`

Nowy trop w sprawie Romanowskiego. Znaleziono DNA. „Gra na nosie służbom"

3 min. czytania
20.08.2026 10:53
Obserwuj nas na Google

Służby na razie nie mają koronnych dowodów na to, że Marcin Romanowski przebywa w prorosyjskim Tyraspolu. Jak ustaliła „Rzeczpospolita", skłaniają się do wersji, że to operacja zmylenia tropów. – Romanowski gra na nosie służbom, wręcz je ośmiesza – wskazuje jeden z rozmówców portalu.

Romanowski
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie kroki podjęto po otrzymaniu listu z Naddniestrza.
  • Dlaczego nie ma pewności, że to Romanowski wysłał list.
  • Które dowody sugerują obecność Romanowskiego w Naddniestrzu.

Gdzie jest Marcin Romanowski? Na liście znaleziono DNA

W ubiegłym tygodniu informowano, że do warszawskiego sądu okręgowego wpłynął wniosek Romanowskiego o wydanie listu żelaznego. Z koperty i pisma wynikało, że przesyłka została nadana w Tyraspolu, na terenie Naddniestrza – separatystycznego regionu będącego w świetle prawa międzynarodowego częścią Mołdawii, ale pozostającym de facto pod kontrolą Rosji. „Rzeczpospolita" ustaliła, że list nosi biologiczne ślady Marcina Romanowskiego.

Jednocześnie, jak podaje portal, śledczy skłaniają się do wersji, iż jego autorem rzeczywiście jest były wiceszef MS, ale sam list został wysłany z miejsca odległego od tego, w którym były wiceminister rzeczywiście przebywa. – Marcin Romanowski gra na nosie służbom, wręcz je ośmiesza, dlatego znalezienie go i sprowadzenie do kraju, to już kwestia ambicjonalna – tłumaczy jeden z rozmówców „Rzeczpospolitej”. 

Redakcja poleca

Po tym, jak do warszawskiego sądu przyszedł list, zainteresowali się nim funkcjonariusze służb pod kątem możliwych, pozostawionych na nich śladów. Poszukiwano linii papilarnych oraz ewentualnych śladów DNA, jakie mógł pozostawić autor. Funkcjonariusze próbują również ustalić, czy z rejonu Tyraspola w kluczowym czasie były wykonywane jakieś połączenia do Polski. Z dotychczasowych badań wynika, że samo pismo rzeczywiście zostało podpisane przez Romanowskiego. Jest jedno „ale". 

Nie ma pewności, że pismo wysłał sam Marcin Romanowski

Jak podaje „Rzeczpospolita", na wniosku o list żelazny znaleziono ślady sugerujące, że miał on z nim kontakt. Jednak nie ma już pewności, że pismo wysłał sam Marcin Romanowski – oraz że z miejsca, w którym według podanego adresu, przebywa. – Na chwilę obecną nie potwierdzono obecności Romanowskiego na terenie separatystycznego Naddniestrza, a tym bardziej pod wskazanym w liście poleconym adresie w Tyraspolu – wskazują źródła „Rzeczpospolitej”.

– Może to być przemyślana metoda, znana w kryminalistyce, jak np. red herring, czyli fałszywy trop. Chodzi o zmylenie organów ścigania w prowadzonym pościgu i ustaleniu miejsca pobytu – dodano. Według rozmówców portalu wygląda to jak przemyślane mieszanie prawdy z fikcją, aby zaprzęgnąć służby do ciężkiej pracy i odwieźć od faktów, a finalnie ośmieszyć. Podejmowane są próby ustalenia, kto nadał przesyłkę listową z konkretnej poczty w Tyraspolu.

Premier: staramy się monitorować sytuację Romanowskiego

We wtorek premier Donald Tusk przekazał, że służby innych państw z regionu, z którymi współpracuje Polska, potwierdziły informacje, iż poseł PiS Marcin Romanowski znajduje się na 99 proc. w Naddniestrzu. W związku z tymi informacjami mecenas  Bartosz Lewandowski, pełnomocnik Romanowskiego, złożył wniosek o przesłuchanie premiera Donalda Tuska. W komunikacie stwierdził, że prokuratura otwarcie przyznała, iż nie ma wiedzy, czy Romanowski jest w Naddniestrzu. Dodatkowo „podjęła szereg czynności dowodowych, aby to ustalić, wątpiąc w jego oświadczenie".

„Jednocześnie pan premier Donald Tusk potwierdza, że dysponuje wiedzą dotyczącą miejsca pobytu mojego Klienta, a co za tym idzie, jego depozycje – jako szefa rządu – będą kluczowe w zakresie potwierdzenia, czy Romanowski przebywa na terytorium UE, czy nie" – kontynuował Lewandowski. Podczas środowej konferencji prasowej dziennikarze dopytywali szefa rządu o te wypowiedzi.

Na pytanie, czy jest gotowy stawić się na takie przesłuchanie, Tusk powiedział, że „jest obywatelem bardzo lojalnym wobec własnego państwa” i zawsze stawia się, gdy otrzymuje wezwanie w charakterze świadka w różnych sprawach. – Jeśli mogę w czymś pomóc sądowi, to w ogóle nie mam z tym problemu – podkreślił. Odnosząc się do mec. Lewandowskiego, premier powiedział, że „ten znany adwokat na pewno ma dużo do powiedzenia o Naddniestrzu i rosyjskiej kontroli”. – Nie dziwi mnie, że akurat taka ekipa zebrała się razem i że finałem tego jest Naddniestrze. To bardzo mi pasuje do profilu wszystkich zaangażowanych w tę paskudną sprawę – powiedział premier.

Źródło: Radio ZET/Rzeczpospolita/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET