`

Prokuratura umorzyła sprawę pobicia wychowanka. Poseł Joński pyta, co dzieje się w poprawczaku

4 min. czytania
29.10.2021 11:56
Obserwuj nas na Google

Prokuratura umorzyła śledztwo przeciwko nauczycielowi, który we wrześniu 2020 roku zaatakował jednego z wychowanków poprawczaka. Śledczy zarzucali mu, że naruszając nietykalność cielesną chłopca przekroczył uprawnienia zawodowe. Trzy miesiące temu ujawniliśmy, co dzieje się w zakładzie poprawczym w Konstantynowie Łódzkim. Sytuacją w ośrodku zainteresował się również poseł Koalicji Obywatelskiej Dariusz Joński.

fot. Google Maps

57-letni Arkadiusz W. to pedagog z 20-letnim doświadczeniem. W poprawczaku pracuje od 14 lat. To on rok temu zaatakował swojego podopiecznego. - Coś we mnie pękło. Niewiele pamiętam z przebiegu tego zdarzenia. Tuż przed całym zajściem chłopak zbluzgał mnie, jak to było wiele razy w ciągu ostatniego roku mojej pracy. Splunął mi pod nogi. Nie powinno dojść do przemocy z mojej strony. Przeprosiłem go, jak tylko następnego dnia wszedłem do szkoły - mówił nam trzy miesiące temu, gdy zainteresowaliśmy się sytuacją w poprawczaku w Konstantynowie Łódzkim.

Na monitoringu, do którego dotarliśmy, zarejestrowano całe zajście z udziałem nauczyciela i wychowanka. Mężczyzna kilkukrotnie złapał chłopaka za szyję, szarpał nim i popchnął na ścianę. Nastolatek nie był agresywny. Z relacji świadków oraz nauczyciela wynikało, że wychowanek opuścił klasę bez pozwolenia. Nie słuchał poleceń interweniującego Arkadiusza W., a następnie zbluzgał go i opluł.

Nauczyciel został zawieszony przez dyrektora zakładu. Sprawą zajęła się komisja dyscyplinarna oraz prokuratura. 

Pedagodzy nie radzą sobie z podopiecznymi

Nauczyciele, z którymi rozmawialiśmy pozytywnie wypowiadali się o Arkadiuszu W., a sam mężczyzna otrzymał dobrą ocenę pracy od przełożonych. Nigdy wcześniej nie dopuścił się przemocy wobec wychowanków. Z naszych ustaleń wynikało, że powodem nagannego zachowania nauczyciela mógł być pogłębiający się kryzys w zakładzie poprawczym. Pedagodzy skarżyli się nam, że nie radzą sobie z niezdyscyplinowaną młodzieżą i nie otrzymują wsparcia ani narzędzi wychowawczych od dyrekcji zakładu. 

- Kiedyś został wypisany wniosek o ukaranie jednego z wychowanków za obrażanie nauczyciela. Chłopak w ogóle się tym faktem nie przejął i śmiał się nam prosto w twarz. Stwierdził, że pójdzie do dyrektora i załatwi sobie anulowanie tego wniosku. Na drugi dzień nie było już sprawy. Nikt z nauczycielami nie porozmawiał o tej sytuacji - skarżył się jeden z pedagogów. 

Dyrektor bezradny. “Uczniowie się rozbisurmanili”

Nauczyciele wielokrotnie sygnalizowali problem z wychowankami dyrektorowi poprawczaka Andrzejowi Juszczakowi. Na jednej z rad pedagogicznych, która odbyła się jeszcze przed pobiciem wychowanka przez nauczyciela, pedagodzy podnosili, że podopieczni wychodzą z klasy, kiedy tylko chcą. Chcieli, aby uczeń mógł opuszczać sale lekcyjną tylko w asyście strażnika. - Nie wiem, jak to się nam uda w szkole wprowadzić, bo oni (uczniowie - przyp. red.) się nam trochę rozbisurmanili z tym wychodzeniem - skwitował podczas rady dyrektor placówki.

Sam W. prosił o pomoc również Ministerstwo Sprawiedliwości. Rok przed feralnym zdarzeniem z wychowankiem wysłał pismo do Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieletnich, w którym opisał nieprawidłowości w funkcjonowaniu ośrodka. Ministerstwo przeprowadziło kontrolę, ale stwierdziło jedynie, że działania dyrekcji są zgodne z prawem. 

Po tym, jak w sierpniu opisaliśmy sytuację w poprawczaku poprosiliśmy Ministerstwo Sprawiedliwości o komentarz dotyczący naszych ustaleń. Mimo upływu niespełna trzech miesięcy nie doczekaliśmy się odpowiedzi.

Prokurator umarza śledztwo. To jednak nie koniec problemów nauczyciela

We wrześniu 2020 roku, kilka tygodni po tym, jak Arkadiusz W. zaatakował swojego podopiecznego, dyrektor poprawczaka Andrzej Juszczak złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez nauczyciela. 

Rok później prokuratura w Pabianicach umorzyła śledztwo przeciwko pedagogowi, któremu zarzucała, że naruszając nietykalność cielesną wychowanka przekroczył swoje uprawnienia.

Prokurator miał wątpliwości, co do stanu psychicznego nauczyciela. W. z powodu problemów w pracy leczy się psychiatrycznie. Biegli stwierdzili, że w momencie, gdy zaatakował wychowanka nie był zdolny panować nad swoim zachowaniem. Z obserwacji mężczyzny wynikało również, że źle reaguje na stres. Prokurator zdecydował umorzyć śledztwo, bo podejrzany nie popełnił przestępstwa. 

- Nie popełnia przestępstwa, kto, z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych, nie mógł w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem - czytamy w uzasadnieniu umorzenia śledztwa.

Biegli nie uznali, aby stan psychiczny nauczyciela wskazywał na wysokie prawdopodobieństwo dokonania przez niego podobnego czynu. Teoretycznie nauczyciel mógłby wrócić do pracy, ale czeka na niego jeszcze postępowanie przed komisją dyscyplinarną, które zostało wstrzymane ze względu na prokuratorskie śledztwo. Grozi mu zwolnienie z pracy i 3-letni zakaz wykonywania zawodu nauczyciela. 

Bardzo się cieszę z decyzji prokuratury. Nie ukrywam, że chciałbym wrócić do pracy, o ile to będzie możliwe. - Arkadiusz W.

Wychowanek, który został zaatakowany przez pedagoga został przeniesiony do jednego z zakładów o zaostrzonym rygorze. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że powodem było jego agresywne zachowanie wobec przełożonych.

Poseł Dariusz Joński składa interpelację w sprawie poprawczaka

Poseł, którego biuro mieści się w Pabianicach nieopodal Konstantynowa Łódzkiego złożył interpelację do ministra sprawiedliwości.  “Z dużym niepokojem przyjąłem informację dotyczącą sytuacji, która ma miejsce w Zakładzie Poprawczym w Konstantynowie Łódzkim” - pisze Dariusz Joński.

Polityk Koalicji Obywatelskiej w piśmie wskazuje, że otrzymał sygnały o chaosie panującym w poprawczaku. Powołał się też na nasze ustalenia dotyczące przedstawienia dyrektorowi propozycji zmian, których szef placówki ostatecznie nie wprowadził. Joński tłumaczy, że sprawą zainteresował go pracownik zakładu poprawczego.

- Powiedział mi, że o nieprawidłowościach informował Ministerstwo Sprawiedliwości, bo dyrektor zakładu nie reagował na wcześniejsze sygnały dotyczące dyskryminacji i zastraszania pracowników przez podopiecznych placówki - relacjonuje polityk z Łodzi.

Poseł pyta ministra sprawiedliwości, czy zostaną podjęte kroki w celu wyjaśnienia sytuacji panującej w ośrodku. Chce też wiedzieć, czy organ nadzorujący placówkę zamierza przeprowadzić w niej kontrolę.

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

RadioZET.pl

Redakcja poleca

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET