Pani Maria zjadła zatrutą galaretę z targu w Nowej Dębie. Opowiedziała, co uratowało jej życie
Pani Maria z Nowej Dęby przeżyła zatrucie galaretą z miejscowego targowiska. 66-latka opowiedziała w rozmowie z "Super Expressem" o objawach, jakie jej towarzyszyły po zjedzeniu feralnego mięsa. – Zwymiotowałam i to chyba uratowało mi życie – wspomina.
W sobotę w szpitalu w Nowej Dębie zmarł mężczyzna, który zjadł kupioną na targowisku galaretę garmażeryjną. Do szpitala im. Ludwika Rydygiera w krakowskiej Nowej Hucie trafiły też dwie kobiety z objawami ostrego zatrucia pokarmowego. Jedną z nich była pani Maria Sławuta. 66-latka czuje się już dobrze i opuściła placówkę. W rozmowie z "Super Expressem" opowiedziała o wydarzeniach z minionego tygodnia.
Nowa Dęba. Pani Maria zjadła zatrutą galaretę z targu
Kobieta poszła na targ w Nowej Dębie wraz z mężem w sobotę 17 lutego. U małżeństwa spod Mielca: 55-letniej Reginy S. i 56-letniego Wiesława S., kupili galaretę wieprzową. – Kiedyś w przeszłości kupiłem tam wędlinę, ale nic wtedy się nam nie działo złego po jej jedzeniu – wspomina pan Waldemar, mąż pani Marii.
– Gdy wróciliśmy do domu, zaczęłam jeść tę galaretkę. Czułam, że jest dość mocno przyprawiona zielem angielskim. Niezbyt mi smakowała, nawet polałam ją octem. Zjadłam może pół, może tylko jedną trzecią porcji i odłożyłam do lodówki. Od razu bardzo źle się poczułam, spadło mi ciśnienie. Miałam 64/47. Kręciło mi się w głowie, stół, który stał przed moimi oczami, cały wirował. Zsiniałam, nie mogłam oddychać – opowiada 66-latka.
Pani Maria dodaje, że nagle zaczęła wymiotować i prawdopodobnie to uratowało jej życie. Następnie trafiła na SOR, skąd została przeniesiona na oddział wewnętrzny. Tam poznała druga kobietę, która również zatruła się galaretą. – Powiedziała, że zjadła tylko jedna łyżeczkę i zemdlała. To właśnie wtedy padły pierwsze podejrzenia, że powodem zatrucia była wspomniana galareta z targu – podsumowuje.
Wyniki sekcji zwłok 56-latka, który zmarł po zjedzeniu galarety
Jak informowaliśmy w Radiu ZET, sekcja zwłok nie wskazała przyczyny zgonu 54-letniego obywatela Ukrainy, który zatruł się galaretą. Konieczne jest przeprowadzenie dodatkowych badań, w tym toksykologicznych – poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu prokurator Andrzej Dubiel.
Regina S. i Wiesław S., którzy sprzedawali z samochodu wyroby garmażeryjne własnej produkcji, usłyszeli zarzut, że "działając wspólnie i w porozumieniu narazili na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu trzy ustalone osoby poprzez sprzedaż im galarety mięsnej uprzednio wyrobionej we własnym gospodarstwie domowym, z mięsa zwierząt niewiadomego pochodzenia, które nie były ewidencjonowane, bez spełnienia wymagań do prowadzenia produkcji wyrobów mięsnych". Przyznali się do zarzucanego im czynu i odmówili składania wyjaśnień. Nie zgodzili się także na odpowiadanie na pytania prokuratora. Zastosowano wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze - dozór policji i zakaz wyrobów mięsnych i ich sprzedaży.
Źródło: Radio ZET/"Super Express"
- Nieprawidłowości z pieniędzmi dla seniorów. NIK złoży zawiadomienie do prokuratury
- Mężczyzna znalazł paragon z Tesco z 1994 roku. Różnice cen są szokujące
- Seksafera w Watykanie, zakonnica oskarża jezuitę. "Brałam udział w trójkątach"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET