Koniec politycznych deepfake’ów? Tak nowe przepisy zmienią kampanię wyborczą
Wskrzeszanie zmarłego Andrzeja Leppera, tonący okręt PiS i wspólna biesiada Sławomira Mentzena z politykami Kolacji Obywatelskiej. Polscy politycy coraz chętniej korzystają ze sztucznej inteligencji. AI Act, którego kolejne przepisy właśnie zaczynają obowiązywać, może znacząco zmienić zbliżającą się kampanię wyborczą. Ekspert tłumaczy, co się zmieni i na co będą musieli uważać politycy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak AI Act wpłynie na kampanię wyborczą w Polsce i wykorzystanie sztucznej inteligencji.
- W jaki sposób muszą być oznaczane materiały stworzonych dzięki AI
- Co grozi politykom za nieprzestrzeganie AI Act.
- Które materiały wygenerowane przez AI nie muszą być oznaczane.
W połowie maja AI, czyli sztuczna inteligencja „ożywiła” zmarłego 15 lat temu Andrzeja Leppera. Komputerowo wygenerowana postać mówi, że dziś głosowałaby na Samoobronę Odrodzenie, założoną przez Jerzego Andrzejewskiego, polityka prezentującego skrajnie prawicowe poglądy. Spot wywołał duże kontrowersje i pytania o moralne granice wykorzystania sztucznej inteligencji w bieżącej polityce.
I choć zdecydowana większość osób zdawała sobie sprawę, że nagranie jest wytworem sztucznej inteligencji, nie musieli o tym wiedzieć wszyscy. Podobnych materiałów w zbliżającej się kampanii wyborczej możne pojawiać się więcej. Ale politycy będą musieli informować odbiorców, że wykorzystali AI. Choć nie zawsze.
AI Act zmieni kampanię wyborczą? Kluczowe zmiany dla polityków
- Jestem przekonany, że najbliższa kampania wyborcza będzie w dużej mierze opierała się na materiałach wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. W ostatnich tygodniach mogliśmy obserwować wiele przykładów jej użycia. Natomiast teraz zmieniają się zasady gry. W życie wszedł AI Act, czyli przepisy, które mają uporządkować wykorzystywanie sztucznej inteligencji, także w materiałach politycznych - mówi RadioZET.pl Jan Matysik, ekspert ds. PR i komunikacji marketingowej z Cumulus PR, członek Rady Stowarzyszenia Agencji Public Relations.
AI Act to przepisy, które mają uporządkować stosowanie sztucznej inteligencji w wielu dziedzinach życia. Muszą ich przestrzegać twórcy cyfrowi, firmy, media, ale też politycy. Są wprowadzane stopniowo od kilkunastu miesięcy. Na początku sierpnia wszedł w życie kolejny pakiet. Kluczowe są zasady dotyczące przejrzystości publikowanych materiałów. Chodzi o odpowiednie oznaczanie filmów, grafik, ale też materiałów audio, przy których tworzeniu wykorzystano sztuczną inteligencję. Zwłaszcza, w przypadku, gdy materiały realistycznie przedstawiają osoby lub miejsca, a dana sytuacja nie miała miejsca.
Przykład? Pod koniec kwietnia na swoim profilu Sławomir Mentzen zamieścił film, w którym za pomocą sztucznej inteligencji przedstawił walkę frakcji w PiS. Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek podczas burzy, ku przerażeniu pasażerów, walczą o stery okrętu. Ostatecznie statek tonie, a rozbitkom pomaga Mentzen, który zabiera ich na luksusowy jacht, oznajmiając, że „Wartości nie toną”. PiS odpowiedział filmem, w którym pokazuje lidera Konfederacji pijącego piwo z politykami Koalicji Obywatelskiej.
Gdyby oba materiały zostały zamieszczone w sieci dziś, musiałyby mieć wyraźne oznaczenie, że przy ich tworzeniu wykorzystano AI. Nie tylko dla odbiorców. Zamieszczane pliki powinni też mieć odpowiednie metadane. To ważne, bo oba spoty przedstawiają nieprawdziwe sytuacje. Podobnie trzeba byłoby uczynić, gdyby któreś z ugrupowań wykorzystało sztuczną inteligencję do stworzenia wypowiedzi polityka, której ten nigdy nie wygłosił.
AI zbuduje strategię i podpowie: Te regiony lepiej omijać
- Dziś część filmów wprowadza odbiorców w błąd, a nawet ich oszukuje. W związku z tym, że marketingowcy mają coraz większe możliwości techniczne, odbiorcy nie zawsze są w stanie ocenić na pierwszy rzut oka czy coś jest prawdziwe, czy nie. Właśnie dlatego AI Act wymaga odpowiedniego oznaczania materiałów, które powstały z pomocą sztucznej inteligencji. Tu absolutnie nie chodzi o cenzurę, tłumienie krytyki, czy ograniczanie wolności wypowiedzi. Przepisy mają chronić odbiorców, którzy nie zawsze muszą mieć doświadczenie z komputerami, animacją wideo. Oni powinni dostać jasną wiadomość, że materiał powstał przy pomocy AI - dodaje Jan Matysik.
Według eksperta od PR-u wykorzystania sztucznej inteligencji w kampanii wyborczej nie da się już zatrzymać. A powstające filmy stanowią pewien koloryt kampanii. - Część z nich jest prześmiewcza, pozwala przebić balonik, takiej mega poważnej dyskusji politycznej. Dlatego w AI Act jest furtka, która pozwala na nieoznaczanie filmów ewidentnie satyrycznych. Muszą to jednak być materiały, które od razu dają się ustalić jako takie, które nie mogły się zdarzyć. Dla przykładu pokazanie polityka wśród dinozaurów. W innych przypadkach wideo powinno być oznaczone, w taki sposób, żeby już przy pierwszym kontakcie było wiadomo, że mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją. Niedopuszczalne będą próby omijania tych przepisów - tłumaczy ekspert.
I dodaje: - Drugi element, który może mocno zmienić nadchodzącą kampanię to wykorzystanie sztucznej inteligencji do budowania strategii. Przygotowania haseł, treści przemówień, programu na bazie dużej ilości danych historycznych dotyczących wyników wyborów, badań opinii publicznej. Takich materiałów też nie trzeba będzie oznaczać. Ale politycy będą mogli korzystać z tych danych do określenia, czy o dany region warto walczyć w kampanii, czy też uwarunkowania polityczne w miejscowości X czy Y są takie, że nie ma szans na pozyskanie wyborców i lepiej tu po prostu odpuścić - wyjaśnia Jan Matysik.
Dotkliwe kary za próbę obejścia AI Act. Nawet 15 mln euro
Kary za próbę obejścia AI Act mogą być bardzo dotkliwe. Maksymalnie mogą wynieść 15 mln euro. Kwota może wydawać się wysoka, ale zmanipulowany materiał może pogrążyć przeciwnika politycznego czy partię i zmienić wynik wyborów. Za co można będzie otrzymać karę? To nie tylko brak odpowiedniego oznaczenia materiału wygenerowanego przez AI, ale teżnp.zamieszczenie informacjidopierow 29. sekundzie 30-sekundowego spotu,czyumieszczenie ciemnoniebieskiego napisu na granatowym tle, co uniemożliwi jego odczytanie.
Zgodnie z przepisami odpowiednie oznaczenia powinny znaleźć się także przy wygenerowanych tekstach, które bez żadnej redakcji czy sprawdzenia są publikowane na stronach internetowych. Odbiorcy powinni otrzymać również informację, że rozmawiają z chatbotem, np. prowadząc rozmowę na stronie internetowej danego ugrupowania.
Jak polskie partie przygotowują się do funkcjonowania w nowej rzeczywistości i czy przekazują wytyczne swoim przedstawicielom? Wojciech Machulski, rzecznik Konfederacji, której politycy są bardzo aktywni w portalach społecznościowych w rozmowie z portalem RadioZET.pl przyznaje, że w partii na razie ostrożnie obserwują nowe przepisy. - Chcemy zobaczyć, jaka będzie praktyka, jakie zostaną wypracowane normy w realnym otoczeniu. Na razie zalecamy wstrzemięźliwość. Materiały z użyciem AI są dość specyficzną formą rozpowszechniania przekazu, większość odbiorców to zauważa, więc staramy się nie nadużywać tego narzędzia – mówi Machulski.
Posłanka Dorota Łoboda, rzeczniczka klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej przyznaje, że posłowie wszystkich ugrupowań niedawno otrzymali przewodniki z Kancelarii Sejmu, w których znalazła się m.in. informacja o tym jak stosować przepisy dotyczące AI. - Na razie wewnątrz klubu nie wprowadzaliśmy żadnych wytycznych. Obecnie większość z nas jest na urlopach, myślę, że po powrocie z nich będziemy mieli szkolenie w tym zakresie. Do tego czasu nie spodziewam się, żeby tego typu materiały były przygotowywane. Jeśli zdecydują się na to poszczególni posłowie, zrobią to na swoją odpowiedzialność - mówi RadioZET.pl Dorota Łoboda.
Narazie jednak politycy kar nie powinni się spodziewać. Zgodnie z przepisami kontrolę na AI Act ma sprawować Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, tzw. KRiBSI. To ona powinna wykrywać naurszenia i nakładać kary. Na razie jednak nie powołano jej władz. Nie wiadomo też jaki będzie budżet instytucji i ile osób będzie w niej czuwało nad przestrzeganiem AI Act. Od wtorku 11 sierpnia Sejm ma dwa miesiące na powołanie przewodniczącego komisji.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET