Artur chciał ratować psy z płonącej kamienicy w Poznaniu. Wtedy doszło do wybuchu
Podczas pożaru kamienicy przy Kraszewskiego w Poznaniu 35-letni Artur ruszył na ratunek pieskom, którymi się opiekował. Kiedy wszedł do kamienicy, doszło do wybuchu. Teraz mężczyzna jest w śpiączce w nowosolskim szpitalu. Rodzina apeluje o pomoc.
Pożar kamienicy w Poznaniu. Artur chciał ratować psy, omal nie zginął
Historie mieszkańców spalonej kamienicy przy ul. Kraszewskiego w Poznaniu dobitnie ukazują ogrom tragedii, jaka dotknęła ich feralnej nocy z soboty na niedzielę (24/25.08). W tym czasie 35-letni Artur opiekował się dwoma psami rasy chihuahua - 6-letnią Mają i 4-letnią Sisi. Razem z kolegą Łukaszem od 2018 roku prowadzą hodowlę. Feralnej nocy zwierzęta zostały same w kamienicy, gdzie wybuchł pożar. Artur i Łukasz sobotni wieczór spędzili na organizacji wesela - tym właśnie zawodowo zajmuje się 35-latek.
Po informacji o pożarze Artur błyskawicznie pojawił się przed kamienicą i ruszył na ratunek psom. W akcji chciał mu pomóc współwłaściciel kamienicy Krzysztof. Wówczas doszło do dwóch silnych wybuchów. Poważnie ranny 35-latek został wyciągnięty z budynku przez strażaków. Niestety mężczyźnie nie udało się uratować zwierząt. - Został natychmiast przetransportowany do szpitala. Jego stan obecnie jest ciężki, ale stabilny. Ma poparzenia trzeciego i drugiego stopnia - powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Łukasz.
Mężczyzna bezpośrednio po wybuchu trafił do szpitala, gdzie lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. W niedzielę rano został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Nowej Soli. "Gazeta Wyborcza" ustaliła, że 35-latek ma obrażenia na 70 proc. powierzchni ciała. Na co dzień Artur jest kierownikiem Biedronki, a mieszkanie w kamienicy przy Kraszewskiego wynajmował od 9 lat. W sieci ruszyła zbiórka pieniędzy.
Tragiczny pożar kamienicy przy Kraszewskiego w Poznaniu
Do pożaru i wybuchu w kamienicy przy ul. Kraszewskiego w Poznaniu doszło w nocy z soboty na niedzielę. W trakcie akcji poszkodowanych zostało 11 strażaków, zaś dwóch było poszukiwanych. W niedzielę około południa premier Donald Tusk poinformował, że dwaj poszukiwani strażacy nie żyją. Do szpitala trafiły także trzy postronne osoby, które też zostały ranne w tym zdarzeniu.
Centrum Zarządzania Kryzysowego w najnowszym komunikacie poinformowało, że strefa "0" została zmniejszona, a część mieszkańców mogła wrócić już do swoich mieszkań. Niestety osoby, które mieszkały najbliżej spalonej kamienicy, wciąż nie wiedzą, czy będą mogły wrócić do swoich lokali. Trwają zbiórki pieniędzy i materiałów dla osób poszkodowanych w pożarze oraz dla rodzin zmarłych strażaków. Sprawę bada prokuratura.
Źródło: Radio ZET/"Gazeta Wyborcza"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET