`

Kto politycznie straci na powodzi? Wszyscy, którzy szukali winnych, zamiast pomagać

6 min. czytania
24.09.2024 07:54
Obserwuj nas na Google

Zwaśnionym obozom politycznym nie udało się zawiesić broni nawet na czas klęski żywiołowej. Opozycja skoncentrowała się na ostrej krytyce działań rządu. Ten w ogóle nie reaguje na ataki, a premier wybrał ucieczkę do przodu. Eksperci od komunikacji politycznej tłumaczą, którym wybór takiej taktyki może przynieść więcej korzyści, a którzy na tym stracą.

Jarosław Kaczyński
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

„ Donald Tusk zbagatelizował powódź”, „5 miliardów unijnych pieniędzy na pomoc, to żaden sukces tylko operacja księgowa”, „koalicja ma bardzo krótką ławkę” , „wołają WOŚP a gdzie jest państwo?”– to kilka przykładów ataków opozycji z ostatnich dni. Rządzący nie reagują, bo znają oceny większości ekspertów potępiające grę polityczną na powodzi. Ich problemami są za to kłopoty komunikacyjne i centralne zarządzanie.

- Mam poważne rzeczy tutaj do roboty, więc nawet niespecjalnie się wsłuchuję w komentarze opozycji. Mamy opozycję jaką mamy. Mogą sobie kpić [z zabłoconych butów], jakby byli tam ze mną, to było akurat w Kłodzku, to by wiedzieli – stwierdził premier Donald Tusk w TVP Info. Pretekstów do pytań o opozycję jest mnóstwo. Dostarczył ich sam prezes Jarosław Kaczyński, który razem z Mariuszem Błaszczakiem zorganizował konferencję na tle sali wypełnionej produktami niezbędnymi powodzianom. Lider prawicy musiał jednak odpowiadać na zarzuty o to, że przyjechał do ofiar powodzi dopiero po tygodniu. PiS od czwartku (19 września) próbował bardziej akcentować to, że również angażuje się w pomoc. Trudno jest jednak szybko zmienić taktykę z frontalnego ataku na akcje pomocy poszkodowanym.

Doświadczenia z 97. mogą się powtórzyć?

Dlaczego, gdy tysiące ludzi w Polsce walczy z powodzią i jej skutkami, opozycja skoncentrowała najpierw swoje wysiłki na ostrej krytyce działań rządu? Przekaz polityków prawicy jest prosty: Koalicja 15 października najpierw zlekceważyła ostrzeżenia meteorologów, a teraz nie radzi sobie z powodzią. Mariusz Błaszczak, były minister obrony narodowej, zarzucił rządowi Donalda Tuska ignorancję i zbagatelizowanie ostrzeżeń meteorologów.

Były premier w rządzie Zjednoczonej Prawicy, Mateusz Morawiecki, uznał z kolei, że kwota zapowiedziana przez Tuska na pomoc powodzianom jest zdecydowanie za niska a same działania przygotowujące Polskę do zagrożenia powodziowego podjęto zbyt późno. Politycy prawicy po kilka razy dziennie wrzucają na portal X informacje sugerujące, że Donald Tusk nie panuje nad podległymi mu resortami, nie potrafi skoordynować ich pracy, czy wręcz przeszkadza w działaniach na rzecz usuwania skutków katastrofy. Kiedy w pierwszych kilkunastu godzinach internet zalały napastliwe ataki zwolenników Zjednoczonej Prawicy, zmobilizowani przeciwnicy PiS wypromowali w trendach na portalu X wpisy z hasztagiem #HienyPiS.

Redakcja poleca

Politycy każdej partii gdy wchodzą w skład obozu rządzącego, często mówią, że atakowanie i krytyka jest wilczym prawem opozycji. Gdy nadchodziła powódź, najbardziej rozpoznawalni politycy Zjednoczonej Prawicy, jeszcze niedawno rządzący dwie kadencje i odpowiedzialni m.in. za wstrzymanie budowy kolejnych zbiorników retencyjnych, wyraźnie uznali, że krytyka rządu podczas powodzi może okazać się „politycznym złotem”. Doświadczenia powodzi z 1997 roku potraktowano jako historię, która może się powtórzyć.

Pamięć o wypowiedzi ówczesnego premiera Włodzimierza Cimoszewicza, który w mało empatycznym stylu skomentował utratę dorobków życia ludzi stwierdzając, że „trzeba było się ubezpieczać”, kusiła wizją powtórki. W opinii większości politologów 1997 roku tekst Cimoszewicza przyczynił się do wyborczej klęski SLD. PiS wyciągnął z tego wnioski i liczył, że sytuacje kryzysowe mogą przyspieszyć zmiany na scenie politycznej. Tym bardziej, że wśród polityków PiS i ich zwolenników panuje przekonanie, że Koalicja 15 października tak się skonfliktuje, że Tusk będzie zmuszony ogłosić nowe wybory. To dlatego Zjednoczona Prawica podejmuje ryzykowne decyzje. Po tygodniach ciosów i zepchnięciu do narożnika próbuje przejąć inicjatywę i narzucić swoją narrację.

Czy tak się faktycznie stanie, zależeć będzie głównie od tego, jak rząd Donalda Tuska poradzi sobie z zarządzaniem kryzysem, komunikowaniem swoich działań i tempem wypłat zasiłków oraz zapomóg. Donald Tusk zamiast się tłumaczyć z tego, że - zdaniem części komentatorów i opozycji - zbyt lekko podszedł do ostrzeżeń, wybrał ucieczkę do przodu. Pokazuje się jako walczący od świtu do nocy lider, próbujący wyegzekwować dyscyplinę, organizację, ale też wykazujący większą empatię do poszkodowanych.

Tusk czy Duda?

Prof. Szymon Ossowski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, politolog specjalizujący się w komunikowaniu politycznym, dotychczasowe działania rządu ocenia pozytywnie. - Widać, że rząd nie tylko poważnie podchodzi do zarządzania samym kryzysem spowodowanym przez powódź, ale także do komunikowania swoich działań – mówi w rozmowie z RadioZET.pl. Wskazuje, że odbywające się przez tydzień dwa razy dziennie spotkania sztabu kryzysowego transmitowane w mediach robią wrażenie konkretnych, merytorycznych.

Redakcja poleca

Jednocześnie premier wydaje się szczerze zdeterminowany do kontrolowania działań podległych mu służb i instytucji. Potrafi nawet dość brutalnie odpytywać ministrów, wojewodów itd. z realizacji powierzonych im zadań. - To robi dobre wrażenie, uspokaja nastroje społeczne, pokazuje, że ktoś kontroluje trudną sytuację – podkreśla Ossowski. Jednocześnie politolog zauważa, że jeśli czegoś faktycznie brakuje, to współpracy z prezydentem Dudą. Dodaje jednak, że to może być decyzja samego prezydenta, który świadomie oddał inicjatywę Tuskowi.

- Jeśli rząd nie poradzi sobie z sytuacją, cała odpowiedzialność spadnie na Donalda Tuska. Jeżeli jednak działania rządu będą skuteczne i dobrze odebrane przez społeczeństwo, straci na tym prezydent Duda – przewiduje ekspert. Podobnie może wyglądać kwestia narracji przyjętej przez opozycję. Ossowski wątpi, czy taktyka ataku medialnego zamiast zawieszenia broni na czas powodzi, może przynieść prawicy korzyści polityczne. Jego zdaniem jest to bardzo ryzykowne działanie.

Na powodzi robią politykę

W sytuacjach kryzysowych ludzie oczekują od polityków wzięcia odpowiedzialności, zawieszenia sporów politycznych i skoncentrowania się na pozytywnych działaniach. - O ile poprzednia opozycja mogła protestować i niewiele ryzykowała, o tyle to po stronie dawnego obozu rządowego znakiem firmowym była siła decyzji i sprawczość – mówi z kolei w rozmowie z RadioZET.pl prof. Monika Kaczmarek-Śliwińska, medioznawczyni z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistka zarządzania kryzysowego.

Ekspertka zauważa, że obecna linia komunikacji rządu Tuska jest w miarę konsekwentna. Poszczególni ministrowie, jak i sam premier, starają się unikać komentowania przekazów adwersarzy, pokazując koncentrację na działaniach „tu i teraz”. Prof. Kaczmarek-Śliwińska nie ma wątpliwości, że dla rządzących to bardzo dobra strategia. - Na odniesienie do komunikacyjnych pokazów obecnej opozycji przyjdzie czas, gdy uda się pomóc powodzianom. Ostatni tydzień był czasem na pomoc, działania zabezpieczające i komunikację, która miała w założeniu być aktualna, zweryfikowana, jakościowa – puentuje medioznawczyni.

- Opozycja finalnie może stracić na totalnej krytyce. Polacy potrafią wyjątkowo działać wspólnie pod presją takich zdarzeń jak katastrofy naturalne i mogą bardzo negatywnie ocenić tych wszystkich, którzy na powodzi i ludzkiej krzywdzie robią politykę – podsumowuje profesor Ossowski.

Niespójność bije po oczach

Nie wszyscy jednak mają przekonanie, że taktyka PiS nie stwarza nadziei na korzystne dla partii Kaczyńskiego zniechęcenie do obecnej władzy. Prof. Kaczmarek-Śliwińska zauważa sporo błędów rządu w komunikowaniu o powodzi. Uważa jednak, że sam premier Tusk ewidentnie ma tego świadomość. Szef rządu okazuje nawet zdenerwowanie, gdy podlegające mu służby przekazują niespójne informacje mogące wprowadzać odbiorców w błąd. Zza kulis rządu słychać, że to kolejny dowód konsekwentnego pokazywania różnicy między realnym działaniem, a propagandą sukcesu serwowaną dawniej odbiorcom m.in. przez podporządkowane TVP.

Redakcja poleca

Przy ocenie jakości komunikowania prof. Kaczmarek-Śliwińska jako uchybienia wylicza niespójności w przekazywaniu informacji z zalanych terenów i brak klarownych komunikatów, szczególnie istotnych dla odbiorców na terenach zalanych. - W sytuacji kryzysu, gdy zagrożone może być życie i dobytek, użyteczne i wartościowe są jasne wytyczne. W tym najbardziej newralgicznym punkcie rządzący mogliby działać dużo lepiej – podkreśla.

Jednocześnie wyjątkowo źle ocenia zachowanie obecnej opozycji. - Ta pod pozorem krytyki ewidentnie dezinformuje odbiorców, przy czym przekazy są tak konstruowane, że na jej twardy elektorat z pewnością podziałają mobilizująco – mówi ekspertka. Według niej opozycja stawia swoją narrację na dość niebezpiecznej granicy. Przykład? Uderzanie w osoby z obecnej koalicji, które protestowały przeciwko budowie zbiorników, może odbić się rykoszetem na PiS. Widać było to wyraźnie na przykładzie byłej minister Anny Zalewskiej, której wyciągnięto wypowiedź sprzed lat, gdy chwaliła się, że nie będzie żadnych nowych zbiorników na pięknej Ziemi Kłodzkiej.

Niezależnie od stylu i treści przekazów opozycji od komunikacji ekipy rządzącej odróżnia ją niekonsekwencja. Nie da się jednocześnie skupić na totalnej krytyce rządu i przekonywać wyborców, że całą energię wkłada się w niesienie pomocy. Kiedy zmienia się akcenty w tak dynamicznej sytuacji jaką jest powódź, niespójność bije po oczach. Szczególnie, gdy prezes Kaczyński zamiast pokazać sprawczość i moc swojej partii przyjeżdża z ciężarówką zapełnioną artykułami pierwszej potrzeby dla poszkodowanych i wbija szpilę lojalnemu wobec PiS prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

Na tle konsekwentnie skupionej na akcji pomocy koalicji, nie reagującej dodatkowo na nawet najostrzejsze zaczepki, opozycja wpisuje się w rolę tego, który nie ma wiele do zaoferowania poza wiecznym marudzeniem. - Czas tragedii i sytuacji kryzysowej, która wciąż trwa, jest momentem, gdy warto pomyśleć, że słowa tworzą rzeczywistość i trzeba wziąć odpowiedzialność za to, co mogą czynić – podsumowuje prof. Kaczmarek Śliwińska.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET