierowców"; "To jest wszystko przemyślane przez inwestora. Nikt nie dojedzie do końca tarasu autem, dla bezpieczeństwa kierowcy"; "Mistrzostwa Torunia w rozjeżdżaniu podestu trwają"; "Oni biją jakiś rekord, kto wjedzie dalej? Do której deski dojadą?"; "Tam powinien stać znak »uwaga pułapka«" - możemy przeczytać w komentarzach.

Portal "Nowości" skontaktował się także z przedstawicielem firmy działającej w pawilonach. - Zwracałem już uwagę miastu, że takie rzeczy będą się powtarzać. [...] Moim zdaniem wystarczyłoby postawić na szybko jakieś dwie - trzy donice albo stojaki na rowery i do takich zdarzeń by nie dochodziło. W przeciwnym razie zawsze znajdą się tacy kierowcy, zwłaszcza spoza Torunia, którzy nie zauważą niebezpieczeństwa i wjadą samochodami na drewnianą konstrukcję - powiedział Krzysztof Piotrowski, współwłaściciel firmy Zeiko w rozmowie z "Nowościami". Portal ustalił także, że miasto zamówiło już wcześniej donice, które miały fizycznie zablokować wjazd na pawilony, ale nie zdążyły one jeszcze zostać dostarczone. Kiedy udało się już uwolnić samochód, dziurę w pawilonie dla bezpieczeństwa zastawiono krzesłem.

Źródło: Radio ZET / "Nowości" / Toruński Serwis Turystyczny

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET