`

Lotnicza afera w Straży Granicznej. Do akcji wkracza prokuratura

5 min. czytania
22.04.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

Po naszych tekstach śledczy dokładnie sprawdzą decyzje podejmowane w biurze lotnictwa Straży Granicznej. Chodzi o zakupy drogich samolotów, mimo braku pilotów, oraz symulatora lotów bez certyfikatu wstawionego do magazynu.

Samolot Turbolet L-410
fot. Straż Graniczna

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego prokuratura postanowiła wszcząć postępowanie w sprawie decyzji dotyczących lotnictwa SG
  • Na jakim etapie jest postępowanie
  • Co z pozostałymi kontrolami dotyczącymi lotnictwa SG

Problemy lotnictwa Straży Granicznej szczegółowo opisaliśmy w śledztwie RadioZET.pl. Równocześnie z naszymi publikacjami zawiadomienie do Centralnego Biura Antykorupcyjnego złożył jeden z funkcjonariuszy. Dotyczy ono ewentualnych nieprawidłowości w Biurze Lotnictwa SG, a także "prawdopodobnie niewłaściwego rozdysponowania znacznej sumy pieniędzy Skarbu Państwa na szkodę Straży Granicznej".

Chodzi o zakupy sprzętu lotniczego w ciągu ostatnich pięciu lat. Zawiadamiający liczy na szczegółową analizę decyzji o zakupie czterech samolotów Turbolet L-410. Dwa pierwsze kosztowały 110 mln zł i zostały dostarczone w 2020 roku. Dwa kolejne za 120 mln zł mają wejść do służby pod koniec tego roku.

Straż Graniczna kupiła drogie samoloty. O pilotach zapomniała

Samoloty Turbolet dobrze sprawdzają się nad dużymi akwenami. Gorzej jest nad zalesionym terenem, np. polsko-białoruskiej granicy. Maszyny latają na wysokim pułapie, są mało zwrotne, a ich dolot z bazy w Gdańsku zajmuje nawet półtorej godziny.

Co więcej, wymagają dwójki pilotów do jednego lotu. Tymczasem w całym lotnictwie SG jest zaledwie troje pilotów z uprawnieniami na turbolety. W tym dwóch dowódców i jeden drugi pilot. Z tej trójki jedna z osób jest w wieku emerytalnym, druga pełni kierowniczą funkcję w biurze lotnictwa. Nie może więc skupić się wyłącznie na lataniu. To oznacza, że z czterech samolotów zakupionych za blisko ćwierć miliarda złotych w jednym czasie będzie mogła latać zaledwie jedna maszyna. Pozostałe przez większą część czasu będą stały bezużyteczne.

Zapewnienie 24-godzinnej dostępności nawet jednej maszyny będzie praktycznie niemożliwe. Do pełnego wykorzystania potencjału czterech samolotów trzeba około 20 pilotów. Na ich pozyskanie w najbliższym czasie nie ma szans. Zwłaszcza że szkolenie pilotów jest długie, a do zdobycia uprawnień dowódcy potrzebne jest wylatanie nawet kilkuset godzin. - Jeśli nie ma ludzi, po co inwestować w sprzęt? Wygląda to na marnowanie ogromnych środków publicznych - tłumaczył RadioZET.pl funkcjonariusz, który złożył zawiadomienie w tej sprawie.

Redakcja poleca

Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie zakupu samolotów

Sygnalista chciał też, żeby CBA przyjrzało się zakupowi symulatora lotów za 2,5 mln zł. Ten zakup także opisywaliśmy w naszym śledztwie. Drogie urządzenie wstawiono do pomieszczenia magazynowego w hangarze na lotnisku w Gdańsku, gdzie stacjonują turbolety. Według funkcjonariuszy nie spełnia ono wymogów BHP i przeciwpożarowych.

Co więcej, nie ma certyfikatu, który pozwoliłby im wykonać część szkoleń niezbędnych do uzyskania i utrzymania licencji. W związku z tym Straż Graniczna musi wysyłać pilotów do zewnętrznych ośrodków i płacić za szkolenia po kilkadziesiąt tysięcy złotych za osobę.

CBA zapoznało się z zawiadomieniem i postanowiło przekazać je śledczym. Dokument trafił do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Potwierdza to jej rzecznik prokurator Piotr Skiba. - Trwa postępowanie sprawdzające. Zwrócono się do Biura Spraw Wewnętrznych SG oraz do Komendy Głównej SG o udzielenie informacji dotyczących ewentualnych nieprawidłowości, które zostały opisane w zawiadomieniu - informuje RadioZET.pl Skiba.

Postępowanie jest prowadzone w kierunku artykułu 231. paragraf 1. Kodeksu karnego. Mówi on o przekroczeniu uprawnień lub niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariusza publicznego. To przestępstwo jest zagrożone karą do trzech lat więzienia. Na razie trwa analiza, czy wszcząć śledztwo.

Redakcja poleca

Decyzje Biura Lotnictwa SG prześwietla też BSW

Prokuratura będzie sprawdzała kilka wątków poruszonych w zawiadomieniu. Według sygnalisty o zakupie drogich samolotów decydowano "przy pełnej świadomości braku personelu lotniczego, tj. pilotów i mechaników mogących ten sprzęt obsługiwać". Ostatni zakup może być niekorzystny także z innego powodu. Funkcjonariusz uważa, że dwa turbolety w czasie doposażania w systemy obserwacyjne będą traciły resurs (czas bezpiecznej eksploatacji) oraz gwarancję, mimo że nie będą latały. Przypomnijmy, że zgodnie z warunkami przetargu samoloty w wersji bazowej dostarczono w grudniu ubiegłego roku. Kolejny rok ma zająć ich doposażanie. Do służby mają wejść pod koniec tego roku.

Kolejne wątpliwości to nieuwzględnienie w umowie szkoleń pilotów, operatorów i mechaników. Straż Graniczna musi je prowadzić na własny koszt. Obsługą samolotów mają zajmować się czescy mechanicy (producentem samolotów jest czeska firma Let). Ma to kosztować około miliona złotych rocznie. Tymczasem według funkcjonariusza mogliby to robić mechanicy SG. To wszystko będą sprawdzali śledczy.

Sprawę bada też m.in. Biuro Spraw Wewnętrznych SG. - Wiem, że zeznawało już sporo osób. Ludzie z BSW pytali o zakupy turboletów, stary sprzęt, braki kadrowe. Chcieli wiedzieć, kto według nas odpowiada za to, co się dzieje w formacji. Ostatnio do tych pytań doszły też kolejne o symulator. Z tego co słyszałem, jeśli potwierdzą to, o czym mówimy, może skończyć się zawiadomieniami do prokuratury - mówi RadioZET.pl jeden z funkcjonariuszy. Przesłuchiwani mieli być piloci, mechanicy i operatorzy. Niektórzy nawet kilka razy.

Chcieliśmy ustalić, na jakim etapie jest sprawa, ale BSW do czasu zakończenia i ewentualnego przesłania zawiadomień do prokuratury o swoich działaniach nie informuje. Wszystkie postępowania są tajne.

Zaskakujące słowa komendanta głównego SG o symulatorze lotów

Trwa też kontrola dotycząca symulatora lotów. Zajmuje się nią jeszcze inna komórka - Biuro Kontroli SG. Postępowanie polecił wszcząć komendant główny gen. Robert Bagan. Na jakim jest etapie? - Kontrola nie została zakończona i może potrwać jeszcze kilka tygodni - informuje ppłk Andrzej Juźwiak, rzecznik prasowy komendanta głównego SG.

Co ciekawe, niedawno w wywiadzie dla branżowego portalu Info Security 24 gen. Bagan stwierdził, że symulator lotów został kupiony, żeby wykorzystać nadwyżkę środków europejskich, która została po zakupie samolotów Turbolet. I wcale nie miał mieć certyfikatu. To zaskakujące twierdzenie, gdyż rok temu poprzednie władze SG przekonywały, że urządzenie ma przejść proces certyfikacji.

Komendant Bagan przyznał też, że symulator stał w magazynie i de facto nie powinien być użytkowany. - Nie możemy takiego urządzenia postawić gdziekolwiek i z niego korzystać - powiedział. Dodał też, że urządzenie było cały czas sprawne, a prowadzone przy nim prace wynikały z bieżącego serwisu. Co innego twierdził jednak rzecznik komendanta w odpowiedzi dla RadioZET.pl. Jak pisał, stwierdzono awarię, która została usunięta w ramach gwarancji.

O sytuacji lotnictwa SG i przygotowanej niedawno koncepcji rozwoju tej formacji chcieliśmy porozmawiać z władzami SG. Jednak ppłk Andrzej Juźwiak przekazał, że do czasu zakończenia kontroli, nie będą odnosiły się do sprawy. Przypomnijmy, że funkcjonariusze SG poskarżyli się też Tomaszowi Siemoniakowi, ministrowi spraw wewnętrznych i administracji. W listopadzie ubiegłego roku wysłali list, w którym opisali nieprawidłowości, jakie ich zdaniem miały miejsce. Szef MSWiA zlekceważył pismo. Nie odpowiedział na nie do tej pory. Także na nasze pytania biuro prasowe udzieliło wymijających odpowiedzi.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET