Szpital widmo na Dolnym Śląsku. Wejście do niego grozi niebezpieczeństwem
Opuszczony szpital na terenie Lasku Złotoryjskiego w Legnicy (woj. dolnośląskie) napawa niepokojem nawet w ciągu dnia. To kompleks ponad 20 budynków rozłożonych na obszarze 7 hektarów. Mimo że eksplorowanie mrocznych pomieszczeń jest skrajnie niebezpieczne, wciąż nie brakuje śmiałków, którzy się na to decydują. Nawet po zmroku.
- 3 zdjęć Zobacz galerię
Opuszczony szpital na Dolnym Śląsku mrozi krew w żyłach
Nowoczesny - jak na tamte czasy - kompleks szpitalny w Legnicy na Dolnym Śląsku wybudowali Niemcy w 1937 roku, głównie na potrzeby wojska. Zaopatrzono go w odpowiedni sprzęt i sale mogące pomieścić jednocześnie 650 osób. Dodatkowo obiekt był samowystarczalny - miał własne źródła energii i poboru wody. Na terenie kompleksu znajdowały się również stołówki, kluby, zadbany ogród, a nawet pełnowymiarowy basen. Wszystko zmieniło się po II wojnie światowej, wówczas szpital przejęli Rosjanie. Przez dłuższy czas leczyli się tutaj weterani Armii Czerwonej. Dopiero w 1993 roku obiekt trafił w ręce Polaków. Wielokrotnie zjawiali się na tym terenie szabrownicy, rozkradziono większość cennych przedmiotów. Z czasem szpital zaczął niszczeć w zastraszającym tempie; nie oszczędzał go również czas, który zostawił swoje ślady na murach i we wnętrzach budynków.
Wejście na teren obiektu jest niebezpieczne
Obecnie obiekt popada w absolutną ruinę i coraz częściej grozi katastrofą budowlaną. Nadzór budowlany podkreśla, że przebywanie na terenie kompleksu jest niebezpieczne. Mimo to wciąż jest on bardzo popularny wśród miłośników mocnych wrażeń i opuszczonych miejsc. Obecnie można tam nawet spotkać samozwańczego przewodnika. Pan Krzysztof pragnie jednak zachować anonimowość.
O dawnym szpitalu wie bardzo wiele. Ma nawet teczkę z archiwalnymi zdjęciami, chętnie dzieli się swoją wiedzą z przybyłymi na miejsce turystami. - Jak przyjeżdżają turyści z zagranicy, to najczęściej z Francji, Danii, Niemiec, Kazachstanu, Ukrainy - opowiedział w rozmowie z TVP3 Wrocław. - Moje wiadomości nie są z internetu czy z jakichś tam książek, tylko od ludzi, którzy mieszkali w Legnicy czy od Rosjan i Ukraińców
Warto jednak podkreślić, że obiekty, które się tam znajdują, w każdej chwili mogą się zawalić. Konstrukcja częściowo uległa zniszczeniu, a stan techniczny jest z roku na rok coraz gorszy. Wątpliwości budzi również stan prawny nieruchomości, który dla organu i gminy jest nieznany. - To, co się pojawia w rejestrach i wyciągach z rejestru gruntów, to są podmioty, które już nie istnieją. Bądź osoby, które już nie żyją - powiedział Paweł Kuźniar, cytowany przez TVP3 Wrocław. Od lat 90. udziały w obiekcie miało przynajmniej kilkanaście osób. Obecnie rozwija się tu tzw. dzika turystyka, bo nikt nie stara się tego zagospodarować ani nie zgłasza niszczenia mienia.
Źródło: Radio ZET/Onet/TVP3 Wrocław