Kononowicz nie żyje, kanał zarabia. Śledztwo trwa, a w tle groźby i usuwane filmy
Śledztwo w sprawie tragedii Krzysztofa Kononowicza zostało przedłużone do 17 września. Prokuratura w Białymstoku potwierdza, że zgromadzono obszerny, liczący ponad tysiąc stron materiał dowodowy, ale nie przesłuchano jeszcze wszystkich świadków. Jak ustaliliśmy, wokół sprawy pojawiają się groźby, zastraszenia, a z sieci znikają nagrania, które mogą mieć zasadnicze znaczenie w śledztwie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co zarzuca się "opiekunom" Krzysztofa Kononowicza.
- Co ujawniono w materiałach zebranych w śledztwie ws. Kononowicza.
- Dlaczego publikacja filmów z Kononowiczem wzbudzała tak wielkie kontrowersje.
- Które osoby wpływały na wizerunek Krzysztofa Kononowicza w internecie.
Śledztwo ws. Kononowicza. Nowe informacje
17 kwietnia Prokuratura Białystok-Południe wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się psychicznego nad nieporadnym ze względu na stan psychiczny Krzysztofem Kononowiczem. Chodzi o poniżanie, dokuczanie, wszczynanie awantur, kierowanie wobec pokrzywdzonego słów powszechnie uznawanych za obelżywe, ośmieszanie i krytykowanie. Sprawa obejmuje okres od 22 grudnia 2022 do 6 marca 2025 roku, czyli dnia, w którym Kononowicz zmarł w białostockim hospicjum.
"W chwili obecnej w sprawie nie przedstawiono jakiejkolwiek osobie zarzutów" – informuje prokuratura. Wiemy już, że śledztwo zostało przedłużone do 17 września. "W toku postępowania zgromadzono obszerny, liczący ponad tysiąc stron materiał dowodowy. Przesłuchano między innymi kilkunastu świadków. Uzyskano zapisy materiałów umieszczanych na YouTube, związanych z Krzysztofem Kononowiczem. Do dnia dzisiejszego, nie przesłuchano wszystkich świadków, niezbędnych do ustalenia stanu faktycznego w niniejszej sprawie" – czytamy w odpowiedzi na pytania RadioZET.pl.
Sławomir Nowak: zarzutów nie będzie
Sławomir Nowak, czyli twórca kanału "Mleczny człowiek", a przez ostatnie lata jedna z osób mających decydujący wpływ na codzienność Krzysztofa Kononowicza, już teraz przekonuje w rozmowie z naszym portalem, że żadnych zarzutów prokuratorskich nie będzie. To właśnie Nowak jest w ostatnich latach obiektem najostrzejszej krytyki ze strony osób, które próbowały zakończyć patologiczny serial z Kononowiczem w roli głównej. Jemu i grupie jego współpracowników zarzuca się, że wykorzystywali dla zysków finansowych nieświadomego Kononowicza, przyczyniając się do brutalnego odczłowieczania go, poniżania, a także doprowadzając do zaniedbań, które skutkowały jego chorobą i śmiercią.
Na wrzucanych do sieci filmach mogliśmy zobaczyć Kononowicza pijącego mocz, oblewającego się nadesłanymi w paczce fekaliami, czy wyciągającego z wysłanego mu kartonu zdechłego szczura. Nagrywający go współtwórcy kanału podjudzali go, aby opowiadał o swoim pradziadku Józefie Piłsudskim, o przyjaźni z Lechem Kaczyńskim, wizytach w Pałacu Buckingham u królowej Elżbiety II, czy wspólnym błogosławieniu wiernych wraz z papieżem Janem Pawłem II w Rzymie. Kononowicz z pełnym przekonaniem mówił, że jest adwokatem, posłem, a w przeszłości pracował jako ochroniarz Ojca Świętego. Stałym elementem serialu było odczytywanie wulgarnych, nienawistnych listów nadsyłanych rzekomo przez widzów, w których nazywano go "knurem", "ostatnim ch**em Polski", "nibembenem", czy "ogrem", doprowadzając go do szału i płaczu. Zarzucano mu także, że współżył seksualnie z matką. Jego posesja wielokrotnie oblewana była fekaliami. O tych dramatycznych wydarzeniach szczegółowo pisaliśmy w reportażu: "Piekło Kononowicza trwało latami. Pewnej nocy wykopano mu za domem grób".
Sławomir Nowak odrzuca te zarzuty, przekonując, że są one zmanipulowane, wybiórcze, nie odzwierciedlają autentycznej sytuacji w domu Kononowicza, a jedna z osób formułujących je, czyli Łukasz Wójcik, kieruje się wyłącznie prywatnym konfliktem i chęcią zemsty. - Materiał Wójcika i Kawuli został przygotowany pod tezę. Nie jest rzetelny – stwierdza Nowak. Gdzie zatem leży prawda?
Nietypowa opieka i sprzeczne relacje
Paradoks tragedii Kononowicza polega na tym, że dowody potwierdzające stawiane "opiekunom" zarzuty zamieszczał w sieci sam Sławomir Nowak. O wszystkich incydentach związanych z kopaniem mu grobu, przesyłkach z fekaliami, moczem, wulgarnymi listami, niszczeniem jego posesji, i skandalicznymi warunkami, w jakich żył, mogliśmy dowiadywać się na bieżąco z kanału "Mleczny człowiek" na YouTube. Nowak nie zaprzecza, że takie wydarzenia miały miejsce, ale wyraźnie zaznacza, że stanowiły one mniejszość w obszernym zbiorze filmów z pozytywną treścią - wycieczkami do Kętrzyna i Warszawy, grillami z fajnymi widzami, remontami, dobrymi listami. Pytany o to, dlaczego zdecydował się zamieszczać patologiczne nagrania w sieci, tłumaczy, że miał na to pozwolenie Kononowicza. - Na publikacje materiałów z jego wizerunkiem mam stosowną pisemną zgodę wraz z dokumentacją kontrolną inspekcji pracy oraz UODO – przekonuje. - Był człowiekiem wolnym, sam o sobie decydował i nikt nie wpływał na jego decyzję - dodaje.
Z tym, że Kononowicza trudno było uznać za osobę w pełni racjonalną, świadomą swojego położenia i podejmowanych wokół niego działań. Zresztą sam Nowak w innym fragmencie korespondencji z nami, opowiadając o Kononowiczu, kreśli obraz człowieka niezrównoważonego, awanturniczego. - Nie ma pan pojęcia, ile było prób załatwiania opiekunek, pielęgniarek opłacanych z góry, żeby tylko chciały spróbować. Remontów, które Krzysztof sabotował, niszczył nowe sprzęty, które musieliśmy kupować od nowa, zbijał zlew, czy rozbijał płytki. Nie wie pan o tym, ile płaciliśmy za lekarza jedynego, który zgodził się przyjść, ile było prób wcześniej wzywania lekarzy, których Krzysztof nie wpuszczał, zamawiania cateringu dla cukrzyków, który potem gnił, bo Krzysztof zamawiał kilkadziesiąt kilo jedzenia z Zodiaka.
Wśród tych wszystkich paradoksów jest też pytanie o sens i granice niesionej pomocy. Jeśli Kononowicz był osobą tak trudną, sabotującą raz za razem okazywane mu serce, to skąd taka determinacja w próbie pomagania mu za wszelką cenę?
Groźby, zastraszanie i usuwanie filmów
Łukasz Wójcik, który przez lata próbował zakończyć proceder wykorzystywania Krzysztofa Kononowicza dla finansowych zysków z YouTube, ujawnia w rozmowie z RadioZET.pl, że wokół sprawy dzieją się teraz dziwne rzeczy. Osoby, które zaangażowały się w dostarczenie śledczym materiału dowodowego, mają od jakiegoś czasu otrzymywać groźby. Wójcik twierdzi, że zastraszani są także niektórzy świadkowie. Wymienia m.in. ratownika medycznego, który odpłatnie zajmował się Kononowiczem. - Straszono go, żeby uważał, co zezna, bo rzekomo mają na niego różne rzeczy, którymi mogą go zaskoczyć w ramach zemsty. Warto zaznaczyć, że Nowak straszył już go, gdy ujawnił kompromitujące ich fakty rok przed śmiercią Kononowicza – wylicza Łukasz Wójcik i przyznaje, że pod jego adresem także posypały się groźby.
- Rafał K. napisał publicznie, że jeśli dalej będę nagłaśniał sprawę, to skończę na cmentarzu obok Kononowicza, ale śmierć to za mało i będą się nade mną znęcać. Zadzwoniłem w tej sprawie do policjanta prowadzącego śledztwo, że publicznie są straszeni świadkowie, co może mieć wpływ na zeznania innych osób, które mogą się bać. Powiedział mi, żebym sobie zadzwonił na 112, co jest skandalem. Sprawa została zgłoszona do prokuratury – mówi nam białostocczanin.
Wspomniany Rafał K., znany w lokalnym środowisku jako "Zielony", to białostocki aktywista, który we współpracy ze Sławomirem Nowakiem także przez lata nagrywał Krzysztofa Kononowicza, jednak jego kanał nie cieszył się aż tak dużym zainteresowaniem widzów. K. wystąpił m.in. w programie "Sprawa dla Reportera" Elżbiety Jaworowicz. Kononowicz przedstawił go tam jako swojego "kierowcę". W reakcji na audycję „Podejrzani Politycy” w Radiu ZET poświęconą śmierci znanego białostocczanina, Rafał K. opublikował na YouTube serię kuriozalnych nagrań zatytułowanych "sprostowania ZET »Piekło Kononowicza « czubki, frajerzy, hejt, urojenia jak PO POgrzebie Majora?", w których gości programu nazwał "chorymi psychicznie mitomanami". To właśnie K. – jak przekonuje Łukasz Wójcik – miał regularnie pojawiać się w niezabezpieczonym domu Kononowicza przy ul. Szkolnej 17 i "ozonować" pomieszczenia. On sam twierdzi, że Krzysztofowi pomagał.
Rzekome groźby to jednak nie wszystko. Wójcik przekonuje, że dowody w sprawie, czyli materiały filmowe zamieszczane na YouTube, są sukcesywnie kasowane. Jego zdaniem chodzi o usunięcie z kanału od 2024 roku ponad 400 filmów (ubytek ponad 17 milionów wyświetleń). - Filmy publikowane na kanale, na których K. Kononowicz był nazywany k**wą czy śmieciem, na których pił mocz, były filmami, które przeszły cenzurę właścicieli kanału tak, by spełniać wytyczne YouTube. Prawdziwa skala upodlenia K. Kononowicza dostępna jest wyłącznie na surowych nagraniach, które obecnie mogą być swobodnie kasowane czy ukrywane przez właścicieli kanału – wyjaśnia w przesłanej nam korespondencji.
Sławomir Nowak potwierdza, że faktycznie część nagrań zniknęła z "Mlecznego kanału", ale z zupełnie innego powodu. - Były fałszywe zgłoszenia celem skasowania kanału za prawa autorskie, więc część filmów została prewencyjnie skasowana jakiś czas temu. Dodatkowo osoby występujące na filmach, które wcześniej wyraziły zgodę na publikowanie wizerunku, odstąpiły od tego. Raczej nie było filmów usuniętych aż 400 – tłumaczy.
"Krzysztof całkowicie odzyskał świadomość"
Ostatni film z udziałem Krzysztofa Kononowicza pojawił się na kanale "Mleczny człowiek" pod koniec grudnia 2024 roku. Wkrótce po tym Kononowicz trafił do szpitala z ciężkim zapaleniem płuc. Na początku lutego został skierowany do hospicjum. Z rozmaitych relacji wideo zamieszczanych w mediach społecznościowych wiemy, że od tygodni był w bardzo ciężkim stanie i praktycznie nie było z nim kontaktu.
Po 31 grudnia na "Mlecznym człowieku" pojawiło się jeszcze ok. 30 filmów, ale już bez udziału głównego bohatera. Narratorzy relacjonowali na nich m.in., jak aktualnie wygląda stan zdrowia Kononowicza i co mówią lekarze. Na nagraniu z 9 lutego zatytułowanym "Daje popalić" słyszymy np., że "Krzysztof całkowicie odzyskał świadomość, a może nawet więcej. Tak się zachowuje, tak dokazuje, wszyscy tam już tego doświadczyli". Na innym nagraniu, z 6 lutego, słyszymy: "Wszedłem do niego, przywitałem się, a on do mnie co? Spie***. Kilka razy powtórzył. Obrażony na wszystkich, wku****ny niemiłosierne. Zaczął pokazywać swoje różki. Rozmawiałem z panią pielęgniarką. Wczoraj ją uderzył". Obie relacje zamieścił Jarosław Z., współpracownik Sławomira Nowaka, który w ostatnich latach najczęściej odwiedzał Kononowicza i miał z nim bieżący kontakt.
Czy nadejdzie sprawiedliwość?
Patologiczny biznes internetowy, którego ofiarą był schorowany, nieświadomy swojego położenia Krzysztof Kononowicz, trwał latami, bo był na to popyt, a państwo udawało, że tego problemu nie widzi. - Chciałbym, żeby w końcu sprawa Krzysztofa Kononowicza została potraktowana, jak sprawa każdego innego obywatela, a nie człowieka innej kategorii. Śmiesznego pana w sweterku, którego życiem można się bawić i nad którym można się bezkarnie znęcać w internecie - mówił w "Podejrzanych politykach" Łukasz Wójcik.
Sławomir Nowak konsekwentnie odpiera zarzuty. Tymczasem prawie 5 miesięcy po śmierci Krzysztofa Kononowicza kanał "Mleczny człowiek", na którym przez lata pokazywano codzienne, często dramatyczne losy chorego mężczyzny, wciąż działa i generuje zyski finansowe, choć jak podkreśla twórca tego internetowego biznesu - są one "niewielkie".
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET