Miał nigdy nie mówić i nie oddychać. Karola udało się wybudzić dzięki tej metodzie
Jak „przebodźcować” mózg, by wrócił do życia? Klinika Rehabilitacji w Lublinie udowadnia, że stymulacja wielozmysłowa potrafi zdziałać cuda nawet w stanach uznawanych za beznadziejne. Historia Karola Borowca to dowód na skuteczność współpracy neurologów, fizjoterapeutów i psychologów, którzy za pomocą światła, dźwięku, dotyku i zapachu nawiązali kontakt z pacjentem w śpiączce.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak działa metoda multisensoryczna w wybudzaniu pacjentów ze śpiączki.
- Dlaczego nowoczesna rehabilitacja jest kluczowa w powrocie do zdrowia.
- Co składa się na proces stymulacji w metodzie multisensorycznej.
- Które zmysły są wykorzystane w terapii multisensorycznej.
Pacjent wybudzony ze śpiączki. Wszystko dzięki metodzie multisensorycznej
Lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie stosują metodę multisensoryczną, która jest superskuteczna podczas wybudzania pacjentów ze śpiączki. Chorzy są stymulowani za pośrednictwem wszystkich zmysłów.
Jedną z osób, którym metoda multisensoryczna pomogła jest 41-letni Karol Borowiec spod Rzeszowa, który dziewięć miesięcy temu uległ wypadkowi i ledwo udało mu się przeżyć. Jego mama mówi, że od samego początku szanse były niewielkie, na szczęście - udało się.
- Jak dowiedzieliśmy się o wypadku, to świat się wywrócił. Nie dawali nam żadnych szans, lekarze kazali nam się żegnać, bo stan Karola był bardzo ciężki. Syn leżał przez tydzień na Podkarpaciu, powiedzieli nam, że Karol nigdy nie będzie sam oddychał, że nigdy nie powie słowa, że nie ma szans - mówi kobieta.
Opowiada też, że przez cały czas, gdy Karol był w śpiączce, rodzina była u jego boku. - Caly czas opowiadaliśmy mu o żonie, dzieciach, o tym co się dzieje. Było też czytanie książek, słuchanie muzyki. Ja się śmiałam, bo siostra mówiła, że będzie mu czytała dotąd, aż nie powie, że ma dość - słyszymy od mamy pana Karola.
Karol czuje się dobrze. Wszystko dzięki nowoczesnej rehabilitacji
Karol Borowiec mówi, że „dzisiaj czuję się w miarę dobrze". - Jestem już po ćwiczeniach, rehabilitacja działa - mówi Radiu ZET pan Karol. Dodaje, że rehabilitacja działa świetnie. On sam tęskni jednak za żoną i dziećmi. Z nadzieją czeka na dzień, w którym będzie mógł wrócić do domu. Ze szpitala ma wyjść jeszcze w przyszłym tygodniu.
- Mam nadzieję, że będę w stanie pomagać żonie, zajmować się dziećmi i pomagać też mamie i tacie - słyszmy. Prof. Tomasz Blicharski, szef kliniki rehabilitacji Uniwersytetu Medycznego w Lublinie mówi wprost, że jest to zasługa nowoczesnej rehabilitacji i pracy całego zespołu fizjoterapeutów, psychologów czy neurologów.
Metoda multisensoryczna. „Ogromny nakład pracy wielu ludzi"
Radio ZET zapytało prof. Tomasza Blicharskiego o samą metodę multisensoryczną. - My zabieramy się przede wszystkim za wybudzenie pacjenta. Próbujemy wykorzystać wszystkie metody, jakie są do tego dostępne, czyli dotrzeć do mózgu albo zmysłem wzroku, słuchu, czucia, zapachu, smaku. Próbujemy wywołać jakikolwiek impuls nerwowy - mówi.
Po tym, jak uda się taki impuls wychwycić, zaczyna się stymulacja. - Mózg zaczyna odbierać bodźce, które najpierw pojawiają się jedną drogą, czyli np. dotykiem, a potem kolejnymi: smakiem, węchem, słuchem i wzrokiem. Jeżeli pacjent zaczyna rozumieć, to jest to dla nas sukces, bo wiemy, że do niego dotarliśmy - wyjaśnia.
Podkreśla też, że metoda sensoryczna to przede wszystkim ogromny nakład pracy wielu specjalistów. - To jest po prostu przebodźcowanie tego pacjenta - dodaje prof. Blicharski. Mówi też, że walka o życie Karola była od początku bardzo trudna. - My go wyciągaliśmy z zaświatów już chyba z 10 razy. Infekcje płuc, dróg moczowych, pobyty na neurochirurgii. Nie daliśmy mu odejść - mówi.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET