Kto i co chroni nasze niebo? Sprawdziliśmy, jak wygląda nasza obrona przeciwlotnicza i plany MON
Duńskie, niemieckie, francuskie i brytyjskie myśliwce oraz czeskie śmigłowce będą wspierały polskie lotnictwo w ochronie przed rosyjskimi dronami. Cały czas brakuje nam jednak systemu antydronowego, który potrafi precyzyjnie wykrywać i eliminować zagrożenie. MON przygotowuje się do inwestycji obronnych wartych kilkadziesiąt miliardów złotych.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Które kraje NATO wysłały wsparcie do Polski po nalocie rosyjskich dronów.
- Jakie programy obrony przeciwlotniczej rozwija polska armia.
- Dlaczego Polska nie ma systemu antydronowego i kiedy może go kupić.
W Polsce są już trzy czeskie śmigłowce Mi-171S, które są jednymi z najlepiej wyposażonych maszyn w NATO. Mogą latać w niezwykle trudnych warunkach, są przygotowane do potrzeb służb specjalnych, a w przeszłości służyły w Afganistanie. Dotarły do nas też dwa duńskie F-16 oraz trzy francuskie Rafale, które zostały poderwane podczas sobotniego alarmu na Lubelszczyźnie. Mamy wsparcie czterech niemieckich Eurofighterów Typhoon. Wkrótce kolejne takie maszyny należące do Królewskich Sił Powietrznych (RAF) na misję do Polski wyśle Wielka Brytania. A już wcześniej wspierali nas Holendrzy.
NATO w zdecydowany sposób odpowiada na ostatnie naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony. W piątek, 12 września sekretarz generalny organizacji Mark Rutte oznajmił, że Sojusz rozpoczyna misję Wschodnia Straż. Jej celem jest zabezpieczenie naszej granicy przed kolejnymi nalotami i prowokacjami ze strony Rosji.
Jednak w tej kwestii jest jeszcze sporo do zrobienia. RadioZET.pl sprawdziło jakie systemy i sprzęt chronią Polskę przed atakami oraz jakie zakupy w najbliższym czasie planuje nasza armia. Kwota robi wrażenie. Jednak na dostawy będziemy musieli poczekać.
Rosyjskie drony nad Polską. Będzie coraz więcej alarmów?
W ciągu ostatnich tygodni mieliśmy do czynienia z kilkukrotnym naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej. Głównie za sprawą rosyjskich dronów, które nadlatywały znad Białorusi. Zaczęło się od upadku i eksplozji drona w Osinach na Lubelszczyźnie w drugiej połowie sierpnia. Później były kolejne incydenty. Najpoważniejszy w nocy z 9 na 10 września. Wówczas mieliśmy nalot około 20 dronów (19 jest oficjalnie potwierdzonych), z których część została zestrzelona przez poderwane polskie i sojusznicze myśliwce.
Na szczęście nie było ofiar, choć w Wyrykach w powiecie włodawskim poważnie został uszkodzony jeden z domów. Pierwotnie mówiono, że spadł na niego jeden z zestrzelonych dronów. Jednak prokuratura nie potwierdziła tej informacji. We wtorek (14 września) "Rzeczpospolita" ujawniła, że w dom uderzyła rakieta powietrze-powietrze AIM-120 AMRAAM wystrzelona z polskiego F-16. Pocisk miał mieć dysfunkcję układu naprowadzania, dlatego nie eksplodował. Zniszczenia były jednak poważne, bo pocisk ma około trzech metrów długości i waży ok. 150 kg.
Dom w Wyrykach zniszczony podczas nalotu rosyjskich dronów
W sobotę, 13 września mieliśmy kolejny alarm przeciwlotniczy, który spowodował dron lecący znad Wołynia w kierunku Polski. Znów poderwano polskie i sojusznicze myśliwce, zamknięto przestrzeń powietrzną nad Lubelszczyzną i lotnisko w Lublinie, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alerty. W niektórych miastach zawyły syreny alarmowe. Tym razem jednak nic poważnego się nie stało.
Według ekspertów takie prowokacje ze strony Rosji będą się powtarzały. Dlaczego? Bo armia Putina zintensyfikowała użycie dronów w Ukrainie.- W poprzednich latach wysłali ich około 14 tysięcy, teraz mówimy o użyciu kilkudziesięciu tysięcy tylko w tym roku. W związku z tym, że dronów jest kilkukrotnie więcej, mamy też kilkukrotnie więcej incydentów - zauważał w rozmowie z RadioZET.pl Jarosław Wolski, politolog i ekspert. ds. obronności.
Drony i systemy antydronowe będą produkowane w Polsce?
Specjaliści zauważają jeszcze jedno. Polska nadal nie ma systemu wykrywania dronów, bo zwykłe radary skanują przestrzeń powietrzną na wyższym pułapie. Nie ma też dronów, które mogłyby neutralizować te wysyłane przez przeciwnika. Zakupy są planowane lub realizowane. Jednak do ich użycia jeszcze daleka droga.
- Jestem przekonany, że MON przedstawi konkretne plany dotyczące zwiększenia produkcji, stanu dronów w wyposażenia polskiej armii. Plus my potrzebujemy mieć zdolności wytwórcze w kraju. Zależy mi na tym, by drony czy systemy antydronowe były produkowane tutaj, w Polsce. Mamy świetne firmy w tym obszarze, będzie to napędzało wzrost gospodarczy w Polsce. Gdyby doszło kiedyś niestety do wojny, to chcemy mieć tę produkcję u nas - mówił we wtorek 16 września w Gościu Radia ZET Andrzej Domański, minister finansów. Zapewnił też, że jest gotów, by włączyć się w te prace.
Póki co Polska posługuje się myśliwcami, helikopterami i systemem samolotów AWACS, czyli powietrznym systemem wczesnego ostrzegania i kontroli. Kiedy to się zmieni? O to RadioZET.pl zapytało w Ministerstwie Obrony Narodowej.
"Budujemy całościowy, optymalny dla zmieniających się zagrożeń, system antydronowy. Przyspieszamy budowę Tarczy Wschód i przesuwamy 26 mld zł w ramach Krajowego Planu Odbudowy na wzmocnienie obronności i odporności. Zakupiliśmy aerostaty Barbara, które pozwalają wykryć nawet niewielkie obiekty poruszające się od powierzchni ziemi do wysokości kilku tysięcy metrów - w przyszłym roku będą do dyspozycji Sił Zbrojnych. Zwiększamy zdolności w zakresie wykrywania i identyfikacji, w tym możliwości naszych systemów radiolokacyjnych – 2 mld złotych na radary pasywne, na rozpoznanie dźwiękowe akustyczne i program związany z wykrywaniem bezzałogowych statków powietrznych i oddziaływaniem na bezzałogowe statki powietrzne." - czytamy w odpowiedzi przesłanej przez Wydział Medialny MON.
Konkretnych dat zamówień oraz dostaw nie podano. Jednak wiadomo, że szybko z nich nie skorzystamy. Według umowy MON z rządem USA opiewającej na blisko miliard dolarów netto, pierwszy z aerostatów ma dotrzeć do Polski pod koniec 2026. Gotowość operacyjną osiągnie w pierwszym kwartale 2027. Kolejne trzy aerostaty mamy otrzymać w trzecim kwartale 2027. Cały system osiągnie gotowość pod koniec 2027 roku.
System antydronowy potrzebny "na już" Które rozwiązanie wybierze armia?
Co z pozostałymi komponentami ochrony przeciwlotniczej? Do czasu zakupu systemów Polska będzie wspierała się urządzeniami i systemami, które ewentualnie udostępnią nam sojusznicy z NATO. Przez dłuższy czas należy się też spodziewać, że do zestrzeliwania dronów będziemy wykorzystywali myśliwce. I mimo że jest to drogie rozwiązanie, bo każdy pocisk kosztuje ok. 400 tys. euro, to na razie nie ma innego wyjścia. Natomiast trwa budowa innych elementów polskiej obrony przeciwlotniczej.
Składają się na nią trzy programy - Wisła, Narew i Pilica/Pilica+. Ona jednak skupiają się głównie na obronie przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Ten pierwszy obejmuje zakup systemów Patriot (obrona typu ziemia-powietrze do 100 km), które są dostarczane do Polski. Program Narew to zakup przeciwlotniczych zestawów rakietowych krótkiego zasięgu (do 25 km). Natomiast w ramach Pilicy i Pilicy+ wojsko kupuje i modernizuje systemy bardzo krótkiego zasięgu (do 6 km). Pierwsze zestawy już są w polskiej armii. W ciągu pięciu lat w Polsce mają się też pojawić 32 myśliwce F-35. A rok wcześniej śmigłowce wielozadaniowe AW-149.
Baterie Patriot
Natomiast na zakupy systemów antydronowych trzeba będzie jeszcze poczekać. W Polsce są firmy, które je produkują, ale sprzęt nie przeszedł jeszcze testów prowadzonych przez armię. Z kolei kilka dni temu niemiecki dziennik "Die Welt" napisał, że Polska chciałaby kupić system Skyranger, produkowany przez niemiecką firmę Rheinmetall. System jest mobilny, tworzą go wieża z szybkostrzelnym działkiem 35 mm, która jest umieszczona na pojeździe gąsienicowym. Główną zaletą Skyrangera jest to, że koszt zestrzelenia wrogiego drona jest nieporównywalnie niższy niż użycie pocisków przez myśliwce. System zamówiły już m.in. Niemicy, Austria, Dania, Węgry i Ukraina.
MON przyznaje, że inwestowanie w wyspecjalizowane systemy antydronowe jest istotne. Jednak nie podaje konkretów. Natomiast niedawno były szef MON Mariusz Błaszczak (PiS) krytykował resort za to, że wycofał polski system SKYctrl, który powstał w gdyńskiej firmę APS (Advanced Protection Systems). Obecnie armia testuje też kilka innych polskich oraz zagranicznych systemów. Nie zapadła natomiast decyzja o zakupie żadnego z nich. Ostatnie wydarzenia mogą ten proces przyspieszyć.
MON przygotowuje nowe metody reagowania na rosyjskie ataki
Na razie MON pracuje nad "wzmocnieniem koordynacji działań, wymiany informacji między służbami - Wojskiem Polskim, Strażą graniczną oraz Policji - pozwalających na wcześniejsze wykrywanie, identyfikowanie oraz przewidywanie zagrożeń, a w efekcie na skuteczniejszą reakcję systemów obrony na zagrożenia w powietrzu na naszej wschodniej granicy."
W tej sprawie w ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie szefów MON i MSWiA oraz ekspertów "poświęcone wypracowaniu i wdrożeniu nowych metod reagowania na agresywne działania Rosji, testującej nasze systemy obrony na wschodniej granicy Polski z Ukrainą." - czytamy w odpowiedzi ministerstwa.
MON nie podaje szczegółów tych rozmów ze względów bezpieczeństwa.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET