Nie wszyscy wiedzą o tym przepisie w sanatoriach. Grożą za to wysokie kary
Kuracjusze na pobyt w sanatorium czekają często miesiącami. Nic dziwnego, że chcą, aby był to dobrze wykorzystany czas. Okazuje się jednak, że w niektórych przypadkach można zostać ukaranym przez dany ośrodek. Dotyczy to szczególnie jednej sytuacji, a nie wszyscy kuracjusze zdają sobie z tego sprawę.
- Sanatoria w określonych przypadkach mogą nałożyć kary finansowe na kuracjuszy
- Dotyczy to sytuacji, w których ci chcieliby skrócić pobyt - zarówno przyjechać później, jak i wyjechać wcześniej
- Sanatoria nie otrzymują pieniędzy od NFZ za niewykorzystany czas. Wiele z nich umieszcza więc w regulaminie zapisy o karach
Sanatoria nakładają kary na kuracjuszy
Kary nakładane na kuracjuszy przez sanatoria nie są częste, ale potrafią być bardzo kosztowne. Na konsekwencje finansowe można się narazić szczególnie w jednym przypadku - samowolnego skrócenia turnusu. Dotyczy to zarówno sytuacji, w której kuracjusz przyjedzie do sanatorium spóźniony, jak i tej, kiedy zdecyduje się opuścić je wcześniej niż było to zaplanowane. W takich sytuacjach ośrodki pobierają tzw. gapowe. Wszystko przez to, że za niewykorzystany czas sanatorium nie otrzyma pieniędzy z NFZ, które dopłaca do pobytów kuracjuszy.
Nakładane w ten sposób kary mają więc zadbać o to, by dana placówka nie była stratna. Jednocześnie zmniejsza to ryzyko samowolnego opuszczania turnusów przez kuracjuszy. Skrócenie pobytu w sanatorium możliwe jest jedynie w trzech przypadkach, które trzeba udokumentować. To choroba uniemożliwiająca dalszy pobyt, ale też śmierć lub choroba członka rodziny, a także kiedy dzieje się tak z powodu sanatorium. Jeśli więc planujemy skrócić pobyt, warto wcześniej sprawdzić regulamin danego ośrodka. Tam powinny bowiem znaleźć się informacje o ewentualnych karach.
Ile trzeba zapłacić za skrócenie pobytu w sanatorium?
Kary nakładane przez sanatoria mogą sięgać nawet kilkuset złotych. "Fakt" porozmawiał z kuracjuszką, która chciała skrócić pobyt o dwa dni w jednym z sanatoriów w Ciechocinku. Okazało się, że w takim przypadku jedna niewykorzystana doba to koszt 150 zł. - Ludzie się burzyli, nie rozumieli, dlaczego mają płacić za to, że z czegoś nie skorzystali - mówiła "Faktowi" kobieta.
Kuracjuszka wcześniej wykorzystała już wszystkie zabiegi. Wyjechać chciała w weekend, kiedy i tak żadne nie są wykonywane. Mimo to i tak kosztowałoby to ją łącznie 300 zł. Kobieta ostatecznie nie musiała płacić - poradzono jej, by zostawiła klucz w recepcji i nie wymeldowała się. - Wszystko zależy od ludzi. Pielęgniarka, z którą rozmawiałam, okazała się życzliwa. Lekarz też kiwał ze zrozumieniem głową, gdy opisywałam mu swoją sytuację, obiecał nawet pomoc w razie kłopotów. Na szczęście nie musiałam z niej korzystać - powiedziała.
Źródło: Radio ZET / "Fakt"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET