Olimpijka bez pieniędzy. „Czuję się wykorzystana”. Jest odpowiedź PKOl
Miała otrzymać 50 tys. złotych od Polskiego Komitetu Olimpijskiego w kryptowalutach w ramach programu „Mamy Olimpijki”. Została bez wypłaty i z podatkiem do zapłacenia - dowiedział się dziennikarz Radia ZET Mateusz Ligęza. Julia Walczyk-Klimaszyk przyznaje w rozmowie z nami, że czuje się wykorzystana. PKOL zajął już stanowisko w tej sprawie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były zamierzenia programu 'Mamy Olimpijki'.
- Dlaczego Julia Walczyk-Klimaszyk opóźniła ujawnienie problemów z wypłatą.
- Co utrudniało wypłatę środków z konta Zondacrypto,
- W jaki sposób próbowała rozwiązać problem z PKOl.
– Czuję, że mój wizerunek został wykorzystany przy promocji tego programu. Moja twarz była pokazywana w telewizji, podczas konferencji i ogłaszania programu– mówi Radiu ZET Julia Walczyk-Klimaszyk olimpijka, reprezentantka Polski we florecie, multimedalistka i wielokrotna mistrzyni kraju i Europy. Sportsmenka została jedną z twarzy kampanii programu Polskiego Komitetu Olimpijskiego i firmy Zondacrypto „Mamy Olimpijki”. „Ma on na celu finansowe wsparcie dla zawodniczek, które pomiędzy igrzyskami postanowiły zrobić krótką przerwę na macierzyństwo” – opisywał program PKOl na oficjalnej stronie kampanii.
Świadczenie będzie „przyznawane mamom olimpijkom na ich wniosek, który trzeba będzie wysłać do PKOl. Świadczenie to 50 tysięcy złotych, które będzie wypłacone w tokenach na konta mam olimpijek w aplikacji Zondacrypto. Każda z mam sama będzie decydować, co z nim zrobi” – tak z kolei program zachwalał szef PKOl Radosław Piesiewicz.
„Ocieplenie wizerunku firmy Zondacrypto”
Olimpijka opowiedziała Radiu ZET o swojej historii dopiero teraz, ponieważ środki miała przeznaczyć na swoje dziecko. – Planowałam przeznaczyć te środki na opłacenie przelotów i pobytu osoby do opieki nad dzieckiem oraz mojego dziecka podczas zawodów i zgrupowań, bo takiej pomocy nie udziela Polski Związek Szermierczy – wyjaśnia i zaznacza: – Teraz mamy najważniejszy moment sezonu, zaczynają się imprezy mistrzowskie i te środki muszę wyłożyć z własnych oszczędności.
Podkreśla, że zwlekała z upublicznieniem sprawy. – Z tego powodu, że po prostu z natury wierzę w dobre intencje ludzi i też widziałam, że te pieniądze zostały wypłacone sportowcom z igrzysk zimowych, więc nie rozumiałam, dlaczego nie zostały wypłacone mnie. Wydaje mi się, że też miało to na celu po prostu ocieplenie wizerunku firmy Zondacrypto za pomocą matek sportowców – mówi nam Julia Walczyk-Klimaszyk.
„Nie nazwałabym tego naciskiem, ale pośpiechem”
– Dostałam zaproszenie na listopadowe spotkanie, na którym miał zostać ogłoszony program wspierający olimpijki, które niedawno zostały mamami. Jadąc na spotkanie, nie znałam szczegółów wsparcia i dowiedziałyśmy o nich w trakcie konferencji – wyjaśnia reprezentantka Polski. Jak mówi, następnie „przy składaniu wniosku o przyznanie świadczeń trzeba było podpisać oświadczenie, że rozumiem naturę kryptoaktywów i ryzyko związane z wahaniem kursowym, ale nie, że giełda stanie się niewypłacalna”.
Zawodniczka relacjonuje, że “PKOl przesłał dokładne instrukcje, jak założyć konto i telefon do opiekuna, który miał w tym pomóc”. – Czuć było, że chcą wypłacić nagrody do końca 2025 roku, bo dostawałyśmy często maile przypominające, żeby dopełnić wszystkich formalności. Nie nazwałabym tego naciskiem, ale pośpiechem – ocenia.
– Próbowaliśmy wypłacić pieniądze na konto, ale żeby to zrobić, trzeba było wpłacić jakieś środki na konto Zondacrypto w celu potwierdzenia. Już zaksięgowanie tego przelewu trwało długo i były z tym problemy. Kiedy już udało się zlecić wypłatę, żadne środki nie przyszły – wyjaśnia.
Pieniędzy nie ma, jest podatek do zapłacenia
Reprezentantka Polski dodaje, że od kwoty, którą jej obiecano i której nie dostała, musiała uiścić podatek. – Kwota podatku do zapłacenia to jest 16 tysięcy złotych, czyli na ten moment ani nie otrzymałam pieniędzy i mam do zapłacenia taką kwotę, którą już i tak musiałam zapłacić – tłumaczy florecistka. Z tylko kłopotami została zostawiona sama sobie. – Nie dało się dodzwonić do suportu ani do opiekuna, który zajmował się tym programem – wyjaśnia.
– Jedynym kontaktem był PKOl, który przekazał mi numer do ich radcy prawnego. Pan na początku powiedział, że nie może mi pomóc z wypłatą pieniędzy, ale po dłuższej rozmowie udało mi się wynegocjować zajęcie się chociaż sprawą podatku. Upominałam się w mojej sprawie prawie codziennie, a w międzyczasie olimpijczycy z zimowych igrzysk dostali przelewy na konto, chociaż ich kwoty były podobne do mojej. Później pojawiły się głosy, że wypłacą pieniądze, jak Polkomtel zapłaci fakturę. Jedyne, co dostałam, to spłata należności z tytułu podatku PIT, ale w niższym progu niż wynika z mojego oświadczenia podatkowego. Nikt się ze mną nie kontaktował i nie zaoferował pomocy. Sama zadzwoniłam i dopominałam się w swojej sprawie, a i tak zostałam pominięta przy wypłatach – przyznaje.
Radio ZET pyta, PKOl odpowiada
– Podatek został już opłacony, a mój wniosek do PKOl o opłacenie reszty należności jest rzekomo procedowany. Chociaż nie mam żadnych wiadomości od momentu złożenia go. Przykro mi, że taka afera kojarzy się już permanentnie z ruchem olimpijskim. Wierzę, że PKOl koniec końców rozliczy się z obiecanych pieniędzy, bo nie pozostaje mi nic innego – podsumowuje olimpijka. Polski Komitet Olimpijski po opublikowaniu artykułu nadesłał odpowiedź na nasze pytania w tej sprawie.
„PKOl natychmiast po otrzymaniu od pani Julii informacji, że sponsor nie wywiązał się z płatności, czyli nie mogła spieniężyć tokenów, które otrzymała na konto, pokrył wartość podatku dochodowego za świadczenie” – napisała Radiu ZET rzeczniczka prasowa PKOl Katarzyna Kochaniak-Roman. „Po przelaniu środków, olimpijka telefonicznie poinformowała PKOl, że jest w drugim progu podatkowym. Została poproszona o przesłanie dokumentu potwierdzającego wejście w drugi próg” – dodała.
Według rzeczniczki Julia Walczyk-Klimaszyk nie nadesłała takiego potwierdzenia. To stanowisko stoi w sprzeczności z wyjaśnieniami olimpijki, która mówi Radiu ZET, że przekazała wszystkie dokumenty, jakich w tej sprawie wymagał od niej Polski Komitet Olimpijski. Kochaniak-Roman zapewnia, że „tokeny pani Julia otrzymała w grudniu”, a „wszystkie mamy-olimpijki w tamtym okresie bez problemu zrealizowały dyspozycje wypłat”.
Źródło: Radio ZET/Mateusz Ligęza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET