Kaczyński zmienia plany, w PiS krąży szokujący pomysł. "Jeden z głupszych, o jakich słyszałem"
PiS miał plan, by 11 listopada przedstawić swojego kandydata w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Jak ustaliła Wirtualna Polska, prezentacja może się jednak opóźnić. I to z dwóch powodów - nagłego zainteresowania Jarosława Kaczyńskiego Marszem Niepodległości, ale też wciąż brakiem odpowiedniej osoby, która miałaby startować w 2025 roku pod egidą PiS. W partii krąży szokujący pomysł - Nowogrodzka miałaby nie wykluczać powtórzenia manewru KO z 2020 roku.
PiS i Marsz Niepodległości. Kaczyński opóźnia decyzję ws. kandydata w wyborach
Początkowo plan PiS - kolportowany w mediach - był prosty: 11 listopada, w Dzień Niepodległości, miała się odbyć prezentacja kandydata partii w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Miało to być powtórzenie manewru z 2014 roku, gdyż wtedy również w święto państwowe Jarosław Kaczyński przedstawił Andrzeja Dudę jako reprezentanta partii w wyścigu o fotel głowy państwa. Ale najprawdopodobniej prezentacja nie dojdzie do skutki i zostanie przesunięta na później. Z dwóch powodów.
Po pierwsze - Marsz Niepodległości, cykliczna impreza prawicowych i narodowych środowisk patriotycznych, która co roku odbywa się 11 listopada w Warszawie. 4 września policja weszła do siedziby Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i przeszukała dom Roberta Bąkiewicza, jednego z organizatorów i "twarzy" wydarzenia. Chodzi o ekscesy, do których doszło podczas edycji w 2018 roku. Bąkiewicz jest blisko powiązany z PiS, bezskutecznie startował nawet z ich list do Sejmu, nazywany jest "koncesjonowanym narodowcem".
Jak ustaliła Wirtualna Polska, to właśnie działania przeciw SMN i Bąkiewiczowi miały zainspirować PiS do przejścia do ofensywy i zainteresowania się imprezą, w której formacja jedyny raz wzięła udział właśnie sześć lat temu i z której organizatorami zwykle było jej nie po drodze. Kaczyński zapowiedział nie tylko demonstrację na 14 września pod siedzibą Ministerstwa Sprawiedliwości, ale - zdaniem WP - politycy PiS mają zamiar uczestniczyć także w listopadowym marszu.
I to mimo sprzeciwu narodowców. "Nie zapraszam Kaczyńskiego na Marsz Niepodległości. Niech zostanie w domu" - napisał w mediach społecznościowych Witold Tumanowicz, poseł Konfederacji, członek zarządu Ruchu Narodowego i również jedna z prominentnych postaci związanych z eventem. A działacze PiS w rozmowie z WP odgryzają się organizatorom, że "to nie jest ich prywatna impreza", tylko "marsz wszystkich Polaków".
Wybory prezydenckie 2025. PiS szykuje "podmiankę"?
Drugą przyczyną zmiany planów jest fakt, iż ugrupowanie wciąż ma problem z wyborem kandydata na przyszłoroczną elekcję. - Plan był taki, że 11 listopada będziemy w Krakowie i tam najprawdopodobniej zaprezentujemy kandydata na prezydenta. Robimy to po swojemu, na własnych warunkach. Ale to się już wywaliło - mówił jeden z posłów w rozmowie z portalem.
Popłoch na Nowogrodzkiej miał wywołać sondaż na zlecenie PiS, z którego wynika, że żaden z wymienianych w mediach potencjalnych kandydatów (m.in. Mateusz Morawiecki, Tobiasz Bocheński, Mariusz Błaszczak, Zbigniew Bogucki, Patryk Jaki, Karol Nawrocki) nie ma większych szans na zwycięstwo ani nawet wyrównaną walkę z kandydatem KO. Część z nich nie jest nawet wystarczająco rozpoznawalna. W ciągu kilku tygodni trudno więc będzie znaleźć "przyszłego prezydenta" i przedstawić go światu.
Udział w Marszu Niepodległości jest dobrym pretekstem, by przesunąć prezentację kandydata. W partii zresztą jest sporo głosów za tym, żeby kandydata nie pokazywać zbyt szybko, że nie ma sensu robić tak długiej kampanii
W PiS jest grupa zwolenników przeczekania aż do momentu, gdy swojego reprezentanta zaprezentuje KO. Spekuluje się też o innym, szokującym pomyśle: podmiance. W myśl tego PiS zaprezentuje kandydata jeszcze w tym roku, a wiosną, w ostatnim momencie, wymieni go na kogoś, kto mógłby dać impuls ewentualnym kiepskim sondażom. Byłoby to powtórzenie 1:1 rozwiązania KO z 2020 roku, gdy tuż przed terminem pikującą w badaniach Małgorzatę Kidawę-Błońską zmienił Rafał Trzaskowski i ostatecznie przegrał z Dudą niewielką różnicą głosów.
- To jeden z głupszych pomysłów, o których słyszałem, ale tak, faktycznie jest to możliwe - mówił Wirtualnej Polsce jeden z polityków PiS. Ale i sam szef klubu PiS Mariusz Błaszczak (pojawiający się przecież na giełdzie nazwisk) nie zdementował tego wprost w rozmowie z Polsat News. - Życie przynosi wyzwania. Ale mam nadzieję, że takiego wyzwania nam życie nie przyniesie, że takie wyzwanie przed nami nie stanie - stwierdził.
Źródło: Radio ZET/Wirtualna Polska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET