Pobicie kobiety w Zakopanem. "Mój synek patrzył, jak ten bandyta bije mu matkę"

Mateusz Stelmaszczyk
2 min. czytania
15.07.2024 11:12
Obserwuj nas na Google

Lokalne media opisują szokującą sytuację, która rozegrała się w Zakopanem, gdzie doszło do pobicia kobiety. Agresorem był jeden z gości, który wynajmował kwaterę, a ofiarą żona jej właściciela. - Mój mały synek patrzył, jak ten bandyta bije mu matkę -  mówił pan Artur. 

Pobicie kobiety w Zakopanem
fot. Marek Podmokły/Agencja Gazeta, Facebook/"Gazeta Pohalańska"

Pobicie kobiety w Zakopanem

Szokujące sceny rozegrały się w jednym z apartamentów w Zakopanem. Jak podaje "Tygodnik Podhalański", wszystko zaczęło się w piątek 12 lipca, gdy do apartamentu, który pan Artur od lat wynajmuje turystom, przyjechali nowi goście. - Moi goście przyjechali w piątek, ale już pierwszej nocy sąsiedzi skarżyli się na hałas i wulgarne piosenki pełne przekleństw i obraźliwych słów - mówił mężczyzna. 

"Balowali na całego. Łamali kolejne punkty regulaminu"

Kolejnego dnia było tylko gorzej. W sobotę pan Artur wraz z żoną wybrali się na koncert - gdy wrócili do swojego pensjonatu okazało się, że jest tam więcej gości, niż przypuszczali. 

Redakcja poleca

- Nie dość, że już z oddali grała głośna muzyka, prawie jak na koncercie, to zamiast trzech, na parkingu mieliśmy pięć samochodów. Do naszych klientów dojechało około 10 osób. Razem imprezowali. U mnie nie wolno palić, robić imprez, ściągać ludzi z zewnątrz bez zgody właściciela obiektu. Oni w pokojach palili, balowali na całego. Złamali kolejne punkty regulaminu - mówił.

"Mój synek patrzył, jak ten bandyta bije mu matkę"

Dalej było już tylko gorzej. Gdy pan Artur zwrócił swoim gościom uwagę, ci zaczęli zachowywać się agresywnie. - Na moje uwagi jeden z przyjezdnych rwał się do bitki. Zaczął mnie gonić, zgubiłem telefon. On go podniósł i rzucił nim w moją żonę. Potem ją dopadł, powalił na ziemię i zaczął kopać. Mój mały synek patrzył, jak ten bandyta bije mu matkę - relacjonuje pan Artur. 

Na miejscu pojawił się patrol policji, który spisał dane i zeznania gości. - Potem chcieli odjechać, nie pozwoliłem im. Przecież mam dwójkę małych dzieci, a oni chcieli mnie zostawić z tymi bandytami. Nawet nie spisali moich zeznań, ani zeznań pozostałych gości, którzy stanęli w mojej obronie - powiedział. 

Ostatecznie problematyczni goście opuścili kwaterę. Sprawą zajmuje się policja - jak mówił pan Artur, wraz z żoną spędzili niedzielę na komendzie, gdzie składali zeznania. 

Źródło: Radio ZET/"Tygodnik Podhalański"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET