"On został prawie że wskrzeszony". Uratowali mężczyznę, którego serce zatrzymało się na 11 godzin
Cud medyczny w Łodzi. Lekarze ze Szpitala Kopernika uratowali mężczyznę, którego serce nie biło przez 11 godzin. Pacjent trafił na oddział w stanie głębokiej hipotermii, z temperaturą ciała wynoszącą zaledwie 26 stopni. Dzięki determinacji zespołu i zastosowaniu aparatury ECMO, mężczyzna został „wskrzeszony” i dziś jest w logicznym kontakcie z otoczeniem. To jednak nie koniec tej niezwykłej historii – medycy zadbali również o jego przyszłość poza murami szpitala.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak lekarze uratowali pacjenta w głębokiej hipotermii.
- Co to jest ECMO i jak pomogło w reanimacji pacjenta.
- Dlaczego zakład opiekuńczo-leczniczy jest istotny dla pacjenta.
- Jakie komplikacje wystąpiły podczas ratowania pacjenta.
Niesamowita historia z Łodzi. Pacjent "prawie że wskrzeszony"
Lekarze ze Szpitala Kopernika w Łodzi zmierzyli się z jednym z najtrudniejszych przypadków medycznych w ich dotychczasowej pracy. Medykom udało się uratować życie pacjenta w głębokiej hipotermii - gdy trafił pod ich opiekę, jego ciało miało zaledwie 26°C.
Serce mężczyzny zatrzymało się aż na 11 godzin. Dzięki niemal dwugodzinnej reanimacji i podłączeniu go do aparatury ECMO udało się uratować jego życie. - To był stan praktycznie terminalny, on w zasadzie umierał. Udało nam się przywrócić oddech i krążenie, mimo wielu powikłań, które wystąpiły - powiedział dr Bogusław Sobolewski z Oddziału Intensywnej Terapii łódzkiego szpitala Kopernika.
- Chory jest przytomny, w logicznym kontakcie. On został niemalże wskrzeszony - dodał lekarz w rozmowie z Radiem ZET. Medycy przyznają wprost, że to jeden z najbardziej niezwykłych przypadków, jakie pamiętają, bo uratowanie pacjenta, u którego krążenie zatrzymało się na tak długo, zdarza się niezwykle rzadko.
Lekarze pomogli znaleźć miejsce w specjalnej placówce
Ta historia nie kończy się jednak w szpitalnym oddziale. Lekarze znaleźli bowiem dla mężczyzny miejsce w zakładzie opiekuńczo-leczniczym. To jeszcze ważniejsze z uwagi na fakt, że nie posiada on domu, do którego mógłby wrócić.
- Trudno jest takiego chorego przekazać bezpośrednio na jakiś oddział. Jeden z zakładów opiekuńczo-leczniczych zgodził się przyjąć pana Tomka i zapewnić mu opiekę medyczną i socjalną. Uważam, że ta historia ma swoje szczęśliwe zakończenie, bo chory przeżył, będzie w stanie rozmawiać, chodzić i wykonywać podstawowe czynności - dodał dr Bogusław Sobolewski.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET