Nowe wieści ws. karambolu na S7. Do identyfikacji ofiar konieczne będą badania DNA
W miejscowości Borkowo, na remontowanym odcinku drogi w kierunku Gdyni, doszło do śmiertelnego wypadku. W wyniku karambolu na S7 zginęły cztery osoby, a kilkanaście zostało rannych. Jak poinformował TVN24, do identyfikacji dwóch ofiar konieczne będą badania DNA. Sprawca wypadku, Mateusz M., usłyszał zarzuty spowodowania katastrofy drogowej.
Karambol na S7. Do identyfikacji ofiar potrzebna będzie analiza DNA
Do karambolu na S7 w kierunku Gdyni, doszło w miejscowości Borkowo, między wjazdem Lipce a Gdańsk Południe, doszło w piątek po godzinie 23. Jak informuje policja, w karambolu zginęły cztery osoby, a dwanaście zostało rannych. Wśród poszkodowanych są dzieci. Część samochodów doszczętnie spłonęła, w jednym z wraków służby znalazły ciała dwóch osób.
Jak przekazał w rozmowie z TVN24 Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, udało się zidentyfikować dwie ofiary wypadku. To dwóch chłopców w wieku 7 i 10 lat. Do identyfikacji dwójki pozostałych ofiar konieczna będzie analiza DNA. Powołano również biegłego, który ma ustalić stan techniczny tira.
- Dzisiaj (w poniedziałek – red.) będą przeprowadzane sekcje zwłok ofiar w Zakładzie Medycyny Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Dwie ofiary nadal są identyfikowane, dlatego zostaną przeprowadzone badania DNA porównawcze, żeby ustalić ponad wszelką wątpliwość tożsamość dwóch ofiar – powiedział Duszyński.
Sprawca wypadku Mateusz M. usłyszał zarzuty
Mateusz M., 37-letni kierowca tira, który staranował auta na S7 w Borkowie k. Gdańska, usłyszał zarzuty spowodowania katastrofy drogowej, w wyniku której zginęły cztery osoby, a 15 zostało rannych. Prokuratura złożyła wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące, jednak sąd się na to nie zgodził.
Wiadomo, że w chwili wypadku był trzeźwy. – Wstępne ustalenia są takie, że 37-letni kierujący pojazdem ciężarowym najechał na tył poprzedzających pojazdów – powiedział w rozmowie z Radiem ZET Karol Kościuk z Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim. Mężczyzna w prokuraturze nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania wyjaśnień.
Odcinek trasy S7, na którym doszło do karambolu, był remontowany. Na razie jednak służby nie chcą wyrokować, czy to mogło być przyczyną tragicznego zdarzenia. Policja podkreśla, że w piątek wieczorem warunki na drodze były dobre, ale miejscowo pojawiały się mgły, co mogło utrudniać widoczność. Według portalu trojmiasto.pl karambol miał rozpocząć się od tego, że na drodze zapaliło się auto, a jeden z kierowców chciał zawrócić i jechać pod prąd. Służby na razie nie potwierdzają tych informacji.
Źródło: Radio ZET/TVN24
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET