Nowe informacje ws. rakiety pod Bydgoszczą. Amerykanie ujawniają szczegóły
Amerykański dziennik "Wall Street Journal" podał we wtorek nowe informacje w sprawie rosyjskiego pocisku manewrującego, który wleciał w grudniu 2022 roku na terytorium Polski. Według ustaleń dziennikarzy "WSJ" rakieta spadła w pobliżu centrum szkolenia sił połączonych NATO w Bydgoszczy.
"Rakieta, wystrzelona podczas rosyjskich ataków na Ukrainę, wleciała do Polski w grudniu 2022 roku, a następnie uderzyła we fragment lasu około 10 mil (16 kilometrów) od centrum szkoleniowego NATO, co – jak uważają zachodni przedstawiciele władz – unaoczniło wyzwania dla obrony przestrzeni powietrznej Sojuszu" – pisze "Wall Street Journal". W Bydgoszczy znajduje się Centrum Szkolenia Sił Połączonych NATO.
"Podczas gdy polski rząd odmówił zidentyfikowania odłamków do czasu zakończenia śledztwa, analitycy bezpieczeństwa i zachodni przedstawiciele władz twierdzą, że dowody wskazują na wariant Ch-55, pocisku manewrującego, którego Rosja używała do oszukiwania ukraińskich systemów obrony powietrznej" – przekazał amerykański dziennik. W listopadzie ministerstwo obrony Wielkiej Brytanii poinformowało, że Rosja wybiera starsze pociski manewrujące przeznaczone do przenoszenia broni jądrowej, pozbawia je głowic, a następnie wystrzeliwuje je na Ukrainę jako atrapy.
Rosyjska rakieta pod Bydgoszczą. "Ukraina zaalarmowała Polskę"
To, w jaki sposób rosyjski pocisk wdarł się w polską przestrzeń powietrzną i przeleciał ponad połowę kraju nieprzechwycony, wywołało pytania w NATO, dotyczące tego, jak reagować na potencjalne zagrożenia z powietrza – zauważył "WSJ". – Konflikt potrwa jeszcze jakiś czas i nie był to ostatni raz, kiedy pocisk zboczył z kursu – skomentował Tom Karako z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie. – Otrzymuje się jedynie pewną liczbę ostrzeżeń, zanim faktycznie trzeba rozprawić się z problemem – dodał.
"16 grudnia Ukraina zaalarmowała Polskę, że nad obszarem Polski działają rosyjskie siły dalekiego zasięgu" – przekazał "WSJ" przedstawiciel polskich władz. Po tym, gdy polski radar wykrył obiekt lecący w przestrzeni powietrznej kraju, dwa myśliwce sił powietrznych USA F-16 stacjonujące w Polsce i dwa polskie MiG-29 lecące w tym rejonie nie zidentyfikowały pocisku ani wizualnie, ani za pomocą pokładowych radarów. Tego dnia widoczność ograniczało duże zachmurzenie, marznący deszcz i mgła.
"Po zniknięciu pocisku z ekranów radarów polskie wojsko ustaliło, że pocisk nie ma związku z atakiem nuklearnym, biologicznym lub chemicznym, ale nigdy nie przeprowadziło szeroko zakrojonych poszukiwań obiektu" – przekazał anonimowy przedstawiciel polskich władz. "W NATO nie ma protokołu poszukiwania odłamków" – dodał. "27 kwietnia polskie MON poinformowało, że w lesie pod Bydgoszczą znaleziono pozostałości po pocisku, co wywołało w kraju spór polityczny o to, dlaczego wcześniej nie podano informacji o potencjalnym wtargnięciu. Polski rząd nie potwierdził, jakoby pocisk został wystrzelony z Rosji, ale przedstawiciele polskich władz twierdzą, że prawdopodobnie nieumyślnie zboczył z kursu" – pisze "WSJ".
"Pocisk może potencjalnie doprowadzić do eskalacji"
Pociski manewrujące mogą działać nieprawidłowo, jeśli ich operatorzy wprowadzą niewłaściwe współrzędne, jeśli ich systemy pokładowe błędnie odczytają topografię terenu lub jeśli wojsko przeciwnika emituje fałszywe sygnały GPS, aby zmylić instrumenty nawigacyjne, co jest taktyką stosowaną przez Ukrainę – zauważył amerykański dziennik. "Ale nawet pocisk, który przez pomyłkę wleci na terytorium NATO, może potencjalnie doprowadzić do eskalacji" – podkreślił.
"Chociaż możliwość uderzenia przez obcy pocisk w Polskę wzbudziła wątpliwości co do zdolności tego kraju do obrony swojej przestrzeni powietrznej, przedstawiciel polskich władz powiedział, że nie doszło do uchybienia operacyjnego" – pisze "WSJ". "Zakładając, że cokolwiek, co zostało zidentyfikowane na radarze, jest zagrożeniem można doprowadzić do katastrofy" – dodał, podając jako przykład zestrzelenie samolotu Ukraine International Airlines nad Iranem w 2020 roku. "Nie można podjąć decyzji o zestrzeleniu tylko na podstawie danych radarowych" – podkreślił rozmówca "WSJ".
RadioZET.pl/"Wall Street Journal"/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET