Natalia kradła tożsamość i wyłudzała kredyty. Lawina poszkodowanych. „To może spotkać każdego”
Najłatwiej wziąć drogiego smartfona albo robota kuchennego na raty. Krótka rozmowa przez telefon albo komunikator, podanie danych i gotowe. Natalii przychodziło to tak łatwo, że przestała liczyć ile osób oszukała. Takim przestępstwem jest zagrożonych ponad 25 mln Polaków.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak doszło do kradzieży tożsamości Katarzyny Walczewskiej.
- Dlaczego Natalia Z. mogła tak łatwo podszywać się pod inne osoby.
- Które błędy kurierów ułatwiły dokonanie oszustw.
- Dlaczego warto zastrzec numer PESEL.
- 7 czerwca 2024 dzieli moje życie na to, co było przed i po. Pamiętam ten dzień doskonale. Wróciłam wycieńczona po 12 godzinach pracy. Był piękny zachód słońca, wzięłam kąpiel, przebrałam się w dres i miałam oglądać mecz. Po godz. 19 zadzwonił mój tato. Mówi: „Kasia, przyszedł do ciebie list z sieci komórkowej”. Pomyślałam, że to pomyłka, bo nigdy nie miałam z nimi umowy. Ale poprosiłam, żeby otworzył i przeczytał. Był w szoku: „Tu jest napisane, że masz zadłużenie i musisz płacić raty”. Ponad 16 tysięcy złotych - zaczyna swoją opowieść Katarzyna Walczewska.
Myślała, że to ściema, pomyłka, błąd. Ale później zaczęły jej towarzyszyć stres, niepewność i zdenerwowanie. Ostatecznie pomyślała: pójdę do salonu i wszystko wyjaśnię. Nie wyjaśniła. Telefon od ojca był dopiero początkiem kłopotów. W kolejnych dniach dowiedziała się, że kredytów i pożyczek jest znacznie więcej. A później, że znacznie więcej jest też poszkodowanych. Jak to możliwe skoro Katarzyna swoich danych nikomu nie udostępniała, PESEL miała zastrzeżony i nie stara się o żadne pieniądze?
Kredyt na 16 tysięcy i BIK świecący się na czerwono
Katarzyna Walczewska jest psychoterapeutką uzależnień. Prowadzi gabinet w Lublinie, często gości w mediach jako ekspertka. Od ponad 10 lat jest też biegłą sądową. A także jedną z wielu osób, których dane do zaciągnięcia kredytów wykorzystała 35-letnia Natalia Z.
Spotykamy się w gabinecie Katarzyny. Mocny uścisk dłoni, pewna siebie, co chwilę poprawia gęste, ciemne włosy. Choć lata pracy w roli biegłej pozwoliły jej poznać wiele procedur dotyczących postępowania po popełnieniu przestępstw, to wspomnienia o kradzieży tożsamości nadal wywołują gęsią skórkę.
- Na początku starałam się zachować zimną krew. Jeszcze tego samego dnia pojechałam do salonu operatora. Zgłosiłam oszustwo, pokazałam dowód osobisty. Usłyszałam: przecież pani zapłaciła 111 zł za odbiór tych smartfonów. To były dwa najnowsze modele, które rzekomo odebrałam od kuriera. Rzekomo podpisałam też umowę, że będę je spłacała w ratach. Rozmowa nic nie dała. Od razu pojechałam na policję złożyć zawiadomienie – wspomina Katarzyna Walczewska.
Dyżurny powiedział, żeby przyjść kolejnego dnia. Całą noc nie spała. W sobotę odebrała korespondencję od ojca. Gruby plik dokumentów. I harmonogram spłaty rat. Trzy lata, ponad 500 złotych miesięcznie.
W sobotę po południu znów była na komendzie. - Podczas składania zeznań totalnie się rozkleiłam, zaczęłam płakać, byłam w szoku. Emocje były ogromne. Policjant, z którym rozmawiałam zasugerował, żeby pobrać raport BIK-u (Biuro Informacji Kredytowej – przyp. red.) i sprawdzić, czy nie ma jeszcze innych zobowiązań. Na chwilę cofnęłam zastrzeżenie PESEL-u. Raport pokazał kolejną pożyczkę na 6455 zł. Blisko 200-złotowe raty na trzy lata – dodaje Walczewska.
Cały raport BIK miał 41 stron, a Katarzyna z policjantem skupili się tylko na pierwszych kilkunastu. To był błąd. Dowiedziała się o tym dopiero później, od doradcy finansowego, który zauważył długą listę zapytań do banków, instytucji finansowych i sieci telefonii komórkowych. Ich celem było wyłudzenie kolejnych kredytów i pożyczek. Następne dni to wizyty w urzędzie miasta (zastrzeżenie dowodu osobistego), bankach (blokada kont) i spotkania z radcą prawnym oraz detektywem. - Okazało się, że interesowały mnie, a w zasadzie kobietę, która się za mnie podawała, najdroższe modele telefonów, laptopów i roboty kuchenne. Byłam w szoku, ale zaczęłam drążyć. Skrupulatnie spisałam wszystko, co ustaliłam od momentu, gdy dowiedziałam się o pierwszym kredycie. Wiedziałam, że ta osoba w końcu popełni błąd. I tak się stało – wspomina Katarzyna.
Natalia zamawia drogie sprzęty i zmienia adres
Na trop wpadła po zaledwie trzech dniach. Złożyła skargę w banku, w którym miała duży kredyt. Skontaktował się z nią oddział ds. bezpieczeństwa. Pożyczki nie wypłacono, bo we wniosku był błąd w PESEL-u, zabrakło też telefonicznego potwierdzenia. - Poprosiłam o podanie informacji zawartych we wniosku, przecież de facto to ja miałabym być klientką, która chciała wziąć kredyt. Podano mi adres w jednej w podlubelskich miejscowości. Mówię: przecież ja go znam! - odtwarza sytuację Walczewska.
27 kwietnia 2024 sprzedawała samochód. Na umowie kupiec wpisał właśnie ten adres. Jeszcze tego samego dnia ruszyła lawina zapytań o kredyty na różne urządzenia. Katarzyna poczuła, że to klucz do rozwiązania zagadki. W sprawę oprócz policji zaangażowała się prokuratura. Śledczy zaczęli analizować umowy, wnioskować o kopię nagrań z konsultantami, wystąpili do dodatkowe informacje do firm kurierskich.
- Kobieta, która się za mnie podawała zamawiała drogie sprzęty przez telefon. Podawała moje dane, które wpisałam do umowy sprzedaży samochodu zawartej z jej mężem. Później kurierzy dostarczali sprzęt, ona płaciła od kilkudziesięciu do ok. 100 zł za przesyłkę, czy pierwszą ratę. Zawsze w ostatniej chwili zmieniała adres dostawy. Odbierała paczki w okolicy, nigdy w swoim domu. Wystarczył podpis i gotowe. Kluczowe było to, że kurierzy nie prosili o dowód, nie weryfikowali tożsamości, choć mieli taki obowiązek. Gdy słuchałam nagrań, na którym ta kobieta przedstawiała się jako Katarzyna Walczewska, widziałam podpisy na umowach to miałam ciarki. Koszmarne uczucie – tłumaczy.
Katarzyna Walczewska jest ofiarą oszustwa
Śledczy dość szybko chcieli zatrzymać Natalię Z. A także jej męża. To ich wytypowali jako podejrzanych o popełnienie przestępstw kradzieży tożsamości, posługiwania się fałszywymi danymi oraz oszustw. Zanim jednak do tego doszło postanowili sprawdzić czy nazwisko Z. nie pojawia się w rejestrach i prowadzonych postępowaniach. To był krok w dobrym kierunku.
Koleżanka, sąsiadka, znajomy. Liczba oszukanych rośnie
Krzysztof (imię zmienione) w maju 2024 roku odebrał telefon z banku. Usłyszał, że ma do spłacenia 6,5 tys. zł rat za robota kuchennego, którego nie widział na oczy. Nie wierzył, uznał że to próba oszustwa. Ale później były kolejne telefony z firm windykacyjnych. Sprawę zgłosił na policję. Zaczęło się kursowanie między miastem, w którym pracował, a Lublinem. Zeznania, próba wyjaśniania, telefony, w końcu komornik na koncie. I ogromny stres.
- Wzięła na mnie jeszcze trzy telefony, dwa kolejne wynajęła. Suma kredytów na moje nazwisko to jakieś 30 tys. zł. Skąd miała dane? Przez pewien czas pracowałem z jej mężem, był brygadzistą na budowie. Musiałem podać dane z dowodu, były potrzebne do wyrobienia przepustki. Inni koledzy zrobili to samo. Po pewnym czasie oni też obudzili się z kredytami na karku - wspomina Krzysztof.
Magdę wiosną 2024 roku sąsiadka Natalia poprosiła o podanie danych (PESEL, nr dowodu), aby upoważnić ją do odbioru paczki. Przesyłka jednak nie nadchodziła. Za to w sierpniu 2024 roku Magda odebrała ostateczne wezwanie do zapłaty z banku. Znów 6,5 tys. zł za robota kuchennego. Trzy miesiące wcześniej składała zawiadomienie w sprawie kredytu w Orange na 7,6 tys. zł.
Karolina kolegowała się z Natalią Z. Ich dzieci chodziły do tej samej klasy w podstawówce. Umówiły się, że pomogą sobie z ich odbieraniem. Wystarczyło podpisać upoważnienie – z danymi z dowodu. Karolina przesłała zdjęcie komunikatorem. Po pewnym czasie zaczęła dostawać ponaglenia, że zalega ze spłatą rat za drogiego smartfona i robot kuchenny.
Takich historii w sądowych aktach liczących 34 tomy i około 14 tysięcy stron jest dużo, dużo więcej.
164 zarzuty dla Natalii Z. „Nie spodziewałam się, że to takie łatwe”
Pod koniec sierpnia 2024 roku policja zatrzymała Natalię Z. Sąd zgodził się na tymczasowy areszt. Śledczy postawili kobiecie 15 zarzutów dotyczących wprowadzania sieci komórkowych w błąd, podszywania się pod inną osobę i niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Chodziło wyłącznie o dane Katarzyny Walczewskiej. W ciągu kilku dni Natalia Z. zawarła umowy na jej nazwisko i firmę na kwotę ok. 30 tys. zł. Podobne zarzuty prokuratura postawiła też mężowi Natalii – Konradowi Z. On jednak do aresztu nie trafił.
Śledztwo trwało, poszkodowanych przybywało, a liczba zarzutów sukcesywnie się powiększała. Okazało się, że Natalia Z. zawierała umowy na dane swojej babci, teściowej, bratowej, znajomych, sąsiadów, ale też innych, zupełnie przypadkowych osób. Ostatecznie liczba zarzutów kończy się na 164 pozycjach. Z akt sądowych wynika, że drogie telefony, roboty kuchenne Natalia sprzedawała w lombardach lub na portalach społecznościowych. Oprócz kradzieży tożsamości i wyłudzania kredytów z sieci komórkowych i banków kobieta miała też oszukiwać ludzi na portalach aukcyjnych. Wystawiała w atrakcyjnych cenach elektronikę, ubrania czy kosmetyki. Po otrzymaniu zapłaty nie wysyłała jednak sprzętów. Kupcom w wiadomościach przedstawiała piętrzące się problemy: nie dojechał kurier, poczta była zamknięta, nie mogła wyjść z pracy (choć nie pracowała). Gdy ofiary orientowały się, że zostały oszukane i żądały zwrotu pieniędzy Natalia znów się tłumaczyła: nie może pójść do banku, musi przelewać pieniądze z jednego rachunku na drugi, czeka aż środki się zaksięgują, żeby przelać je dalej, właśnie zrobiła przelew, albo zaraz go zrobi.
Jesienią 2024 roku, gdy Natalia Z. przebywała w tymczasowym areszcie sąd skazał ją na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu w innej sprawie o oszustwa. Kobieta spędziła łącznie dziewięć miesięcy za kratami. W tym czasie zmieniali się prokuratorzy, łączone były kolejne postępowania, a liczba poszkodowanych rosła. Kobieta przyznała się do wszystkich oszustw. Biegły badający pismo jednoznacznie stwierdził, że podpisy pod umowami zawieranymi na inne nazwiska zostały wykonane przez Natalię Z. Natomiast biegła psychiatra uznała, że kobieta „miała zachowaną zdolność do rozpoznania znaczenia swoich czynów i pokierowania swoim postępowaniem”. Z policyjnej analizy wynika, że tylko w ciągu kilku miesięcy 2024 kobieta wykonała ponad 650 połączeń do banków, oeratorów komórkowych i instytucji finasowych.
W maju 2025 roku, tuż przed opuszczeniem tymczasowego aresztu Natalia Z. kolejny raz przyznaje się prokuratorowi do popełnienia przestępstw. Mówi, że żałuje i postara się naprawić szkody. Zwłaszcza, że większość poszkodowanych to osoby dla niej najbliższe. Problem w tym, że kobieta nie pracuje, chwyta się dorywczych prac, głównie jako sprzątaczka. A pieniądze na utrzymanie domu daje mąż. Natalia twierdzi, że za mało. Dlatego rzekomo dlatego zaczyna pożyczać.
Dowód osobisty
Według jej zeznań wszystko zaczyna się około 2021 roku. Pierwszy sprzęt bierze na raty za zgodą babci. Później zmienia telefony, co miesiąc trzeba płacić wyższe raty. W końcu przekraczają one możliwości finansowe Natalii. Wtedy wpadła na pomysł, że będzie brała kolejne smartfony, żeby spłacać poprzednie zadłużenie.
Zaczyna od danych babci. Kurier, który przywozi sprzęt, nie wnika kto podpisuje umowę. Natalia jest zaskoczona, że idzie tak gładko. Bierze kolejne pożyczki. Dzwoni i próbuje do skutku, czyli do momentu odmowy z powodu przekroczenia limitu zadłużenia danej osoby. Wtedy wykorzystuje kolejne dane. I cykl się powtarza. Twierdzi, że pieniądze wydaje na bieżące zakupy.
25,5 mln Polaków nie zastrzegło PESEL-u
Większość przestępstw, do których przyznała się Natalia Z. doszło przed 1 czerwca 2024 roku. Od tej daty banki i instytucje udzielające kredytów i pożyczek mają obowiązek sprawdzić status numeru PESEL. Jego zastrzeżenie uniemożliwia dokonanie wielu oszustw. Ale nie wszystkich. Przestępcy nadal mogą kupować drogie sprzęty z odroczonym terminem płatności, wypożyczyć samochód czy wynająć mieszkanie. Z danych Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że do 12 sierpnia tego roku PESEL zastrzegło nieco ponad 8,6 mln osób w kraju. Aż 25,5 mln osób nie tego nie zrobiło, choć wystarczy jedno „klinkięcie” w aplikacji mObywatel, zlecenie przez profil zaufany lub wizyta w urzędzie.
Komenda Główna Policji w odpowiedzi na nasze pytania zauważa, że większość danych osobowych przestępcy pozyskują z sieci. „Głównie przez metodę oszustwa - phishingu, w której to przestępca podaje się za inną osobę lub instytucję ( np. banki, urzędy, firmy kurierskie itp.).” - tłumaczy komisarz Wioletta Szubska z Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji.
Wykorzystywana jest też metoda przejmowania kontroli nad kontami społecznościowymi i rozsyłania fałszywych informacje do bliskich z prośbą o wykonanie przelewu lub innej transakcji. W przypadku fizycznej kradzieży tożsamości zazwyczaj dochodzi do kradzieży dokumentów, bazy danych, telefonów oraz komputerów.
Z danych policji wynika, że liczba przestępstw dotyczących kradzieży tożsamości, wyłudzania kredytów i oszustw rośnie. W tej pierwszej kategorii w 2024 roku stwierdzono blisko 2,8 tys. przestępstw, w 2025 ponad 3,1 tys., a w pierwszym półroczu tego roku już ponad 2,7 tys. Jeśli tendencja się utrzyma do końca roku liczba ta może przekroczyć 5 tys. W przypadku oszustw w 2024 roku doszło do 151 tys. przestępstw, w 2025 – 154 tys., a w pierwszym półroczu tego roku już blisko 90 tys. Ubiegły rok był też rekordowy jeśli chodzi o wyłudzenia kredytów. Policja stwierdziła ponad 4,2 tys. tego rodzaju przestępstw. „Zastrzeżenie numeru PESEL znacząco poprawia bezpieczeństwo w zakresie możliwości wyłudzania kredytów oraz pożyczek” – zauważa kom. Szubska.
Katarzyna: Byłam zdeterminowana, wiele osób milczy i płaci
Katarzyna Walczewska bardzo przeżyła to, co się wydarzyło latem 2024 roku. Nie mogła spać, nie mogła jeść, była fizycznie wyczerpana, a ze stresu w pewnym momencie wylądowała na wiele dni w łóżku. - Zastanawiałam się kto mógł to zrobić, dlaczego. Miałam obsesję sprawdzania konta, bałam się, że stracę wszystkie oszczędności. Do dziś jestem zablokowana w BIK. Gdybym potrzebowała kredytu nie mam szans. Zobowiązania urosły do około 100 tys. zł. Nadal nie wyrobiłam dowodu. Żyję w stresie, że gdzieś jeszcze moje dane mogły być wykorzystane. Obawiałam się też jakiegoś fizycznego ataku, bo okazało się, że podejrzana mieszka kilka kilometrów od mojego domu – mówi.
I dodaje: - Gdy opowiadałam swoją historię znajomym okazało się, że są osoby, które też to spotkało i które przez lata spłacają nie swoje długi. Ja miałem to szczęście, że na samym początku byłam zdeterminowana. Jeden z policjantów próbował mnie spławić. Mówił, że to pewnie jakiś słup. Żeby płacić i tyle. Dobrze, że nie posłuchałam. Na kanwie swoich doświadczeń przygotowałam też e-booka, w którym podpowiadam w jaki sposób chronić swoją tożsamość, jak radzić sobie psychicznie, ale też gdzie szukać pomocy. Mam nadzieję, że opowiedzenie tej historii sprawi, że wiele osób uniknie tego rodzaju przestępstw.
Oprócz Natalii Z. prokuratura postawiła zarzuty także pięciu kurierom, którzy bez żadnej weryfikacji przekazywali przesyłki. Jeden z nich przyznał się do winy i chce dobrowolnie poddać się karze. Pozostali zasłaniali się niepamięcią. Prokuratura wycofała zarzuty wobec męża Natalii Z. Uznała, że mężczyzna nie wiedział o tym, że żona wykorzystuje dane osób, które mieli w domu. Miała je kopiować z umów, które zostawiał w szafce.
Chcieliśmy porozmawiać z Natalią Z. o tym dlaczego oszukiwała ludzi i czy żałuje tego co zrobiła. - Nie mam zamiaru udzielać żadnych informacji - odparła przez telefon. Później napisała jeszcze SMS: „Nie wyrażam zgody na udział w reportażu ani publikację mojego wizerunku i danych”.
W trakcie prac nad reportażem zgłosiła się do nas Kornelia z Mazur. W maju tego roku znalazła ogłoszenie o sprzedaży mgiełek zapachowych. Przelała około 100 zł, ale przesyłka do niej nie dotarła. - To znów była Natalia. Na komunikatorze zaczęła serię dziwnych wymówek. Zwyzywałam ją od złodziejek, wstawiłam post w jednej z grup i zagroziłam, że poinformuję kogo się da, że jest oszustką - rodzinę, znajomych, szkołę do której chodzą je dzieci. W końcu oddała pieniądze, ale w międzyczasie dowiedziałam się ile osób oszukała. Jak widać niczego się nie nauczyła - mówi nam Kornelia.
Proces Natalii Z. i pięciu kurierów będzie się toczył przed Sądem Rejonowym Lublin-Wschód w Świdniku.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET