`

Lotnicza afera w Straży Granicznej. Błyskawiczna decyzja prokuratury

4 min. czytania
28.04.2025 06:32
Obserwuj nas na Google

Funkcjonariusze Straży Granicznej liczyli, że śledczy szczegółowo przeanalizują ich zgłoszenie w sprawie milionowych wydatków SG na symulator bez certyfikatu i samoloty, do których brakuje załóg. Przeliczyli się. Prokuraturze wystarczył miesiąc na zamknięcie sprawy.

Samolot Turbolet L-410
fot. Straż Graniczna

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaką decyzję w sprawie nieprawidłowości zgłoszonych przez funkcjonariuszy SG podjęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie?
  • Czy śledczy szczegółowo przeanalizowali sytuację w lotnictwie SG, o której pisaliśmy na RadioZET.pl?
  • Co o decyzji sądzą sygnaliści, którzy poinformowali służby

O tym, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie zajmie się sprawą potencjalnych nieprawidłowości w lotnictwie  Straży  Granicznej,  pisaliśmy w ubiegłym tygodniu na RadioZET.pl. Śledczy wszczęli postępowanie sprawdzające po zawiadomieniu złożonym przez jednego z funkcjonariuszy oraz po naszych publikacjach.

Jak informował Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, o wyjaśnienia i ustosunkowanie się do sprawy zwrócono się do Biura Spraw Wewnętrznych oraz komendanta głównego SG. Postępowanie jest prowadzone w kierunku przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych.

Prokuratura zamyka sprawę. Uzasadnienia brak

Okazuje się, że zaledwie kilka dni po przesłaniu odpowiedzi przez rzecznika prowadząca sprawę prokurator Marta Łojszczyk odmówiła wszczęcia śledztwa "z uwagi na brak znamion czynu zabronionego". O decyzji poinformowano osobę składającą zawiadomienie. To jeden z funkcjonariuszy SG z dużym doświadczeniem. Na dokumencie nie ma uzasadnienia. Na decyzję nie przysługuje też prawo do złożenia zażalenia - wynika z pisma.

W związku z tym RadioZET.pl poprosiło rzecznika prokuratury o uzasadnienie tej decyzji. My także jej nie otrzymaliśmy. Prokurator Skiba potwierdził jedynie decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa. Uzasadnienie możemy poznać najwcześniej za kilka tygodni po złożeniu wniosku o wgląd do akt sprawy. Pod warunkiem że wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony.

Przypomnijmy chronologię zdarzeń. Funkcjonariusze SG najpierw o swoich podejrzeniach poinformowali Centralne Biuro Antykorupcyjne. Stało się to 10 marca. Trzy dni później, 13 marca, CBA przekazało sprawę prokuraturze. Śledczy tego samego dnia wszczęli postępowanie sprawdzające. Miesiąc później, 15 kwietnia, zapadła wspomniana decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa.

Funkcjonariusze przedstawiają listę potencjalnych nieprawidłowości

Czego domagali się pogranicznicy? Chcieli, aby służby ustaliły, czy wydanie blisko ćwierć miliarda złotych na zakup czterech samolotów Turbolet nie było niegospodarnością. W piśmie zwracali uwagę na fakt, że mimo ogromnych wydatków samolotami nie będzie miał kto latać. Do niedawna w służbie było bowiem zaledwie troje pilotów z odpowiednimi uprawnieniami. Tymczasem załoga w Turbolecie jest dwuosobowa. To oznacza, że z czterech samolotów w danym czasie można użytkować tylko jeden.

Redakcja poleca

Funkcjonariusze przekonywali też, że decyzje o zakupach podejmowano "przy pełnej świadomości braku personelu lotniczego, tj. pilotów i mechaników mogących ten sprzęt obsługiwać". Według zgłaszającego najnowsze dwa turbolety w czasie doposażania w systemy obserwacyjne będą traciły resurs, czyli czas bezpiecznej eksploatacji oraz gwarancję. Umowa zakłada, że samoloty zostaną dostarczone w wersji bazowej, a kolejny rok zajmie ich doposażanie w systemy. W tym czasie obie maszyny nie będą latały.

Kolejne wątpliwości dotyczą nieuwzględnienia w umowie szkoleń pilotów, operatorów i mechaników. Obsługą samolotów mają zajmować się czescy mechanicy (producentem samolotów jest czeska firma Let), mimo że Straż Graniczna ma swoich ekspertów.

Pogranicznicy zawiedzeni decyzją prokuratury. "Stronnicza"

To jednak nie wszystko. W zawiadomieniu znalazł się też wątek symulatora lotów kupionego za 2,5 mln zł i wstawionego do magazynu. Według funkcjonariuszy pomieszczenie nie spełnia wymogów BHP i przeciwpożarowych. Wcześniej znajdował się tu magazyn mechaników.

Co więcej, urządzenie nie ma odpowiedniego certyfikatu, w związku z czym SG musi wysyłać pilotów na szkolenia do zewnętrznych ośrodków i za nie płacić. Dodatkowo urządzenie przez długi czas stało nieużywane mimo zapewnień, że będą odbywały się na nim cykliczne szkolenia.

Redakcja poleca

Prokuratura powinna przeanalizować te wszystkie wątki. Zgłaszający jest zaskoczony, że wystarczył do tego zaledwie miesiąc. - To niemożliwe, żeby w tak krótkim czasie zbadać wszystkie wątki i przeanalizować decyzje, które zapadały w biurze lotnictwa. W mojej ocenie można tutaj nawet mówić o pewnej stronniczości. Skoro prokuratura nie powołała żadnego eksperta od lotnictwa, zadowoliła się tłumaczeniem tylko jednej strony, która przedstawiła się w korzystnym świetle i nawet nie wezwała nikogo na przesłuchanie, żeby potwierdził lub zaprzeczył temu, co jest w zawiadomieniu, to jak inaczej to nazwać? - zastanawia się funkcjonariusz.

I dodaje: - Uważam, że śledczy zlekceważyli poważną sprawę. Tu chodzi o publiczne pieniądze. I to duże. W moim odczuciu, i odczuciu wielu funkcjonariuszy, zostały one niewłaściwie wydane. Tymczasem nikt nie zadał sobie trudu, żeby odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie tak było.

Po co wydawać 2,5 mln zł na symulator bez certyfikatu?

Nasi rozmówcy są też zaskoczeni niedawnym wywiadem komendant głównego SG gen. Roberta Bagana dla branżowego serwisu InfoSecurity24. Gen. Bagan przyznał, że symulator lotów został kupiony, żeby wykorzystać nadwyżkę środków europejskich, która została po zakupie samolotów Turbolet. Dodał, że nie było planów jego certyfikowania. Co innego rok temu twierdziła poprzednia rzeczniczka SG kpt. Anna Michalska.

- Skoro pan komendant twierdzi, że symulator kupiono do trenowania podejść do europejskich lotnisk przed misjami Frontexu (Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej Frontex pomaga krajom UE w zarządzaniu granicami zewnętrznymi czy walce z przestępczością transgraniczną - przyp. red), to po co było wydawać aż 2,5 mln zł? Równie dobrze takie rzeczy można ćwiczyć na zwykłym komputerze. Koszt byłby wielokrotnie niższy - zauważa jeden z pograniczników.

Komendant Bagan przyznał też, że symulator stał w magazynie. W związku z tym nie powinien być użytkowany. Tymczasem z naszych ustaleń wynika, że był. Został nawet uszkodzony, ale usterkę usunięto w ramach gwarancji.

W sprawie symulatora kontrolę prowadzi Biuro Kontroli SG. Może ona potrwać jeszcze kilka tygodni. Kolejne postępowanie prowadzi też Biuro Spraw Wewnętrznych. Nie wiadomo, na jakim jest etapie. BSW do czasu zakończenia i ewentualnego przesłania zawiadomień do prokuratury nie informuje o swoich działaniach.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET