Nowe fakty po karambolu na S7. Spełnił się czarny scenariusz, prokuratura pełna obaw
Prokuratura potwierdziła, że ustalono tożsamość wszystkich ofiar karambolu na S7 w miejscowości Borkowo. Niestety, śmierć poniosła czwórka dzieci, które wracały z meczu Lechii Gdańsk, w tym rodzeństwo w wieku 9 i 12 lat. Ich ojciec przebywa w szpitalu w stanie ciężkim. Sprawca wypadku, Mateusz M., nie przyznał się do winy. Sąd nie zgodził się na areszt, co zdaniem prokuratury jest błędem, bo mężczyzna może próbować uciec z kraju.
Karambol na S7. Prokuratura potwierdziła tożsamość ofiar
Jak już informowaliśmy, Stowarzyszenie Lwy Północy, zajmujące się organizacją wyjazdów dzieci z województwa pomorskiego na mecze Lechii Gdańsk przekazało, że w karambolu na S7 w miejscowości Borkowo śmierć poniosła czwórka dzieci, które wracały z meczu gdańskiej drużyny. Początkowo znana była tylko tożsamość dwójki z nich, w wieku 7 i 10 lat. Obecnie ustalono także, kim była pozostała dwójka. Jak się okazało, śmierć w karambolu poniosło rodzeństwo, 12-letni Tomek oraz 9-letnia Eliza, które było na meczu po raz pierwszy.
Prokuratura potwierdziła, że ustalono tożsamość wszystkich ofiar i że śmierć poniosła czwórka dzieci. W szpitalu, w ciężkim stanie uniemożliwiającym przesłuchanie, przebywa ich ojciec. Do identyfikacji dwójki ofiar potrzebna była analiza DNA. Rannych w wypadku zostało kilkanaście osób.
We wtorek Prokuratura Rejonowa w Pruszczu Gdańskim przekazała, że ciężarówka przeszła badania. - Samochód ciężarowy, który uczestniczył w karambolu na S7 został zważony w poniedziałek. Pojazd nie przekraczał norm – powiedział we wtorek prokurator Wojciech Dunst. Dodał, że 37-letniemu kierowcy ciężarówki elektronicznie zatrzymano prawo jazdy.
Mateusz M. nie przyznał się do winy. Poważne obawy prokuratury
Mateusz M., 37-letni kierowca tira, który staranował auta na S7 w Borkowie k. Gdańska, usłyszał zarzuty spowodowania katastrofy drogowej. Podejrzany w trakcie przesłuchania w prokuraturze nie przyznał się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień. Odpowiadał jedynie na pytania swoich obrońców. Wiadomo też, że mężczyzna był trzeźwy, a w jego organizmie nie stwierdzono obecności substancji psychoaktywnych.
Z zapisu tachografu wynika, że w chwili zderzenia z innymi pojazdami tir jechał 89 km/h. Na tym odcinku drogi dopuszczalna prędkość wynosi 80 km/h. - Kierowca nie pamięta przebiegu zdarzenia - tłumaczył dziennikarzom rzecznik prokuratury. Śledczy będą ustalać czy mężczyzna zasnął, czy doszło do problemów zdrowotnych – przekazał przedstawiciel prokuratury w rozmowie z mediami.
Prokuratura złożyła wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące, jednak sąd się na to nie zgodził. Zdaniem rzecznika, taka decyzja jest błędem. - Kierowcy grozi surowa kara. Obawiamy się, że może utrudniać postępowanie karne i może opuścić granice naszego kraju – stwierdził przedstawiciel prokuratury, cytowany przez Interię.
Źródło: Radio ZET/Interia
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET