`

Rosyjskie drony w Polsce. Ekspert: "Obrona przeciwlotnicza nie będzie ich zwalczała nad każdą wsią"

5 min. czytania
10.09.2025 10:06
Obserwuj nas na Google

Kilka incydentów w ostatnich dniach i zmasowany atak w nocy z wtorku na środę. Do Polski w ostatnim czasie wlatuje coraz więcej rosyjskich dronów. Ekspert od obronności tłumaczy, dlaczego tak się dzieje, jak sytuacja może wyglądać w przyszłości i czy mieszkańcy na wschodzie kraju powinni się obawiać.

Wojsko w Osinach k. Łukowa, gdzie eksplodował rosyjski dron
fot. Anita Walczewska/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie działania podjęły polskie władze wobec naruszeń dronów.
  • Dlaczego incydenty z rosyjskimi dronami mogą się nasilać.
  • Co zrobić w przypadku znalezienia zestrzelonego drona.
  • Które obszary w Polsce są najbardziej narażone na ataki dronami.

- Mamy prawdopodobnie do czynienia z prowokacją na dużą skalę. Sytuacja jest poważna, trzeba przygotować się na różne scenariusze – mówił w środę rano, 10 września, premier Donald Tusk. Jednocześnie zapewniał, że "nie ma powodu do paniki" a "życie będzie się toczyło dalej".

To odpowiedź na zmasowane naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony w nocy z wtorku na środę. Do Polski wleciało kilkanaście dronów, część z nich została zestrzelona. Szczątki maszyn znaleziono m.in. w miejscowości Czosnówka niedaleko Białej Podlaskiej, pod Zamościem, a w miejscowości Wyryki koło Włodawy jeden z dronów uszkodził dach domu. Wszystkie te miejscowości leżą na Lubelszczyźnie.

Rosjanie intensyfikują ataki dronami. Kiedy je strącać?

Według Jarosława Wolskiego, politologa, eksperta w dziedzinie obronności, prowadzącego stronę Wolski o Wojnie, na to, że mamy coraz więcej incydentów nad polską przestrzenią powietrzną, nałożyły się dwa zjawiska. Po pierwsze Rosjanie zintensyfikowali użycie dronów w Ukrainie. - W poprzednich latach wysłali ich około 14 tysięcy, teraz mówimy o użyciu kilkudziesięciu tysięcy tylko w tym roku. W związku z tym, że dronów jest kilkukrotnie więcej, mamy też kilkukrotnie więcej incydentów. Po drugie, drony są po prostu częściej znajdywane na terytorium Polski. To nie tak, że w poprzednich latach ich nie było, tylko teraz po prostu mieszkańcy i służby częściej je znajdują. Granica jest lepiej pilnowana, uszczelniona oraz bardziej zwracamy uwagę na różne incydenty - mówi RadioZET.pl Jarosław Wolski.

I dodaje: - Dziś mamy w powietrzu więcej samolotów sojuszniczych, więcej AWACS-ów (powietrzny system wczesnego ostrzegania i kontroli - przyp. red.), lepsze pokrycie radarowe niż było w 2022 roku, bo są ustawione na dyżurach radary, które łatają luki w pokryciu radiolokacyjnym. Natomiast lata na tyle dużo bezzałogowców, że niestety raz na jakiś czas coś do nas będzie wlatywało.

Redakcja poleca

I tu rodzi się pytanie co robić. Strącać te drony czy nie? - Na pewno trzeba będzie zacząć je strącać momencie, w którym okaże się, że Rosjanie celowo je do nas kierują. I z takim przypadkiem mieliśmy do czynienia dziś w nocy (z 9 na 10 września – przyp. red.) - uważa Jarosław Wolski, ekspert ds. obronności.

Jak informowały polskie służby, część dronów została zestrzelona. Nad Lubelszczyzną w nocy latały polskie i sojusznicze samoloty, czasowo zawieszono działalność lotnisk, m.in. w Lublinie, Rzeszowie i Warszawie, a mieszkańcy otrzymali alerty z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Sytuacja wyglądała na poważną. I wiele wskazuje na to, że incydenty z udziałem rosyjskich dronów będą się powtarzały.

Ekspert: Podobnych sytuacji będzie więcej

Władysław Kosiniak-Kamysz, szef Ministerstwa Obrony Narodowej, zapewniał w środowy poranek, że "naruszono wielokrotnie polską przestrzeń powietrzną", ale że „panujemy nad sytuacją”. W przeciwieństwie do wcześniejszych incydentów reakcja polskich służb była zdecydowana. Poprzednio zdarzało się, że nasze radary nie wykrywały wlatujących nad Polskę dronów. Według ekspertów takie sytuacje mogą się zdarzać.

Nadzwyczajne posiedzenie rządu ws. ataku rosyjskich dronów, 10.09.202
Fot. Jacek Dominski/REPORTER
Nadzwyczajne posiedzenie rządu ws. ataku rosyjskich dronów, 10.09.202

- Każdy system jest dziurawy wobec środków napadu powietrznego, które wlatują na wysokości ok. 100-150 metrów. Nawet Izraelczycy mają z tym problem. Jest coś takiego jak horyzont radiolokacyjny. Jeżeli dron leci odpowiednio nisko, odpowiednio daleko od najbliższych radarów, to będzie niewykryty – wyjaśnia Jarosław Wolski. Jak dodaje, są różne sposoby na „dogęszczenie” systemów radarowych.

Jednym z nich będą wspomniane aerostaty, które kupujemy w ramach programu Barbara. - One mogą w zasadzie non-stop wisieć w powietrzu i zapewniać obrazowanie sytuacji na tej ziemi. Problem w tym, że pierwszy z nich będzie gotowy dopiero pod koniec przyszłego roku. Niestety, mamy 30 lat opóźnień, próbujemy je nadrobić na hurra. A tak po prostu się nie da – tłumaczy Wolski. Według niego z podobnymi sytuacjami będziemy mieli do czynienia także w najbliższym czasie. I choć tym razem część dronów została zestrzelona, to nie zawsze tak się wydarzy.

- Wojsko Polskie powinno reagować na incydenty, gdy celowo jakiś dron narusza polską przestrzeń powietrzną. Jeśli wykryty zostanie jakiś pocisk samosterujący, który leci na terytorium Polski albo szached z głowicą bojową w kierunku Warszawy, Lublina Przemyśla, tak on powinien być strącony. Natomiast w przypadku tego, co przelatuje nad terytorium Polski albo wlatuje w sytuacji, gdy nastąpiła awaria systemu nawigacji, należy po prostu pozwolić spaść takiemu dronowi. Musimy się przyzwyczaić, że takie sytuacje będą się zdarzały, bo za naszą wschodnią granicą cały czas trwa wojna. Trzeba o tym pamiętać - podsumowuje Jarosław Wolski.

Rosyjskie drony w Polsce. "Obrona przeciwlotnicza nie pokryje całego kraju"

Przykład z miejscowości Wyryki koło Włodawy, gdzie jeden z dronów miał uszkodzić dach domu, pokazuje jeszcze jedno. - Żaden system obrony nie jest w stanie zapewnić ochrony całego terytorium Polski. Trzeba wyraźnie i uczciwie powiedzieć, że mieszkańcy wsi na pograniczu polsko-ukraińskim nie będą nim chronieni. Tak jak mieszkańcy mniejszych miast. Obrona przeciwlotnicza, niezależnie jak byłaby duża, skupia się tylko i wyłącznie na ochronie celów wojskowych, ochronie infrastruktury krytycznej i ewentualnie głównych ośrodków miejskich. Dlatego należy uświadamiać obywateli Polski, że nie będą objęci jakimś parasolem obrony przeciwlotniczej, albo że będzie ona zwalczała drony nad każdą wsią i miasteczkiem w Polsce. Jeśli ktoś tak mówi, to uprawia populizm. Ale nie powinniśmy też popadać w jakąś psychozę – stwierdza Wolski.

Redakcja poleca

Na razie nie wiadomo do końca, z jakimi dronami mieliśmy do czynienia. Jednak wiele wskazuje na to, że co najmniej jeden z nich to tzw. dron wab – zbudowany z prostych plastikowych elementów. Rosjanie wyprodukowali ich ponad 31 tys. sztuk. Są dość zawodne, często zdarzają się im awarie nawigacji. Podobny mógł spaść kilka dni temu w okolicach miejscowości Majdan-Sielec w powiecie tomaszowskim. Zazwyczaj takie drony nie mają ładunku wybuchowego, choć w co 20-30 urządzeniu taki może być umieszczony. Rosjanie robią to, aby zabić lub ranić ukraińskich saperów próbujących neutralizować drony.

Dlatego też służby odpowiadające za bezpieczeństwo oraz eksperci przestrzegają, żeby w żadnym wypadku nie podchodzić do maszyn, które zostały zestrzelone lub spadły same. Może się to zakończyć poważnym urazem lub nawet śmiercią. Zawsze o znalezisku należy powiadomić służby i dać działać wojsku oraz saperom.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET