"Ni to burza, ni samolot". 13 lat temu w Borach Tucholskich rozpętało się piekło
Setki hektarów połamanych drzew, dziesięć osób rannych i jedna ofiara śmiertelna. Mija 13 lat o spowodowanej żywiołem katastrofy w Borach Tucholskich. O tragedii pisały wtedy także zagraniczne media. Do dziś na zdjęciach satelitarnych widać trasę, którą 14 lipca 2012 roku przemierzała trąba powietrzna.
- 14 zdjęć Zobacz galerię
- 13 lat temu przez Bory Tucholskie przeszła trąba powietrzna, która zostawiła po sobie setki hektarów zniszczeń
- Niszczycielski żywioł rozrzucał drzewa jak zapałki, zrywał dachy i doprowadził do śmierci jednej osoby
- Naprawianie szkód trwało latami, choć skutki katastrofy można tu zobaczyć do dziś
Trąba powietrzna w Borach Tucholskich. Mija 13 lat od tragedii
14 lipca 2012 roku około godz. 17:00 w Borach Tucholskich rozpętało się piekło. Trąba powietrzna przetoczyła się przez tereny Nadleśnictwa Trzebciny, zabierając 468 ha lasu. Połamane drzewa, pozrywane dachy - taki obraz zostawił po sobie żywioł. Pas zniszczeń rozciągał się na długości ponad 20 km i szerokości nawet 700 m. Na zdjęciach satelitarnych do dziś widoczna jest trasa, którą dokładnie 13 lat temu przebyło tornado.
Jednym ze świadków tych wydarzeń był leśniczy Leśnictwa Zacisze Konrad Paliwoda. To, co zobaczył, opisał kilka lat później w biuletynie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu. Kiedy wszystko się zaczęło, był akurat w leśniczówce. Dzień był słoneczny. Dopiero około godz. 14:00 zebrały się chmury i zaczął padać deszcz. Wtedy jednak nic nie zapowiadało gwałtownej zmiany pogody. Około 17:00 zaczął wiać silny wiatr.
"Towarzyszyły mu głośne, dziwne hałasy - ni to burza, ni to samolot lub odgłos jadącego pociągu. Spojrzałem przez okno. Zrobiło się ciemno, a w powietrzu dostrzegłem unoszące się przedmioty. Dopiero po czasie okazało się, że były to poszycia dachów zabrane przez wichurę z odległej o dwa kilometry wsi" - relacjonował leśniczy.
Drzewa "rozsypane jak zapałki"
Wszystko trwało zaledwie kilka minut, po których leśniczy zobaczył zniszczoną część lasu. "Początkowo sądziłem, ze to tylko mały fragment drzewostanu, ten, który miałem w zasięgu wzroku. Wziąłem do ręki telefon i poinformowałem nadleśniczego o stratach. Potem postanowiłem sprawdzić i określić rozmiar szkód. Niestety byłem optymistą. To, co zobaczyłem kilkanaście metrów od leśniczówki, przerosło moje wyobrażenia" - opisywał Paliwoda.
Skala zniszczeń była ogromna. Drzewa były powyrywane, połamane i "rozsypane jak zapałki". Tornado nie zaczęło się ani nie skończyło w Borach Tucholskich. Tu jednak - na odcinku od miejscowości Szklana Huta i Zdroje (woj. kujawsko-pomorskie) do Jeziora Kałębie (woj. pomorskie) - spowodowała jedną z największych katastrof w historii Borów Tucholskich. Dotknęła m.in. leśnictwa Szklana Huta, Zacisze, Wygoda, Zazdrość i Pohulanka. Na trasie zniszczonych zostało także wiele budynków, zostawiając całe rodziny bez dachu nad głową. Ucierpiała m.in. miejscowość Stara Rzeka niedaleko Tlenia. W sieci do dziś można znaleźć nagrania huraganu sprzed 13 lat.
Zginął mężczyzna. Przygniótł go fragment budynku
Nie obyło się też bez ofiar. W miejscowości Wycinki w pobliżu wspomnianego jeziora doszło do największej tragedii. Zginął 60-letni mężczyzna, który został przygnieciony fragmentami porwanego przez żywioł domku letniskowego. Poza tym rannych zostało łącznie 10 osób. O tym, co wydarzyło się 14 lipca 2012 roku, pisały nawet zagraniczne media. "Ekstremalne wiatry nawiedziły województwa kujawsko-pomorskie i wielkopolskie, niszcząc 100 domów. Około 400 hektarów drzew zostało uszkodzonych również w Borach Tucholskich, parku narodowym i popularnym miejscu turystycznym" - opisywało następnego dnia sytuację po trąbie powietrznej brytyjskie BBC, które odnotowało także tragedię w Wycinkach.
Wiele osób straciło wtedy dobytek życia. - W pewnym momencie po drugiej stronie jeziora zobaczyłem coś, co wyglądało jak wielki pożar. Ale to przesunęło się nad wodę i szło w naszą stronę, miało ze 40 metrów szerokości! Wszystko dookoła zaczęło latać. Kilka sekund i trąba była u nas - opisywał niedługo po zdarzeniu właściciel gospodarstwa agroturystycznego w Wycinkach w rozmowie z "Faktem". Wiatr zerwał m.in. dach jego domu.
Naprawa szkód i "huragan stulecia"
Porządkowanie terenów po trąbie powietrznej trwało latami. Zniszczoną powierzchnię lasu odnawiano do 2015 roku. Zasadzono setki tysięcy nowych drzew. Po wszystkim na terenie Leśnictwa Wygoda odsłonięto pamiątkowy kamień. "W dniu 14 lipca 2012 roku przeszedł tędy wielki huragan, który zniszczył blisko 500 hektarów lasu. Powierzchnię klęski żywiołowej uporządkowali i nowy las posadzili miejscowi leśnicy w latach 2012 - 2015" - napisano na kamieniu.
Wydarzenia z lipca 2012 roku przez długi czas były uważane za największą katastrofę, jaka w XXI wieku dotknęła Bory Tucholskie. Wystarczyło jednak tylko 5 lat, by to się zmieniło. W sierpniu 2017 roku okoliczne lasy nawiedził "huragan stulecia", który sami leśnicy określili mianem "największego kataklizmu w historii Lasów Państwowych".
Źródło: Radio ZET / trzebciny.torun.lasy.gov.pl / bbc.com / twojapogoda.pl / fakt.pl / lasy.gov.pl /